Erotoman – NIE

 

Po światowej fali filmów feministycznych piętnujących zniewolenie kobiet wahadło odbiło w drugą stronę. Kręci się opowieści o kobietach okrutnych wobec mężczyzn, w tym o modliszkach cierpiących na wściekłości macicy. W ten nurt mimowolnie wpisuje się film dokumentalny o Harveyu Weinsteinie, mocarnym producencie filmowym i erotomanie. Z wrogich mu w zamierzeniu opowieści aktorek wynika jednak, że jego seksualne napastowanie miało łagodne formy. Nie stosował fizycznej przemocy. Układnie pytał, czy one chcą, żeby je podwiózł lub zaprosił na kolację. Jeśli przychodziły do Harveya, dopytywał się, czy chcą być zerżnięte. Owszem, tworzył aktorkom sytuacje kłopotliwego wyboru między niechcianym seksem a karierą. Korzystał ze swojej wszechmocy w branży. Potem płacił za milczenie. Należał mu się wyrok  za mobbing. Weinstein został jednak skazany jak za morderstwo – na 23 lata. Nie tyle więc on brzydko wypada na filmie, ile aktorki, które, czy to dały mu dupy, czy nie dały, po tym wyroku nadal atakują go jak zbrodniarza, eksponując swoją, nie zaś jego na koniec krzywdę. Nakręcony w Kalifornii dokument wpisuje się więc w nurt obrzydzający widowni kobiecość.