Czekanie na aureolę – NIE

O jednym zboku w sutannie, który nie był przyjacielem Karola Wojtyły.

Joseph Kentenich był niemieckim pallotynem, który za krytyczne uwagi na temat nazizmu w 1941 r. trafił do Dachau. Tam pomagał innym więźniom, dzielił się z nimi chlebem, wspierał ich na duchu i jeszcze w obozie stworzył zalążek Ruchu Szensztackiego. To międzynarodowe bractwo katolickie, obecne dziś w sześćdziesięciu państwach, także w Polsce, zrzeszające – w osobnych pionach – księży, zakonnice i świeckich różnych płci i stanów cywilnych, uniesionych katolicyzmem w duchu maryjnym, dążących do „świętości dnia codziennego i praktykowania wiary w Opatrzność Bożą”.

Na stronie polskiej odnogi ruchu jego historia opisana jest dość lakonicznie: „W latach 1951-65 Ojciec Kentenich został przez Kościół odłączony od swego Dzieła, został zmuszony do opuszczenia Europy i całkowitego zerwania kontaktu z Ruchem. W tym czasie kompetentne władze kościelne weryfikowały założone przez niego Dzieło. W dniu 24 grudnia 1965 roku wrócił do Schönstatt, po tym jak papież Paweł VI udzielił jemu i jego Dziełu swojej aprobaty. Swoje ostatnie lata poświęcił na prowadzenie ruchu. Zmarł 15 września 1968 roku w Schönstatt, gdzie jest też pochowany. Jego proces beatyfikacyjny został otwarty przez Kościół w 1975 roku”.

Do dziś ów proces nie został zamknięty – co samo w sobie powinno już wzbudzać pewne wątpliwości, zwłaszcza biorąc pod uwagę masową produkcją świętych, jakiej oddawał się Wojtyła przez nieomal 3 dekady swoich rządów w Watykanie. Wbrew oficjalnej legendzie, szerzonej przez Ruch Szensztacki, Kentenich nigdy nie uzyskał papieskiej „aprobaty” i zgody na „połączenie ze swoim dziełem”. Jak w liście z 1982 r. wyjaśniał ówczesny Prefekt Kongregacji Nauki Wiary kardynał Ratzinger, „żadna z wcześniejszych decyzji Świętego Oficjum dotyczących doktryny, działalności i osoby ks. Kentenich nie została unieważniona; po prostu nie nalegano, aby ks. Kentenich powrócił do USA po tym, jak w 1965 roku przyleciał do Europy bez zgody Kongregacji, jedynie na podstawie źle zinterpretowanego telegramu”.

Cóż takiego uczynił ów święty mąż, że Watykan zesłał go aż do Milwaukee?

 

Ojciec jest Bogiem

Tego dowiadujemy się dopiero teraz. Historyczka Kościoła Alexandra von Teuffenbach po przeanalizowaniu udostępnionym ostatnio badaczom dokumentów z okresu Piusa XII rzuciła nieco światła na prawdziwe przyczyny 15-letniego wygnania i 45-leniej zwłoki w drodze do świętości.

Święty ów ojciec – na zdjęciach przedstawiany jako świątobliwy starzec w rogowych okularach z sięgającą piersi siwą brodą – był seksualnym sadystą wykorzystującym swoją pozycję do znęcania się nad podległymi mu zakonnicami ze wspólnoty Instytutu Sióstr Maryi. A co najzabawniejsze – Kościół o tym wiedział już wtedy. Jego 14-letnie zesłanie do Milwaukee nie wynikało ze sporów dogmatycznych, tylko z zabaw, jakim się oddawał w poczuciu, że jest nie tylko „ojcem” ale wręcz „właścicielem” wszystkich swoich wyznawców. A zwłaszcza wyznawczyń.

Odtajnione niedawno raporty z watykańskiej wizytacji przeprowadzonej na początku lat 50. w siedzibie ruchu w Schönstatt przez holenderskiego jezuitę o. Sebastiana Trompa czyta się jak modną ostatnio literaturę erotyczną spod znaku „50 twarzy Greya”.

Jak pisze Alexandra von Teuffenbach,

zajmowana przez Kentenicha pozycja „ojca” posiadającego absolutną władzę często utożsamiana była z Bogiem – do tego stopnia, że w wielu wyrażeniach i modlitwach nie było jasne, czy są one skierowane do Boga Ojca, czy do ojca Josefa.

W rodzinie ojca Josefa matka – generalna żeńskiego zakonu – nie ma nic do powiedzenia, a córki – zakonnice – są traktowane jako własność.

Dosłownie.

 

Córka jest niczym

Comiesięczna sesja „ojca” z każdą z „córek” zaczynała się od tego, że zakonnica padała przez księdzem na kolana – to jedyna pozycja, w jakiej miały prawo przebywać w jego obecności – i odbywała nieco zrytualizowany dialog.

– Czyja jest córka?

– Ojca!

– Czym jest córka?

– Niczym.

– Czym jest ojciec dla córki?

– Wszystkim.

– Do kogo należą oczy?

– Do ojca.

– Do kogo należą uszy?

– Do ojca.

– Do kogo należą usta?

– Do ojca.

Niektóre przesłuchiwane przez Trompa zakonnice miały dość odwagi – czy też może raczej, mówiąc katomową, bezwstydu – żeby zacytować ciąg dalszy tej litanii: – Do kogo należą piersi? Do kogo należą narządy płciowe?…

 

Ojcu jest wolno

Jak po tym wstępie nietrudno zgadnąć, ojciec robił ze swojej własności użytek. Warto pamiętać, że mówimy o połowie XX w. –gdy winna i zbrukana czuła się ofiara, zwłaszcza jeśli chodziło o zakonnicę wydymaną przez księdza. Mimo to jedna z „córek” Kentenicha opowiedziała watykańskiemu wizytatorowi o przypadku bezpośredniego wykorzystania seksualnego podczas jednego z tych „rytuałów zawierzenia”, gdy „córki” oddawały różne elementu swojego ciała „ojcu”. Interesujące, że gdy zakonnica wreszcie zdobyła się na wyspowiadanie się z faktu, że została de facto zgwałcona, jej spowiednik nie obciążył jej wprawdzie winą (dość postępowa postawa jak na księdza katolickiego w tych czasach), ale uzależnił rozgrzeszenie od jej zgody na poinformowanie o wybrykach Kentenicha Watykanu, „ponieważ nie rozumiał, jak inteligentne zakonnice mogą uczestniczyć w tych rzeczach, ale tym bardziej nie potrafił zrozumieć ojca”.

Zakonnica, przerażona i zagubiona, napisała list z prośbą o poradę do matki generalnej zakonu w Niemczech. Szczególnie bolało ją, że gdy wyraziła pewne wątpliwości co do stopnia ich zbliżenia – jak ma się ono do ślubów czystości – Kentenich odpowiedział: „Ojcu wolno”. Przełożona skwapliwie przesłała kopię do Kentenicha, który oskarżył wydymaną zakonnicę o opętanie. Później okazało się, że ta sama przełożona dostała wiele innych listów o podobnej treści: zakonnice opisywały nietypowe religijne obowiązki – tańczenie wokół „ojca”, nocne spotkania, dwuznaczne rozmowy.

To nie koniec.

 

Córka jest uległa

Dziś powiedzielibyśmy, że relacja, jaką kandydat na świętego budował z podległymi sobie zakonnicami, w pełni mieści się w spektrum związków d/s, czyli „dominance and submission”, gdzie osoba uległa przekazuje dominującemu partnerowi władzę nad najdrobniejszymi szczegółami swojego życia – w ramach układu zwanego „power exchange”: „Powiedział mi, że jeśli chcę nauczyć się całkowicie polegać na nim na poziomie duchowym, będę musiała ćwiczyć, pytając go o zgodę wszystko, co muszę zrobić. Np. gdybym musiała zmienić bieliznę, pójść do łazienki lub wymienić podpaskę”.

Z inną wybrał model oparty na „chrześcijańskiej dyscyplinie domowej”. Zakonnica, która opisywała te zdarzenia, była wytresowana do tego stopnia, że nawet 30 lat później mówiła o sobie w trzeciej osobie: „Zakonnica zgrzeszyła i wyznała swój grzech ks. Kentenichowi na spowiedzi. W tym celu musiała uklęknąć przed nim i prosić go o karę. Zażądał, żeby przełożyła się przez krzesło, żeby mógł ją wychłostać. Najpierw pytał ją wielokrotnie, czy chce zdjąć bieliznę. Siostra, kierowana wewnętrzną udręką, posłuchała i dopiero wtedy przyjęła pozycję. Gdy pozwolono jej wstać, ks. Kentenich powtórzył polecenie. Zakonnica musiała najpierw sama podać mu linijkę, która leżała na biurku, a którą pragnął ją skarcić”. I mimo iż później w najpokorniejszym liście zakonnica odmówiła zgody na tego typu traktowanie, zaliczyła spanking z rąk świętego ojca jeszcze kilka razy.

Inna musiała wyrażać oddanie poprzez wtulenie twarzy w księże krocze.

Sadyzm kandydata na świętego nie ogranicza się do tak prostackich zabiegów jak lanie, obmacywanie albo zgoda na wymianę podpaski. Bywał znacznie bardziej wyrafinowany. Inna z zakonnic opowiadała, że gdy ks. Kentenich zrozumiał, jak ważną osobą jest dla niej jej prawdziwy ojciec, postanowił wytresować ją na okoliczność ojcostwa. „Kazał mi wejść pod stół. Miałam na niego patrzeć z dołu na czworakach i mówić do niego »ojcze, mój ojcze«. Gdy zrozumiał, że nie potrafię tego zrobić, zmiażdżył mnie moralnie. Szydził ze mnie, mówiąc, że jestem zepsuta i zdeprawowana, że zasłużyłam na lanie, że jestem okropną Ewą i powinnam trafić za kraty”.

Kazanie ojca Kentenicha: „Ojciec skarcił córkę. Jego serce krwawi. Ale ojciec może to zrobić. Ojciec jest wszystkim. Córka jest niczym. Ojciec jest Bogiem dla córki. Ojciec wie wszystko. Ojciec może i musi wiedzieć wszystko. Biada jej, jeśli ukrywa coś przed ojcem. Odsyłam ją spod bram nieba”.

 

Ojciec o ojcu

Jan Paweł II o ojcu Kentenichu na spotkaniu z Ruchem Szentszackim: „Jesteście powołani do tego, by mieć udział w łasce, którą otrzymał wasz założyciel, i ofiarowywać ją całemu Kościołowi. Chcecie na miarę własnych sił dopomóc, żeby każdy ustanowiony w Kościele z woli Boga autorytet był uznawany i żeby dostrzegano w nim wyraz duchowego ojcostwa”.

Wojtyła miał sporo szczęścia, że zanim został papieżem, Kentenich padł na zawał. W przeciwnym razie Dziwisz na pewno załatwiłby ojcu Ruchu Szentszackiego prywatną audiencję wraz z osobistym błogosławieństwem. Za odpowiednią opłatą.