Armia na wałach – NIE

Prawdziwi wojownicy przeprowadzają staruszki przez jezdnie.

 

Pamiętacie, jak w stanie wojennym w telewizji pokazywano różnych obywateli, którzy z serca dziękowali żołnierzom za ciężką służbę i porządek w ojczyźnie? Dobre wzorce się nie starzeją. News w TVP Info w dwunastym dniu epidemii podbudowuje morale i jednocześnie demaskuje defetystów i dywersantów.

„Terytorialsi dostarczają środki medyczne do szpitali. W tym trudnym dla seniorów czasie objęli też opieką kombatantów Armii Krajowej” – informuje red. Jakub Wojtanowski z namaszczeniem, które tak dobrze pamiętamy z Polskiej Kroniki Filmowej. Na ekranie pojawia się młodzieńcza twarzyczka ppłk. Marka Pietrzaka, rzecznika Wojsk Obrony Terytorialnej. „Jesteśmy z nimi w kontakcie ciągłym telefonicznym, codziennie dzwonimy do tych osób, pytamy, czy potrzebują jakiegoś wsparcia” – mówi z dumą ppłk Pietrzak.

 

„To już kolejny kryzys, w którym Wojska Obrony Terytorialnej udowadniają, jak bardzo są potrzebne” – komentuje bezstronnie red. Wojtanowski. Płynne przejście do setki ministra Błaszczaka: „Oni są na pierwszej linii, dlatego że takie są zadania właśnie tego piątego, najmłodszego rodzaju sił zbrojnych”. I znowu redaktor: „Wcześniej wielokrotnie uczestniczyli m.in. w poszukiwaniu zaginionych osób i walczyli ze skutkami żywiołów”. Ekran wypełnia szlachetna, naznaczona życiem twarz niepodpisanej seniorki: „Sami byśmy sobie nie poradzili. Ogromna pomoc i za to jesteśmy niezmiernie wdzięczni”.

„Ponad pół roku po największej w historii gminy Modliborzyce powodzi odwiedziliśmy ją z kamerą. Mieszkańcy wciąż nie potrafią zapomnieć tamtych dramatycznych chwil…” – na ekranie widzimy modliborzyczanina, jak wygrania szuflą błoto z sieni – „…ale i wsparcia, jakie otrzymali od Wojsk Obrony Terytorialnej”.

Mieszkańcy: „Bardzo pomagali, praktycznie od razu przyjechali”.

Sołtys: „Ludziom pomagali w budynkach, prawda, czy przy noszeniu sprzętu, mebli, przy porządkowaniu, tak że pracowali bardzo ciężko”.

Na ekranie łańcuch zielonych ludzików, podający sobie z rąk do rąk worki z odrobiną piasku na dnie. Pod ich nogami cieniutka glizda namiastki wału przeciwpowodziowego. Teraz, gdy użyteczność „piątego rodzaju wojsk” została udowodniona ponad wszelką wątpliwość, pora na zdemaskowanie.

 

Żeby nie wyjść na malkontenta: nie mam wątpliwości, że członkowie WOT dzwonią codziennie do akowców, przewożą pudełka z maseczkami, a może nawet pomogli powodzianom wytachać lodówkę z zalanej piwnicy. Tylko czy koniecznie muszą to robić za 1,5 mld zł rocznie? Budżet WOT na zeszły rok wyniósł 1,547 mld zł; na 2020 – 1,427 mld. I to najwyraźniej za mało.

Jak wynika z raportu fundacji Stratpoints, sporządzonego w grudniu zeszłego roku, z okazji 3. urodzin WOT, z planowanych 53 tysięcy żołnierzy udało się zwerbować 20 tysięcy – i to w znacznej mierze kosztem wojsk operacyjnych, a także służb MSW. Oficerów z regularnego wojska przekupywano podwyżkami, a decyzja o przeniesieniu do WOT była w osobistej gestii ministra, który nie musiał tego konsultować z dowódcą przenoszonego. I to nie wystarczyło, bo do WOT zaczęli trafiać, z zachowaniem stopnia, funkcjonariusze policji, straży pożarnej czy Służby Więziennej – słabo przystosowani do służby w wojsku.

Problem jest nie tylko z oficerami: także prości cywile nie garnęli się do „terytorialsów” – jak WOT lubią się z amerykańska nazywać – mimo intensywnej akcji propagandowej i zachęt finansowych.