Dzicy katolicy – NIE

Lepiej zachować cnotę niż życie

 

Matka: „Powiesimy cię, córeczko, pójdziesz do nieba i będzie fajnie”.

Córka: „Powieście mnie, proszę, dziadziuś się ucieszy”.

10-latkę wieszano i duszono. Truto gazem. Miała zginąć pod kołami ciężarówki. W niebie jej nie chciano.

 

Mięsko dla pedofilów

Katarzyna C. i Grażyna A. znają się od podstawówki, mieszkają w tej samej kamienicy, a ich mężowie pracują razem w Holandii. Kobiety odwiedzają się z okazji imienin, urodzin, świąt lub żeby połknąć kawę przy papierosie i poplotkować.

Gdy Alicja, córka Grażyny, pierwszy raz komunię świętą przyjmuje, Katarzyna kupuje w prezencie rolki, życzy szczęścia i wielu łask bożych, bo wie, co w życiu ważne. Taka przyjaciółka rodziny to skarb, Grażyna ściska Katarzynę i prawie beczy, tak jest wzruszona.

Wkrótce Katarzyna dostaje cynk, że mafioso o ksywce „Maks” upatrzył sobie Alicję i chce ją wywieźć do niemieckiego burdelu, żeby dla niego zarabiała, obsługując zagranicznych pedofilów. Gdyby kto inny dostał taką wiadomość, słowem by nie pisnął, ale Katarzyna jest w porządku, opowiada o wszystkim Grażynie i mówi, że postara się pomóc, bo jest ukrytą kobietą mafii, dobrze zna „Maksa” i wie, że można z nim się dogadać. Po trzech dniach okazuje się, iż „Maks” nie ma serca z kamienia – Alicji do burdelu nie wywiezie, ale Grażyna musi mu coś odpalić, żeby straty spowodowane nieobecnością dziewczynki w zamtuzie wyrównać. Nie chce wiele – 10 tysięcy wystarczy. Katarzyna uważa, że to uczciwa cena za święty spokój. Grażyna wypłaca z konta pieniądze i wręcza je przyjaciółce.

 

Żołnierze obserwują

Po miesiącu „Maks” domaga się dwudziestu tysięcy, bo w Niemczech popyt na 10-latki jest duży i straty rosną. Grażyna nie ma takiej kwoty, Katarzyna podpowiada, żeby wzięła kredyt, bo „Maks” nie jest taki zły, ale jeśli straci nerwy, to może wjechać do chałupy, Alicję za kłaki wywlec i tyle ją zobaczą. Grażyna idzie do banku. Żeby się odwdzięczyć za pośrednictwo, zaprasza przyjaciółkę na pizzę.

Popyt na 10-latki wciąż rośnie, „Maks” umie liczyć i po dwóch tygodniach znów żąda pieniędzy. Trzeba mu dać 50 tysięcy, mówi, że to już ostatnia rata – przekonuje Katarzyna.

„Maks” nie dotrzymuje słowa, Katarzyna przeprasza w jego imieniu, ale interesy mu nie poszły i musi sobie powetować, żartów nie ma, jego żołnierze dzień i noc obserwują Grażynę i gdy pójdzie na policję, Alicja tego samego dnia będzie obciągać Niemcom.

Grażyna bierze 5 kolejnych kredytów. Łącznie daje Katarzynie 170 tys. zł.

Wydatki miesięczne na raty: 4,5 tys., zarobki: 3 tys. zł.

Traci zdolność kredytową.

„Maks” wciąż żąda pieniędzy.

 

Intymne foto

Katarzyna rozumie, że Grażyna jest w trudnej sytuacji, ale może wziąć pożyczkę w Bocianie czy Providencie albo samochód sprzedać, z „Maksem” lepiej nie zadzierać; gdy mu jeden człowiek był winien pieniądze, to go potem z Odry wyłowiono z wyłupanymi oczami, zatem dla niego zrobić z Alicji kurwę to jak spluąć. Na dodatek „Maks” pokazywał jej zdjęcie intymne Alicji, takie z gołą cipką, Katarzyna nie wie, jak i kiedy je zrobił, ale to dowód na to, że prawdziwy kozak może wszystko.

Grażyna się waha.

Bo na kilka dni mąż przyjeżdża i odkrywa, że konto wyczyściła. Tłumaczy się, że źle zainwestowała na giełdzie, ale mąż nie wierzy, robił awanturę i wściekły wraca do Holandii. Gdyby się dowiedział, ile kredytów nabrała, to chyba by zatłukł.

Grażyna przysięga Katarzynie, że mężowi nie piśnie o długu wobec „Maksa”. Przysięgi dochowuje, bo Katarzyna ostrzega, że jak tylko słowo powie ślubnemu, to mafia zaraz wszystkich zajebie i Alicję wywiezie, a Alicja to najmłodsze dziecko, oczko w głowie.

O długach i wiszącym w powietrzu wywozie wie mieszkający z Grażyną 26-letni syn Tomasz. I Alicja.

 

Kamień z serca

„Maks” się wkurwia, że Grażyna nie chce wziąć kredytu w firmie pożyczkowej, mówi, że jeśli jej na córce nie zależy, to córka będzie zarabiać dupą, trudno, ale sam jest ojcem, dlatego daje ostatnią szansę: 3 dni i albo w tym czasie zapłaci 10 patyków, albo wywózka, relacjonuje Katarzyna.

Grażyna pojmuje, że długu wobec „Maksa” nie spłaci nigdy. Popada w depresję. Kredytu nie zaciąga.

Po trzech dniach Katarzyna wpada do mieszkania Grażyny. „Kurwa, »Maks« i jego ludzie będą za godzinę, wywiozą Alicję, doigrałaś się, pomagałam, ale już nic nie zrobię, pakuj ją, nie zapomnij o piżamce” – krzyczy.

Alicja wszystko słyszy. Płacze. Katarzyna mówi, że nie chce patrzeć na wywózkę, bo to przykre widoki są, wychodzi.

Tomasz wybiega z łazienki z pianą do golenia na twarzy, bo nigdy nie słyszał, żeby ciocia Kasia tak wrzeszczała.

„Uciekamy!” – zarządza Grażyna. Ale dokąd uciec przed mafią? Nie wie. Wsiadają do auta. Krążą. Alicja cały czas płacze i krzyczy, że nie chce do burdelu.

Matka ją przytula: „Nie pojedziesz do burdelu, powiesimy cię, córeczko, pójdziesz do nieba, tam jest dziadziuś, będzie fajnie”.

Alicja przestaje płakać. „Powieście mnie, proszę, dziadziuś się ucieszy” – mówi.

Grażynie spada kamień z serca. „Jedź na działkę” – nakazuje Tomaszowi.

 

Gaz się kończy

Na działce jest altana. W altanie kuchenka gazowa. Grażyna z Tomaszem naradzają się. Dochodzą do wniosku, że przyjemniej będzie Alicję zatruć gazem niż powiesić. Pytają, co woli. Alicja jest za gazem, bo po powieszeniu pręgi na szyi zostają i w trumnie będzie brzydko wyglądać. Grażyna zauważa, że gaz ma jeszcze taką zaletę, że umrzeć mogą wszyscy za jednym zamachem. Mafia nikomu nie odpuszcza, Tomasz więc zgadza się na samobójstwo, Grażyna o niczym innym nie marzy; cieszy się, że córka będzie miała towarzystwo w drodze na tamten świat. Alicja klaszcze w dłonie z radości.

Tomasz odkręca przewód od kuchenki i otwiera zawór. Ściskają się na pożegnanie „Do zobaczenia w niebie” – mówi Grażyna.

Chwytają się za ręce i kładą na łóżku. Z przewodu sączy się propan-butan. Po 1,5 godziny Grażyna sprawdza, co z Alicją. Na pierwszy rzut oka wygląda obiecująco: ma zamknięte oczy i jest trupio blada. Ale wciąż oddycha.

Zapach propanu-butanu jest ledwie wyczuwalny.

„Gaz się chyba skończył, kurwa” – ocenia Grażyna. Tomasz wstaje i podnosi butlę. Jest lekka jak piórko.

 

Plan B

Alicja otwiera oczy. „Byłam już daleko, ale chyba mnie nie chcieli” – twierdzi.

„Nie martw się, elegancko powiesimy cię z Tomusiem, a potem do ciebie dołączymy” – pociesza mama.

Tomasz ze sznura do prania sporządza 3 pętle, bo plan B jest taki: najpierw wieszają Alicję, a potem kończą ze sobą. Żeby proces wieszania usprawnić, Grażyna z Tomaszem zakładają sobie pętle na szyje, gdy Alicja pójdzie do dziadziusia, będą pod ręką.

Alicja dynda przy łóżku. Grażyna oddycha z ulgą i wiesza się na poręczy schodów. Tomasz – na klamce od okna. Jest miło. Grażyna kątem oka obserwuje córkę, bo to jej oczko w głowie przecież. Córka, zamiast skonać jak należy, charczy i próbuje się wyswobodzić. Grażyna nie może na to patrzeć, uwalnia się z amatorsko sporządzonej pętli, odcina Alicję, a potem Tomasza.

„Teraz byłam jeszcze dalej, mogłaś trochę poczekać, mamusiu” – mówi Alicja.

„Dla chcącego nic trudnego, udusimy cię, córuś” – odpowiada mama.

 

Dość zabijania

Alicja prosi, żeby poczekali, bo musi dojść do siebie po wieszaniu, za dużo trochę tych atrakcji. Po chwili kładzie się na łóżku. Tomasz przygotowuje nowe pętle dla siebie i matki – wariant dołączenia do Alicji wciąż ma status obowiązujący.

Grażyna dusi córkę gołymi rękami. Tomasz trzyma siostrę za nogi. Alicja wierzga. Robi się sina, przestaje się bronić, meta jest blisko. Grażyna i Tomasz sądzą, że już po krzyku, wieszają się. Alicja zrywa się z łóżka. Grażyna wobec tego nie widzi powodu, żeby wisieć, wyswobadza się z pętli, odcina Tomasza, klnie pod nosem. Alicja kaszle, nie może złapać tchu. Czuje się zawiedziona, ale mama wie, jak poprawić córce humor. „Rzucimy się pod ciężarówkę” – obwieszcza nęcąco.

Idą na położoną nieopodal drogę krajową nr 5. Włażą tuż przed maskę ciągnika z naczepą. Zamykają oczy. Kierowca TIR-a daje po hamulcach, ciężarówkę znosi na lewy pas, Grażyna, Tomasz i Alicja wychodzą cało z wypadku.

„Ja chcę pod pociąg!” – beczy Alicja. Grażyna ma dość zabijania. „Nie chcą cię tam, dziadziuś musi poczekać” – wyjaśnia.

Dzwoni po Michała, drugiego syna, bo w fordzie Tomasza skończy się paliwo. Michał wsiada do auta i w mig przyjeżdża. Dziwi się, że matka, brat i siostra mają pętle na szyjach. Grażyna opowiada o „Maksie” i o tym, jak ratowali Alicję przed transportem do lupanaru.

Michał zawiadamia policję.

 

Wyssany gangster

Prokuratura oskarżyła Katarzynę C. o to, że „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej groziła Grażynie A. zamachem na życie i zdrowie jej 10-letniej córki poprzez uprowadzenie przez członów mafii w celu uprawiania nierządu w domu publicznym, czym doprowadziła do szkody w wysokości co najmniej 170 tys. zł”. I że wskutek podjętych przez nią działań Grażyna i Tomasz „targnęli się na własne życie, usiłując popełnić samobójstwo przez zatrucie gazem, powieszenie się oraz wtargnięcie pod samochód”.

Śledztwo wykazało, że mafiosa o ksywce „Maks” Katarzyna wyssała sobie z palca, co oczywiście fałszywą czyni również groźbę wywiezienia Alicji do domu rozpusty.

Za wyłudzoną forsę Katarzyna C. kupiła audi a-3, meble i telewizor, resztę przeznaczyła na gruntowny remont mieszkania i spłatę zobowiązań w bankach.

Sąd Rejonowy w Rawiczu skazał ją na 8 lat więzienia.

Przed Sądem Okręgowym w Poznaniu toczy się proces Grażyny i Tomasza A. Za to, że usiłowali zabić Alicję, grozi im dożywocie. Powołano drugi zespół biegłych psychologów i psychiatrów, bo pierwszy nie potrafił odpowiedzieć na pytanie, dlaczego 49-letnia, zdrowa na umyśle kobieta najpierw dała sąsiadce 170 tys. zł, a potem wraz z synem usiłowała zaszlachtować córkę.

Grażyna A. zeznała, że choć trochę jej wstyd, iż chciała zabić Alicję, to uważa, że dziecko zawsze warto ratować przed burdelem.

Alicja nie ma żalu do mamy, bo wie, że gazowanie, wieszanie i duszenie były dla jej dobra.