Czarnek z Zielonego Wzgórza – NIE

Netflix nas zbawi od Kościoła.

 

O tym, że w Kanadzie indiańskie dzieci są zabierane rodzicom, oddawane do katolickich szkół, a tam okrutnie dręczone, moja 10-letnia córka wiedziała znacznie wcześniej ode mnie. Skąd? Przecież nie czyta wiadomości agencyjnych AFP ani Reutera w swoim smartfonie, nie ogląda wiadomości CNN ani tym bardziej Canadian Television, nie prenumeruje „The New York Times” ani „Toronto Star”. Skąd zatem? Z miejsca, któremu moim zdaniem poświęca stanowczo za dużo czasu – z Netfliksa.

 

Szkoły dla rdzennych mieszkańców Kanady stworzone były przez kanadyjski rząd, ale prowadzone przez kościoły chrześcijańskie – katolickie i protestanckie. Ich celem była asymilacja dzieci do narzuconych kultury i religii przez przybyłych z Europy do Ameryki Północnej białych ludzi. W praktyce były miejscami, w których panowała okrutna przemoc – dzieci bito, głodzono, gwałcono. Z powodu wygłodzenia, wycieńczenia, chorób dzieci masowo umierały. Proces ujawniania tych zbrodni trwa w Kanadzie od lat. Powołano Komisję Prawdy i Pojednania. Odkrywane są masowe groby. Ocenia się, że w szkołach tych zmarło, zginęło lub zostało zabitych od 3 do 6 tysięcy dzieci.

W Polsce sprawa wybuchła kilka tygodni temu, gdy w Kanadzie zaczęły płonąć kościoły, a pomnik Jana Pawła II – papieża Polaka – został upaćkany farbą. Głośne „Wow!” przemknęło przez polskie media. Temat jest do dzisiaj dyskutowany. Nikt z polskiego Kościoła się nie zająknął na ten temat, mimo że jest tam wielu adoratorów idei, żeby nie zabijać dzieci. Ale najwidoczniej chodzi tylko o dzieci nienarodzone.

 

10 odcinków trzeciego sezonu kanadyjskiego serialu „Ania, nie Anna” (sztandarowy serial Netfliksa dla młodych widzów o kategorii wiekowej 13 plus), dość luźno inspirowany cyklem powieści Lucy Maud Montgomery „Ania z Zielonego Wzgórza”, miało swoją premierę w telewizji CBC Kanada między wrześniem a listopadem 2019 r, a na internetowej platformie Netflix na całym świecie, w tym w Polsce, 3 stycznia 2020 r. Serial obejrzałem niedawno, zachęcony przez córkę. Wątek Indian jest tam jednym z pobocznych, ale przedstawiony jasno.

Główna bohaterka, nastoletnia Ania z małej miejscowości Avonlea, znajdującej się na Wyspie Księcia Edwarda w Kanadzie, poznaje już w pierwszym odcinku dziewczynkę o imieniu Ka’kwet z obozującego w pobliżu indiańskiego plemienia Mikmaków. To bardzo mili ludzie. Zajmują się wyplataniem koszyków. Gdy w indiańskiej wiosce pojawia się pełnomocnik rządu, dziewczynka i jej rodzice, choć z obawami, ale też z nadzieją zgadzają się, aby córka wyjechała do szkoły. Z kolejnych odcinków dowiadujemy się, co to za szkoła. Katolicka. Indiańskie dzieci są tam traktowane brutalnie. Za próbę używania własnego języka, w ogóle za każde najmniejsze przewinienie typu rozlanie mleka, są bite lub zamykane w piwnicy. Ani rodzice Ka’kwet, ani Ania nie są tego świadomi. Myślą, że szkoła jest fajna, że w szkole uczy się różnych ważnych i potrzebnych rzeczy. Bo i skąd mają wiedzieć? Ka’kwet nie zadzwoni smartfonem, nie wyśle maila, nie napisze nawet zwykłego papierowego listu. Gdy w końcu Ka’kwet udaje się uciec ze szkoły, ruszają za nią w pogoń urzędnicy uzbrojeni w karabiny. Łapią i siłą doprowadzają z powrotem do szkoły, gdzie dziecko trafia do lochu.

Oczywiście takiego wątku w cyklu powieściowym Lucy Maud Montgomery nie było. Podobnie jak innych. Ciotka Józefina jest lesbijką. Bliski kolega Ani z klasy – Cole – uzdolnionym plastycznie gejem. Nauczycielka panna Stacy to feministka. Mary, praczka z czarnego getta, sama wychowuje nieślubnego syna. Zosia, koleżanka Ani z klasy, jest molestowana seksualnie, a Ania dokonuje czegoś na wzór akcji MeToo. Słowem: genderyzm, feminizm, LGBT+, równouprawnienie, potępienie rasizmu.

Wszystkie 3 serie „Ani, nie Anny” cieszyły się niebywałą popularnością, a po zakończeniu trzeciego sezonu i zapowiedzi, że to ostatni, miłośnicy serialu rozpoczęli zbieranie podpisów pod petycją o kontynuowanie serii.

 

Całość na łamach