Ja, gut! – NIE

Szykuję się do znalezienia w internecie i wyświetlenia sobie wieczorem filmu hard porno, żeby zobaczyć, co się zmieniło w tej gałęzi sztuki filmowej. Poprzednio oglądałem pornosa 50 lat temu w redakcji „Polityki”, gdzie dzieło wyświetlał kierowca, pan Ryszard. Wytworzone ono zostało

100 lat temu na celuloidowej taśmie kamerą o ręcznym napędzie. Obraz był przyspieszony, aktor więc jebał jak karykatura królika. Gdyby film się zachował, teraz miałby w internecie powodzenie jako rzecz komiczna. Aktor zdejmował bindę. To był futerał na wąsy. Ściągał skarpetki trzymające się na podwiązkach, rozwiązywał troczki i zdejmował długie kalesony, a też siatkę chroniącą fryzurę, i jedwabny szlafrok. Tu film pokazywał wzwód, a artysta skakał na rozkraczoną partnerkę jak seksualny komandos i wykonywał szybkostrzelne ruchy kopulacyjne. No, palce lizać. Film był niemiecki – jak wszystko, co dobre.