Falanga Pana Boga – NIE

Za mundurem panny sznurem, a Najświętsza Maryja Panna zwłaszcza.

Militarny krajobraz Polski jest coraz bogatszy. Ubogacają nas obecnością przedstawiciele Ameryki, Macierewicza (Wojska Obrony Terytorialnej) oraz nieba. Ci ostatni, podobnie jak jankesi, odwołują się do wielkich idei oraz reprezentują interesy obcego państwa.

W stulecie Bitwy Warszawskiej, która – według kościelnej narracji – nie obyła się bez interwencji z góry, formacja pod nazwą Żołnierze Chrystusa złożyła uroczystą przysięgę w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. „Chcę tylko sprawować się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej” – zapewniał każdy żołnierz z osobna, może trochę niegramatycznie, ale za to podniośle. „Pragnę walczyć z tym, aby nie ulegać tendencjom tzw. Kościoła otwartego, który głosi fałszywe miłosierdzie, potrzebę pogodzenia się ze współczesną kulturą i uznania wszelkiego rodzaju ideologii na froncie walki z duchem tego świata” – przysięgali dalej. To akurat słuszna koncepcja, bo również wolimy zamknięte kościoły od otwartych.

 

Husaria

Ceremonia miała posmak groteski, której próżno szukać nawet w kazaniach Jędraszewskiego lub w tych formach dewocji, do których zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Oto bowiem żołnierze są pasowani szablą przez księdza, który na szyi wiesza im różaniec i daje do pogłaskania relikwie (ze względów epidemicznych należy unikać tradycyjnego ich lizania). Nad prawidłowym i bezpiecznym przebiegiem ceremonii czuwają Wojownicy Maryi, połyskują czarne płaszcze Rycerzy Jana Pawła II, koszulki z napisem „Boża husaria”, a obecny na uroczystości bepe Wojciech Osial z Łowicza nazywa całe towarzystwo Armią Boga – i takie też napisy widnieją na galowych t-shirtach oficjalnych chuliganów Pana Jezusa. Tak się bawi religia pokoju.

 

Hardcorowcy

Żołnierze Chrystusa nie próżnują. Dają się poznać opinii publicznej jako stanowczy obrońcy świętych miejsc i symboli, tak namiętnie ostatnimi czasy profanowanych przez tęczową zarazę. Z różańcami w dłoniach bronią figury Chrystusa sprzed kościoła Świętego Krzyża w Warszawie, którą niedawno przyozdobiła tęczowa flaga, nadając nieco polotu i koloru temu szaremu pomnikowi przedstawiającemu cierpiącego mężczyznę. „Myślę, że już wystarczy! KONIEC TOLERANCJI! Oni nie są tolerancyjni wobec nas” – cytują na stronie internetowej Marcina Rolę z internetowej telewizji prezentującej poglądy, które są zbyt radykalne nawet na Kurwizję. „Warszawo! Spałaś, gdy barbarzyńcy profanowali Chrystusa, już nie czerwoną, ale tęczową flagą?” – to kolejny kolportowany przez Żołnierzy cytat, tym razem z emerytowanego sufragana łowickiego bepe Józefa Zawitkowskiego, znanego z poetyckich odlotów w kazaniach.

Kim są Żołnierze Chrystusa? Na stronie internetowej piszą o sobie: „Jesteśmy ludźmi takimi samymi jak Ty, z różnych środowisk, często tych najbardziej hardcorowych. Jesteśmy ludźmi którym Sam BÓG w Trójcy Jedyny, czyli + JEZUS CHRYSTUS, ukazał Swoją Wszechmoc, Uzdrowił i Zawrócił ze złej ścieżki. Jesteśmy Świadkami tego, że BÓG+ istnieje na prawdę, bo Nam się objawił i sprawił Cuda, których nigdy byśmy się nie spodziewali. Jesteśmy Dziećmi BOGA+ Jedynego, i Świadczymy prawdę o Nim+, zanim zejdzie w krótce na ziemię” (pisownia oryginalna). „Środowiska hardcorowe” to oczywiście eufemizm. Chłopaki nie chcą powiedzieć, że ich ekipa składa się z kiboli, członków faszyzujących organizacji, nawróconych narkomanów, kryminalistów i innych przyjemniaczków. Zatem na pewno nie są „ludźmi takimi jak my”.

 

Siły specjalne

Co sobie stawiają za cel? „Pomysł i natchnienie założenia wspólnoty Żołnierzy Chrystusa jest odpowiedzią na sytuację jaka dzieje się w Ojczyźnie (szybko postępująca laicyzacja) oraz w Europie. Silna Katolicka Polska musi się odrodzić i dać przykład Europie, która odeszła od swoich chrześcijańskich korzeni, i została zalana falą ideologii i Islamu. Polska musi wskrzesić Ducha Narodu i ducha MĘSTWA wśród młodych ludzi” – czytamy w deklaracji ideowej. Jak wiadomo, męstwu polskiego chłopa najbardziej zagrażają chłopcy w rurkach i nastolatki z kolorowymi włosami, a widok pary mężczyzn trzymającej się za rękę wyzwala w nim nieodpartą chęć odbycia stosunku homoseksualnego. Nic zaś tak nie daje siły do walki z islamem, jak kebab w cienkim cieście z sosem czosnkowym, zapewniający oddech, który powali wroga. Jan III Sobieski, gdyby żył, to by kebsa przed walką z bisurmanem opierdolił, zapijając go wódką własnego imienia.

Żołnierze Chrystusa posiadają własny herb przypominający logo prowincjonalnej firmy ochroniarskiej typu „Janusz Security”, założonej przez emerytowanego esbeka, zatrudniającej rencistów za 2 zł/h. Logo wykonał wnuczek prezesa, który „umi na komputerze”, za to nie posiada zmysłu estetycznego. Zapytany przez wnuczka, co chce mieć na tym logo, szef firmy odpowiada: wszystko. I tak oto na herbie Żołnierzy Chrystusa znalazły się: pieta Michała Anioła, godło Polski, krzyż św. Benedykta i jeszcze kilka kiczowatych elementów w jaskrawych kolorach, a całość przypomina twarz gościa w goglach narciarskich i z maską gazową. Do tego napis: „Siły Specjalne Świętego Michała Archanioła”. Hasłem Żołnierzy Chrystusa jest „Ave Maria”. Trudno cokolwiek z tego zrozumieć, ale widać, że chłopaki lubią na bogato.

 

Fejsbukowicze

Lubią też rozgłos. Deklarowana wszem wobec pokora nijak się ma do społecznościowego brandzlowania się każdą medialną wzmianką o ich działalności.

Na Facebooku dokumentują wszystkie zająknięcia na ich temat, prężąc tors, zwłaszcza gdy nazywają ich faszystami, radykałami i fanatykami. Te epitety uważają za potwierdzenie słuszności własnych poczynań, zwłaszcza gdy padają ze strony nieprzyjaciół Kościoła Świętego,

a może się po prostu z nimi utożsamiają. Takimi nieprzyjaciółmi są np. wolontariusze Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych. Gdy ośrodek informuje o budowaniu przez Kościół własnych bojówek, Żołnierze puszczają tę informację dalej, dodając od siebie, że „Diabeł trzęsie portami”, co sugeruje związki Szatana z Marynarką Wojenną. „Brawo Żołnierze Chrystusa !!!! Zly zaczyna tracic cierpliwosc!!” – kibicuje im w komentarzu pani Dorota. „Fakty i Mity, NIE i ASZdziennik przy tych urojeniach, to szczyt rzetelności…” – recenzuje pan Marcin, nie precyzując jednak, czy chodzi mu o doniesienia ośrodka, czy też o działalność Żołnierzy Chrystusa. Trudno te podejrzenia skonfrontować, bo moje prośby o kontakt Żołnierze zignorowali. Liczę, że przynajmniej wrzucą na Fejsa ten skowyt czerwonych bezbożników, jako wrzucali wszelakie pierdnięcia zasłyszane w sieci.

 

Mięśniacy

Gdyby kto szukał inspiracji, korzeni i wzorców dla tych wszystkich żołnierzy, wojowników, husarzy i rycerzy, to może wybrać się do XIX-wiecznej Anglii. Tam wtedy narodził się ruch Muscular Christianity (Umięśnione Chrześcijaństwo), promujący tężyznę fizyczną, patriotyczne postawy i przywiązanie do tradycyjnych wartości religijnych. Była to reakcja na coraz bardziej zniewieściały obraz Jezusa dystrybuowany w epoce wiktoriańskiej. Wybaczający, miłosierny goguś o miękkich rysach – taki obraz Mesjasza wydał się ówczesnym maczo zbyt demoralizujący. Postanowili przywrócić do łask Chrystusa wojownika z biczem w ręku, który przyszedł przynieść miecz na ziemię. Pionierzy ruchu postawili na aktywność fizyczną połączoną z nacjonalizmem, żeby było wiadomo, czego twarde bicepsy mają bronić. Brzmi znajomo?

U źródeł Muscular Christianity leżało przekonanie, że chłop to ma być chłop, a nie pizda – jakże bliskie chłopcom zrzeszonym w bojówkach katolickich. Strach przed zniewieścieniem, upadkiem obyczajów i cywilizacji białego człowieka motywuje do pracy nad własną muskulaturą. Sześciopak na brzuchu jako skuteczniejszy niż krucyfiks artefakt do walki z Szatanem – to wszystko już było. W powiedzeniu „w zdrowym ciele zdrowy duch” nie bez przyczyny nie ma wzmianki o głowie.