Dzban Roku 2020 – NIE

Styczeń to czas, w którym liczne media wręczają nagrody za rok poprzedni. Doceniani są sportowcy, politycy, aktorzy, piosenkarze. Wszystkie te wyróżnienia łączy jedno: są przyznawane najlepszym. Tymczasem w kraju takim jak nasz nikt poważny nie wyróżnia ludzi najgorszych, a tych jest przecież więcej. Za odznaczenie się porażką w szczególnie marnym dla ludzkości roku 2020 postanowiliśmy przyznać więc po raz pierwszy własną nagrodę.

Coś, co początkowo miało był skromną internetową zabawą, przerodziło się w plebiscyt, w którym w ciągu tygodnia oddano prawie pół miliona głosów. O sprawie doniosły m.in. „Wirtualna Polska”, „naTemat” i portale Komitetu Obrony Demokracji. Taka jest widać tęsknota za wytykaniem żałości…

Statuetką, którą otrzyma od tygodnika „NIE” najgorszy z Polaków, będzie gliniany dzban. Po pierwsze, jest tani, a żaden z nominowanych nie zasłużył na nic drogiego. Po drugie, słowo „dzban” zostało młodzieżowym słowem roku w plebiscycie Państwowego Wydawnictwa Naukowego. Oznacza ni mniej, ni więcej, tylko kogoś, kto zrobił coś głupiego. A rzeczy wyjątkowo głupie nawet jak na polskie standardy robili kandydaci, których postanowiliśmy do nagrody nominować.

 

Aby zabawa nie ciągnęła się miesiącami, pominęliśmy w eliminacjach wielu rodaków, którzy powinni zostać za swój trud wynagrodzeni. Zabrakło więc kardynała Dziwisza, który pewnie nie dowiedziałby się, nawet gdyby ten konkurs wygrał. Janusza Kowalskiego z Solidarnej Polski, który kładł swe życie na szali w razie niezawetowania unijnego budżetu. Przemysława Czarnka, który tak reformuje szkolnictwo, że nasze dzieci będą wiedziały wszystko o Janie Pawle II i niewiele więcej. Albo Sławomira Świerzyńskiego, który udowodnił, że nie ma takiego wstydu, którego osoba publiczna nie jest w stanie znieść, byle tylko podlizać się władzy.

 

Pierwszą parą ćwierćfinałową w walce o tytuł Dzbana Roku 2020 tygodnika „NIE” zostali Jacek Sasin i Edyta Górniak. On zasłynął jako rzutki menedżer, który organizował wybory korespondencyjne, które się nie odbyły, a kosztowały podatników 70 mln zł. I jako prorok, który gdy tylko w pandemicznym roku oznajmiał, że coś się nie wydarzy – to działo się to ze stuprocentową dokładnością.

Ona wsławiła się negowaniem pandemii, a nawet istnienia koronawirusa, a także rekomendowaniem najbardziej udziwnionych terapii duchowych, które miałby sprowadzić ludzkość na dobrą drogę.

Zwolennicy ministra pisali: „Mój głos jednak na Pana Jacka, bo on gada/robi głupoty w wielu dziedzinach, a pani Edi ogranicza się do medycyny”.

Stronnicy piosenkarki nie byli im dłużni: „Trudny wybór, ale jednak stawiam na Górniak. Sasin mówi i robi to, co mu Kaczyński każe, Edzia jest głupia sama z siebie;

Niżej upadł Sasin, ale Edyta Górniak jednak upadała z większej wysokości”.

Wielu podkreślało: „O kurde, to są jedyne wybory z Sasinem w tle, które dojdą do skutku!”.

24-godzinny pojedynek zakończył się zwycięstwem Sasina. Na Facebooku, Twitterze i Instagramie zdobył łącznie 65 264 głosy wobec 27 347 głosów kontrkandydatki.

 

Następną parę ćwierćfinałową stanowili Marcin Najman i Krystyna Janda. Najbardziej wyśmiewany sportowiec kraju pracował na ten tytuł cały rok, aktorka – jeden dzień.

Tłumaczyliśmy głosującym: „Tak, wiemy, że nie wypada zestawiać postaci wybitnej, szanowanej, wręcz pomnikowej, z kimś takim. Ale pamiętajcie, że Janda też taka ostatnia nie jest. Zdobyła przecież jakąś tam Złotą Palmę w Cannes”.

Opinie były wyrównane: „Takiego zestawienia się nie spodziewałam. To jak dzban i filiżanka”.

Niektórzy wróżyli podstęp: „Zwycięzca jest oczywisty. Więcej głosów na Najmana, ale Janda w ostatniej chwili wepchnie się przed kolejkę i wygra”.

Skończyło się zwycięstwem boksera (grubo ponad 85 000 głosów), który zaznał smaku wiktorii bodaj po raz pierwszy w karierze.

 

Następni w szranki stanęli Kaja Godek i Łukasz Szumowski. On dostarczał nam w 2020 r. respiratorów, masek i poczucia bezpieczeństwa. Ona postanowiła wywalczyć, aby Polki umierały lub żyły w cierpieniu, nie mogąc pozbyć się niechcianej ciąży.

„Wybór w stylu Wąskiego w Kilerze: »Wybieraj kolano!«” – komentowali niezdecydowani.

„Trochę nie fair, jak jeden uczestnik takiego konkursu ma dzban na głowie” – pisano o Godek.

„Co tu robi Szumowski? To konkurs na biznesmena roku?” – broniono zdolności eksministra.

Godek ostatecznie znokautowała biznesm… profesora, dostając prawie 100 000 głosów przy jego ledwo 15 000.

 

W ostatnim z ćwierćfinałów naprzeciw stanęli Julia Przyłębska i Jarosław Jakimowicz. Ona jest odkryciem towarzyskim prezesa i gwarantem rządów prawa w Polsce, a dokładniej: Prawa i Sprawiedliwości. On to zakurzony aktor, który dzięki podlizywaniu się PiS-owi dostał robotę w TVP Info, gdzie prowadzi program razem z podobną mu Magdaleną Ogórek.

Niezdecydowani pisali: „Klasyczny konflikt tragiczny”.

Ale większość rozsądzała sprawę politycznie: „To tak jak gdyby chcieć porównywać szkodliwość muchomora sromotnikowego z surowym kartoflem; Ze względu na zasięg konsekwencji działania głosuję na kucharkę”.

Jakimowicz pokonał Przyłębską na Facebooku i Twitterze, ale zdecydowanie poległ na Instagramie, co ostatecznie dało jej awans. Zgromadzona w tym medium społecznościowym liczna damska widownia najwidoczniej nie zapomniała, komu zawdzięcza aborcyjny zamordyzm.

 

Półfinały naszego plebiscytu – Marcin Najman kontra Kaja Godek i Julia Przyłębska kontra Jacek Sasin – wbrew pozorom już tak zacięte nie były.

Można być w Polsce sportowym pośmiewiskiem, ba!, nawet publicystą TVP – i ludzie to wybaczą. Ale jeśli przekłada się katolicką ideologię na inicjatywy ustawodawcze, gniew ludu może być wielki. Kaja Godek w pierwszym z półfinałów zdecydowanie pokonała Marcina Najmana. Pisano: „Dopiero pół godziny od wstawienia posta, a Najman już klepie matę;

Najman w sumie nieszkodliwy i jeszcze śmiechu dostarcza, a muminkowa to rak złośliwy;

Ale pani Godek to powinna być poza konkurencją. Wnioskuję o automatyczne przyznanie jej tytułu Dzbana Stulecia”.

Tylko jeden odważny człowiek proponował coś na kształt kompromisu: „Najman jest kwintesencją określenia »dzban«. Więc nagroda in. Marcina Najmana powinna trafić do Godek”.

Naczelna antyaborcjonistka kraju zgarnęła ostatecznie ponad 80 tys. głosów, przy jego 25 tysiącach.

 

Zwycięzcą drugiej pary półfinałowej został – co nietrudno było przewidzieć – minister Jacek Sasin. Gniew Polaków na zakaz aborcji, który na dobrych kilka miesięcy zdominował debatę publiczną w 2020 r., skanalizował się mocniej na inicjatorce całego zamieszania: Kai Godek. Julia Przyłębska w korespondencyjnym pojedynku lżej dostała po dupie – choć to ona miała realną władzę, by się szaleństwom fundamentalistów postawić. Jako szefowa trybunału będzie jednak z pewnością miała szansę wykazać się i w tym roku.

Sasin zgarnął ostatecznie ponad 65 000 głosów przy lekko ponad 20 000 Przyłębskiej. I tak dotarliśmy do finału konkursu.

 

Aby wynagrodzić trud Czytelników naszego pisma, którzy co tydzień wydają 5,80 zł na to, abyśmy mogli opisywać setki polskich mniejszych i większych dzbanów, to im postanowiliśmy oddać najważniejszy głos w sprawie tego, kto powinien zostać Dzbanem Roku 2020.

Głosowanie finałowe toczyć się będzie przez 48 godzin: od 12.00 w sobotę 16 stycznia do 12.00 w poniedziałek 18 stycznia. Internauci korzystający z naszego Facebooka, Twittera i Instagrama też wskażą swoich faworytów, ale głosy kupujących nasze pismo pomnożymy przez 10.

Ze względu na ograniczenia czasowe i pandemiczne zabawa w chodzenie na pocztę nastręczałaby trudności, dlatego prosimy Was o głosowanie w jednej z dwóch formuł:

– Wysłanie e-maila o temacie „Godek” lub „Sasin” na adres dzbanroku@tygodniknie.pl

– Wysłanie SMS-a (koszt jak za zwykły SMS) o treści „Godek” lub „Sasin” na numer 734 675 675.

Prosimy o zachowanie zasady „Jeden Czytelnik – jeden głos”. Nie żebyśmy byli przesadnie uczciwi, ale jeden taki dzban z Ameryki krzyczy, że głosy zostały w tamtejszych wyborach sfałszowane i już w 2021 r. jest przez niego wystarczająco dużo kłopotu.

Zapraszamy do zabawy!