Aborcje Bidena – NIE

Jedną z niewielu rzeczy, której zazdroszczę Amerykanom, jest fakt, iż katolicy są tam prześladowaną – a przynajmniej lekceważoną – mniejszością.

 

Począwszy od pierwszych purytańskich osadników w początkach XVII wieku, protestancka większość zawsze okazywała papistom niechęć i pogardę, a także sporą dawkę instytucjonalnej dyskryminacji. Ta atmosfera nieco zelżała dzięki charyzmie i legendzie Johna F. Kennedy’ego, ale nie sposób nie zauważyć, że Joe Biden jest dopiero drugim w historii katolikiem w Białym Domu.

Jest przy tym katolikiem – jak dziesiątki razy podkreślali z zachwytem jego wielbiciele z CNN w dniu prezydenckiej inauguracji – szczerej i głębokiej wiary; człowiekiem, który chodzi do kościoła nie na pokaz, tylko z prawdziwej potrzeby duszy; politykiem, który zawsze podkreślał wagę religii w swoim życiu, niezależnie od tego, czy było to dla niego politycznie korzystne, czy nie (naturalnie w odróżnieniu od Donalda Trumpa). Dzień swojej inauguracji Biden zaczął od mszy w katedrze św. Matusza Apostoła w Waszyngtonie – i nikt nie posądzał go o sztuczność.

Spodziewać by się zatem należało, że amerykański episkopat będzie go całował po nogach i wychwalał pod niebiosa.

A gówno!

Okazuje się, że amerykańscy „książęta Kościoła” są tacy sami jak polscy – zbyt skupieni na dupie, żeby dostrzec spoza niej sprawy większej wagi.

Przewodniczący Konferencji Episkopatu USA abp José Horacio Gómez Velasco wydał oświadczenie, z którego wynika, że nowy prezydent jest grzesznikiem i tylko głęboka pokuta może go ocalić przed gniewem Boga.

Katolicki Bóg gniewa się na Bidena za zniesienie rozporządzenia Trumpa, otwarcie wspierającego dyskryminację osób transpłciowych; za uznanie dyskryminacji osób nieheteronormatywnych za jedną z form zakazanej przez konstytucję dyskryminacji ze względu na płeć; za zapowiedź walki o wyłączenie klauzuli sumienia, która zwalnia dziś katolickich pracodawców od zapewnienia swym pracownikom ubezpieczenia gwarantującego dostęp do co najmniej jednej metody regulacji poczęć (to wymóg obamacare).

Ale najbardziej Bozię wkurwia postawa Bidena w sprawie aborcji.

„Muszę odnotować” – pisze Gómez – „że nasz nowy prezydent zobowiązał się do wprowadzenia pewnych rozwiązań, które sprzyjałyby złu moralnemu i zagrażały życiu i godności człowieka; przede wszystkim w dziedzinie aborcji, antykoncepcji, małżeństwa i płci. Dla biskupów nieustająca niesprawiedliwość aborcji pozostaje głównym priorytetem. Jak naucza papież Franciszek, nie możemy milczeć, gdy w naszym kraju rok po roku aborcja zabija prawie milion nienarodzonych istnień. Aborcja to bezpośredni atak na życie, który rani kobietę i osłabia rodzinę. Nie jest to tylko sprawa prywatna – rodzi dręczące i fundamentalne pytania o braterstwo, solidarność i inkluzywność wspólnoty ludzkiej. Mam nadzieję, że zamiast, jak obiecał, narzucać dalsze rozszerzanie aborcji i antykoncepcji, nowy prezydent i jego administracja będą współpracować z Kościołem i innymi osobami dobrej woli”. Arcybiskup nie pisze wprost, w jakiej sprawie, ale z kontekstu można się domyśleć, że oczekuje od Bidena, iż łamiąc obietnice wyborcze, zamiast działać na rzecz zapewnienia obywatelkom USA gwarantowanego im przez konstytucję prawa do przerywania ciąży, będzie działał w dokładnie odwrotnym kierunku.

 

Całość na łamach