JP-2 już nie nadaje – NIE

A może by tak jeszcze raz popastwić się nad spuścizną po polskim papieżu? Co nam szkodzi? Wkrótce może być zapomniany.

Mimo rozpaczliwych prób reanimacji kult Wojtyły umiera. Zdumiony Dziwisz nadziwić się nie może, dlaczego jego szef nie jest już wśród rodaków hołubiony, a w społeczeństwie zaczyna się coraz głośniej mówić o ciemnych stronach białej sutanny. Co poszło nie tak?

Tegoroczny „Dzień Papieski” – obchodzony w niedzielę poprzedzającą 16 października (rocznica wyboru na papieża) przypadł szczególnie pechowo, bo w dniu wyborów i meczu Polska-Macedonia Północna. Nawet jeśli w ciągu dnia ten czy ów o J.P. 2 sobie przypomniał – w związku z ciszą wyborczą telewizyjne stacje informacyjne musiały coś nadawać, nawet więc papież się nadał – to już wieczorem o największym Polaku nie pamiętał. Futbol i wybory wyparły ze świadomości życie i dzieło zmarłego przed prawie piętnastu laty Wojtyły. Tegoroczny 13 października miał z pompą zainaugurować obchody 100. rocznicy urodzin zmarłego szefa Kościoła kat. (okrągła rocznica przypadnie 18 maja 2020 r.), jednak próba ta okazała się niewypałem.

Biskupi tymczasem nie ustają w trudach, aby zapominalskim przypomnieć, kto wielkim Polakiem był i dlaczego tak kochamy J.P. 2. W liście z okazji XIX Dnia Papieskiego tłumaczą jak krowie na rowie, że to Lolek, a nie Bolek obalił komunę. „Ducha nadziei na zmianę życia osobistego i społecznego tchnął w Polaków św. Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny w 1979 r. (…) Słowa te zaowocowały przemianami w świadomości Polaków, których pokłosiem było powstanie społecznego ruchu »Solidarność«, a w konsekwencji upadek komunizmu”. Dobra, dobra.

Dla obecnej młodzieży J.P. 2 jest postacią równie współczesną, co Aleksander Wielki, ewentualnie kojarzą go jako postać z memów. Członki episkopatu żyją jak gdyby w alternatywnej rzeczywistości, w której Wojtyła jest nadal bohaterem narodowym, ikoną i gwiazdą.

Zahibernowani w kwietniu 2005 r. wciąż wierzą, że kremówka ma powab, a na słowa: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Polakom miękną nogi oraz wilgotnieją oczy i nie tylko. Jak Jarosław Kaczyński żyje mitem Smoleńska, tak polscy biskupi nie mogą się wyrwać z okowów legendy Lolka z Wadowic. Hierarchowie Kościoła jak zwykle nie zauważają zmian, ale to na szczęście ich problem, a dobra nasza.

Jako że trudno już gdziekolwiek wcisnąć nowy pomnik, nazwać kolejną ulicę czy szkołę na cześć papieża, biskupi muszą kombinować jak koń pod górę. Nie może być przecież Polak w niebie bezrobotny.

 

Całość na łamach