Dudo, ty paskudo – NIE

List otwarty do Pana Andrzeja Dudy.

Szanowny Panie Andrzeju,

piszę do Pana, ponieważ zapewne, jak większość z nas, niczego nie postrzega Pan w pełni ani wszystkiego nie rozumie. Zapewne, jak wszyscy, wie Pan o sobie mniej niż Pan sądzi.

 

***

Startuje Pan w wyborach, ale czy my, obywatele, możemy mówić o wyborze, jeśli dokładnie nie wiemy, co wybieramy? Niech Pan sobie sam przypomni, jak wybierał Pan germanistkę na żonę (Frau Kornhauser), prokreował (brudne pieluchy) albo kupował ofrołdowe suzuki (żwawość remizy strażackiej). Nie wiedząc, co dokładnie pociągają za sobą te wybory, czy dziś postąpiłby Pan w ten sam sposób?

 

***

Niech Pan będzie ze sobą szczery. 5 lat w zupełności Panu wystarczy. Czy chce mieć Pan na sumieniu kolejną 5-latkę? Przez następne lata nie będzie Pan mógł iść do lokalu ze striptizem, wdepnąć w kupę na chodniku ani nawet śpiewać razem z radiem. Po co to Panu? Emerytura nie będzie wyższa. Woli Pan spędzać czas w robocie zamiast na wakacjach?

Mówi Pan, że ma Pan jakiś program na kierowanie Polską. Rzeczywiście? Ale jak to było z programem na kierowanie samym sobą? Ile razy Pana oszukano, wystawiono do wiatru, a ile razy oszukał się Pan sam?

Ten Zbigniew Ziobro, co to Pana zrobił sekretarzem stanu u siebie, to myśli Pan, że chciał dla Pana prezydentury? Sam wolałby być prezydentem. Zrzucał na Pana najgorszą robotę niczym na pańszczyźnianego chłopa. Harował Pan przy tym biurku w ministerstwie, biurku wielkości trumny, przy świetle żarówki o mocy lampy naftowej od świtu do nocy. Planował Pan coś takiego? Pewnie musiałby Pan sabotować w końcu robotę, gdyby Lech Kaczyński nie wziął Pana na major domusa do Pałacu Namiestnikowskiego. Miał Pan po prostu szczęście. No i co? Ano planował Pan zostać przy prezydencie dłużej, ale to przecież nie Pana wina ani zasługa, że nieborak się zabił.

 

***

Ten drugi Kaczyński, on Pana okłamał, że nadaje się Pan na prezydenta Polski. On od początku wiedział, że się Pan nie nadaje, ale ponieważ z Komorowskim przegrał 5 lat wcześniej, przypuszczał, że i w roku 2015 nie wygra. Ten człowiek o ptasim nazwisku wymyślił, że będzie Pan zdalnie sterowany (po angielsku remote-controlled). Kaczyński kombinował tak: Duda, nazwisko nudne, ale łatwe do zapamiętania. Wie, gdzie w pałacu prezydenckim jest kibel, a gdzie pawlacz na szczotki, które schody prowadzą w górę, a które na dół. No i rozumie, że lepiej jest mieć dobrego krawca niż chodzić na siłownię. Ma miłą krakowską powierzchowność, podobną do powszechnie znanego Romana Maliniaka z „Czterdziestolatka”, czyli może udawać głowę państwa.

Niech Pan sobie przypomni, jak kandydował Pan po raz pierwszy. Wiedział Pan, że nie wygra ale szefowi bał się Pan odmówić. Sondaże wskazywały na zwycięstwo Komorowskiego w pierwszej turze. Nawet nie chciał Pan wygrać! Jednak Pan wygrał. Niech sobie Pan przypomni, co wówczas Pan myślał: Bóg tak chciał! Wydarzyło się coś, co miało się w ogóle nie wydarzyć. Jeżeli nie Bóg, to przynajmniej Maria królowa i jej Syn król. Najmarniej święty Dionizy, patron cierpiących na bóle głowy i migreny.

Panie Andrzeju, bądźmy realistami. Nie potrafimy czytać w myślach bogów na podstawie boskich wyroków. Łatwo się pomylić co do ich intencji. To wszystko może być jedną wielką pułapką. Jeśli chce się przegrać, a się wygra, to czy jest to zwycięstwo, czy jednak porażka? A może to nie Bóg, tylko Lucyfer sprawami kierował?

Panie Andrzeju, bądźmy szczerzy. Jest Pan takim samym prezydentem jak turbosprężarka w rowerze. Jak 90-latka w ciąży. Jak podróbka japońskiego szoguna. Dalsze symulowanie głowy państwa nie ma w Pana wypadku żadnego sensu. Nie lepiej byłoby zrezygnować i do tego nie wracać?

 

Całość na łamach