Julka, julka, pamiętasz – NIE

Rewolucja jest kobietą. Z włosami pod pachami.

 

Po starannym przeanalizowaniu trendów kulturowych, wyłonionych w roku 2020, doszłam do niepokojącego wniosku, że jestem dzieckiem julki i dziadersa.

 

Dziadocen

To, kim jest dziaders, chyba wiedzą już wszyscy. To mężczyzna (przeważnie) w wieku średnim plus (choć niekoniecznie), który lubi myśleć o sobie, że jest postępowym egalitarystą, a tak naprawdę tkwi w okowach patriarchatu i z tej pozycji z wyższością poucza wszystkich – a najchętniej młodsze od siebie kobiety – jak rozumieć świat. Jak syntetycznie ujmuje to Agnieszka Graff, chodzi o mężczyzn „mających się za sojuszników kobiecej sprawy, ale pozostających pod wpływem seksistowskich nawyków”. Mężczyźni z gatunku dziadersów – dominujący we wszystkich opcjach życia publicznego z wyjątkiem skrajnej prawicy, co czyni nasz czas „epoką dziadocenu” – zatruwają julkom życie, choć często chcą dobrze. Wobec protestów po orzeczeniu trybunału Przyłębskiej dziadersem okazał się nie tylko niedawny idol walki o wolne sądy prof. Rzepliński, który nazwał protestujące dziewczyny „hołotą”, ale także mój ulubiony marszałek Grodzki, który postanowił je wesprzeć, mówiąc: „To kobiety sprawiają, że nasze codzienne życie toczy się harmonijnie i gładko, w sposób jakby trochę niezauważalny”. Jak trafnie streściła myśl Grodzkiego Agnieszka Wiśniewska: „Kaczyński, ty chamie, kobiety protestują i mam przez to skarpety nieuprane”.

Ale to nie wszystko. Dziaderstwo to nie tylko stosunek do kobiet – także do świata, polityki, gospodarki. Mariusz Janicki, pisząc o dziadersach w „Polityce”, przypisał im cechy kojarzone z archetypem czytelnika „Polityki”: zapatrzenie w gospodarkę, fetysz zrównoważonego budżetu, kult przedsiębiorczości, wstręt wobec „rozdawnictwa” – a także odruchowe przeliczanie każdej politycznej idei na mandaty zgodnie z systemem D’Hondta. Krótko mówić: dziadersi są obrzydliwi.

 

Julkizm

Z kolei julka to kobita urodzona mniej więcej w roku 2000 (gdy najczęściej nadawanym dziewczynkom imieniem była Julia), postępowa bezkompromisowo, nienawidząca dziadersa i jego przemądrzałości, wyrażająca swoje radykalne opinie głównie na Twitterze, ale ostatnio także na ulicach. Julka to w zasadzie określenie pejoratywne – kpina z pewnej postawy, którą reprezentanci konkurencyjnych postaw, np. kuce i sebixy, uważają za niesłuszną. Z tego powodu kapituła Młodzieżowego Słowa Roku, zalana julkowymi zgłoszeniami, postanowiła nie wyłaniać w roku 2020 zwycięzcy – uznając, że zorganizowana akcja głosowania na słowo oznaczające „młodą dziewczynę, która mówi dużo, a wie mało, co jest często skorelowane ze skrajnie lewicowymi poglądami”, nie może zostać nagrodzona „w sytuacji, w której wyśmiewane »julki« są bite na ulicach”.

Kapituła niewątpliwie chciała dobrze – ale jestem dziwnie pewna, że raczej wcześniej niż później julki przejmą obelżywe w założeniu określenie i jego pierwotna pejoratywność zaniknie, zalana strumieniem bojowej autodefinicji, podobnie stało się to np. z pojęciem „J.P.2”, którego tygodnik „NIE” był prekursorem. Antycypując ten proces, będę używać słowa „julka” w znaczeniu opisowym, a nie obelżywym, co z góry zaznaczam.

 

Białastwo

Gwoli ścisłości: zachwyca mnie wszystko, co słyszymy dziś od julek na ulicach. Bezkompromisowe przekonanie, ze aborcja jest prawem człowieka, otwarta wrogość wobec Kościoła, posunięta do „zakłócania mszy świętych” i „aktów wandalizmu” polegających na wypisywaniu numeru telefonu wsparcia aborcyjnego na kościelnych murach, wulgarność języka podbita drwiną z dobrych manier („Nadmienię, że jestem wkurwiona”) – to wszystko jest absolutnie genialne. Zachwycająca jest ich – żeby zacytować prezesa – wyzywająca ojkofobia: jednym z popularnych julkowych haseł twitterowych jest „jebać polaczków”. Kurewsko cieszy mnie ich antyrasistowska postawa, nawet jeśli jest nieco egzaltowana: powszechną reakcją julek na doniesienia o ruchu Black Lives Matter było stwierdzenie: „Wstyd mi, że jestem biała”.

Karierę w sieci robi screen z wpisu julki, której w ucho wpadł słuchany przez młodszego brata e-book „W pustyni i w puszczy”: „Jprdl, zaktualizujcie w końcu listę tych lektur, co pięć sekund m-mord”.

Tłumacząc na dziadersowy: rozpoczynając od słów „ja pierdolę”, autorka wyraża dezaprobatę dla częstego używania przez Sienkiewicza słowa „Murzyn”. „Murzyn”, podobnie jak „Cygan” – co zapewne należy wytłumaczyć nie tylko dziadersom – należą do słów, które stały się niecenzuralne. Klucz jest bardzo prosty: określenia nie są neutralne, jeśli osoby, których dotyczą, nie uważają ich za neutralne, dostrzegając w nich wrogie stereotypy. Piszę to bez odrobiny ironii: sama miałam pewien problem z przyjęciem tego faktu do wiadomości i zazdroszczę julkom, że dla nich jest to oczywiste.

 

Całość na łamach