Jak dziwka w kompot – NIE

Monika z prawicy wysyła nagie zdjęcia Michałowi z lewicy.

Od początku tego roku, bez względu na to, czy jadę samochodem, jem, siedzę na sraczu albo śpię, kilka razy w miesiącu przychodzą do mnie SMS-y z nieznanych numerów. Nawet teraz, gdy piszę ten tekst, pojawił się kolejny, kurwa jego mać!

Treść pierwszego, otrzymanego 15 stycznia, była następująca: „Cześć. Zadbana 32-latka ze słodką muszelką i jędrnymi cycuszkami szuka dyskretnej znajomości. Preferuję seks klasyczny i oralny. Wymagam dyskrecji. Odezwij się, napisz EDYTA na 72836 i ustalmy szczegóły”. Dalsza gra wstępna z panią Edytą zgodnie z dołączonym cennikiem kosztować miała mnie 2,46 zł z VAT za SMS. Do wiadomości dodano zdjęcie i powiem tak – widywało się jędrniejsze cycuszki.

Brednie te oczywiście osrałem i zająłem się swoją robotą, ale kilka dni później przyszła kolejna wiadomość: „Szanowny abonencie, na twojej poczcie zalega 19 sex MMS. Aby pobrać wszystko, odpisz”. To kosztować miało mnie z kolei 2 zł. Znów trzymałem nerwy na wodzy. Ale gdy niedługo później „Ruda Maruda” przysłała mi SMS o treści „We mnie jest ogień namiętności i pożądania. Mam 43 lata, mam dwójkę dorosłych dzieci i chętkę na Ciebie. Pisz SMS o treści RUDA na numer 72936”, tak się wkurwiłem, że wykręciłem numer do operatora telefonii komórkowej.

Uprzejmy pan na infolinii poinformował mnie, że owszem, od dawna posiadam zablokowane połączenia z numerami płatnymi, ale on fali tej sekskorespondecji zatrzymać nie może, bo zgodę muszę odwołać u danego dostawcy treści.

– Ale jak to? Nigdzie się na to nie zapisywałem! Skąd mam wiedzieć, kto do mnie to cholerstwo wysyła? – oburzałem się do słuchawki.

– Niestety, musi pan to ustalić na własną rękę. Czy jeszcze w czymś mogę pomóc? – odparł tak bezdusznie, jak potrafią tylko pracownicy infolinii.

 

***

Ludzie zajmujący się śmieciowym biznesem reklamowym należą w moim mniemaniu do wąskiego grona osób, które bez straty dla cywilizacji powinny być zrzucane ze śmigłowca nad kanionem, oczywiście bez prawa do uczciwego sądu.

Jeśli w radiu albo telewizji słyszę reklamę globulek na upławy – mogę sobie stację przełączyć. Gdy w gazecie ktoś próbuje wcisnąć mi toster, dzięki któremu wyrażę swoją osobowość – wolno mi przerzucić stronę. Jeśli w internecie wyskakuje mi reklama kosiarki, a ostatni raz na trawniku byłem w zeszłym wieku – mogę kliknąć „x” i sprawa z głowy.

Walczący o forsę spryciarze przez lata doszli jednak do wielkiej perfidii. Telefon jest do tego idealnym narzędziem, bo skąd mam niby wiedzieć, czy napisał albo zadzwonił właśnie do mnie Władimir Putin? Lub przynajmniej zastępca naczelnego?

 

***

Ustalenie, co za palant o siódmej rano albo jedenastej wieczorem przysyła do mnie zdjęcia gołych bab, nie było rzeczą prostą.

Do każdej z przysyłanych mi wiadomości dołączany był link odsyłający do regulaminu, np. x4x.pl, lw1.pl, zex.ovh, r3l.pl, albo s4x.pl.

Problem w tym, że cztery z podanych stron nie działały i żadnego regulaminu przeczytać tam nie mogłem, a jedyna, która działała, odsyłała do sprzedawcy końcówek damskiej, męskiej oraz dziecięcej kolekcji obuwia. Tyle, jeśli chodzi o rzetelne informowanie klienta o jego prawach.

Korespondencji zaczęło gwałtownie przybywać, a ja nabawiłem się czegoś niebywałego – wstrętu do dźwięku dzwonka i zdjęć gołych bab. Partnerka pytała mnie, co to za Mongołka w telefonie, a ja musiałem tłumaczyć, że to tylko wirtualna Klaudia M., która „uwielbia dogadzać mężczyźnie, zajmować się jego kutasem. Boże jak ja to uwielbiam. Każdy seks lubię!”.

Niedługo później pisała już „Agata, mam 34-lata. (…) Serwis wskazał, że mieszkamy blisko siebie – ok. 7 km. (…) Mogę Cię podwozić i odwozić (…) Dostaniesz resztę zdjęć w dużej rozdzielczości, gdzie widać rozwartą mokrą cipkę z łechatczką i mocno wypięta dupcię. (…) Odpiszesz na mój numer albo to koniec”. Tym razem kosztować miało mnie to 3,69 zł.

Hochsztaplerzy doszli do tego poziomu, że obiecywali mi, „żebyśmy przeszli na darmowe, normalne numery! Po co płacić po 2, czy 3 złote za SMS-y”. Na żadną wiadomość rzecz jasna nie odpisywałem, bo był to tylko wstęp do wielkich kosztów. Naiwniaki po czymś takim płacą krocie także za wiadomości przychodzące, a nie tylko wychodzące.

Opinii podobnych jak ja ofiar było w sieci bez liku.

 

Całość na łamach