Kazik symetrysta – NIE

Głodne prostytutki idą prosto.

Zazwyczaj mówimy, że coś „jest Biblią”, gdy chcemy uznać jakiś twór za elementarny i legendarny dla swojej dziedziny. Twórczość Kazimierza Staszewskiego za taką w pewnych kręgach uchodzi. Tym razem chodzi jednak o coś innego: teksty lidera Kultu są jak księgi biblijne dla rozlicznych odłamów chrześcijaństwa i szkół judaistycznych: każdy znajdzie w nich coś dla siebie. Liczne szkoły teologiczne znajdują w świętych tekstach poparcie dla poglądów oraz idei skrajnie różnych: za i przeciw karze śmierci, celibatowi, antykoncepcji, rozwodom, kapitalizmowi, socjalizmowi, biciu żony i dzieci. Obfitość tekstów jest rajem dla domorosłych i uczonych egzegetów.

Ni stąd, ni zowąd Kazik wyrósł prawie na barda opozycji.

Lubujący się w styropianowej scenerii dawnej „Solidarności” niektórzy krytycy PiS usunięcie antykaczystowskiego songu „Twój ból jest lepszy niż mój” z listy przebojów Trójki rada by porównywać przynajmniej do pacyfikacji kopalni „Wujek” albo masakry na placu Tiananmen. Akordeonowy akompaniament towarzyszący nowemu przebojowi Kazika niektórym przywoływał na pamięć zakazane piosenki z „Zakazanych piosenek”. Kombatanckie postawy (zwłaszcza te niewiele kosztujące) są w narodzie nadal popularne. Po cichutku nucąc sobie „Gdy tak siedzimy nad bimbrem, ojczyzna nam umiera. Giną w celach koledzy, wolno się kręci powielacz”, klepali w klawiaturę ostre komentarze, co myślą o Kaczyńskim i jego świcie. Wiedzieli, że blisko już świt – jak stoi w „Murach”, co poprzedni reżim obaliły.

Wielu z tych, co znaleźli się w elitarnym gronie ponad 10 milionów widzów teledysku Kazika na YouTube, pouczało resztę maluczkich, że to jest prawdziwa zaangażowana sztuka. Nie to, co ten masowy Zenek Martyniuk, co śpiewa o dupie Maryni. Ten drugi ma być ikoną oportunizmu oraz służalczości wobec obecnej przaśnej władzy. Kazik zaś – symbolem niezależności wobec jakiejkolwiek zwierzchności. Rzeczywiście, obydwu piosenkarzy łączy prawdopodobnie niewiele poza używaniem zdrobniałego imienia mimo pięciu dych na karku. Oraz wspólnego zdjęcia z jakiegoś eventu. No i może zamiłowania do częstochowskich rymów. Protestsong „Twój ból jest lepszy niż mój” stał się nowymi „Murami”. Nota bene: 10 kwietnia to również rocznica śmierci autora „Murów”, czyli polskiej wersji pieśni „L’Estaca” katalońskiego barda Luisa Llacha. Jacka Kaczmarskiego przykrył Smoleńsk. Śpiewak zawsze jest sam.

Kultowa Trójka rozpadła się z powodu wokalisty i lidera Kultu. Wielbiciele i fani stacji oczyma wyobraźni wdzieli już w Staszewskim trybuna, co poprowadzi lud na barykady.

Ten zaś ich w tym przekonaniu ani nie utwierdzał, ale mu nie zaprzeczał. Tajemniczo milczał, piosenka tymczasem trafiła pod strzechy i można się spodziewać, że zapowiedziana na czerwiec solowa płyta Kazika „Zaraza” będzie hitem wydawniczym.

Aż wreszcie powiedział, ale nie to, na co jego oddani nowi fani czekali. W porannej rozmowie w RMF FM wyznał Robertowi Mazurkowi, zagadnięty o zagrożenia płynące z rządów PiS: „Jaka wolność zagrożona? Przestań, ja się nadal czuję wolnym człowiekiem. Nie czuje się ofiarą czegokolwiek. Ja bardzo dziękuję za poparcie muzykom, dziennikarzom, politykom, natomiast, szczerze mówiąc, ja takiego poparcia nie potrzebuję. Otrzymałem dwa telefony od dwóch dziennikarzy Trójki, którzy odeszli ostatnio, z podziękowaniem, ponieważ moja piosenka pozwoliła im przejrzeć na oczy i wypisać się z tego programu. Poza tym robią mi promocję, na którą musiałbym wydać miliony złotych, których nie mam”. Policzono, że na taką promocję, jaką zapewniła mu trójkowa afera, musiałby wydać kilkanaście milionów złotych. Być może jest to transza kwoty, której żądał w piosence-apelu skierowanym do byłego prezydenta – „Wałęsa, oddawaj moje sto milionów!”.

W radiowym wywiadzie Staszewski rozwiał nadzieję tych, którzy widzieli go jako potężnego orędownika w walce z kaczyzmem: „Nie pójdę na wojnę przeciwko PiS-owi. Mam nadzieję, że takie irracjonalne zachowania w końcu doprowadzą do opamiętania jedną i drugą stronę. Bardziej chcę, żeby moje zachowania skłaniały ludzi do jednoczenia”.

To ci dopiero pokrętna logika: nagrać piosenkę, która staje się paliwem dla opozycji, po czym od wojny z PiS-em się odżegnać, by wreszcie stwierdzić, że to tak naprawdę jest nowe „Imagine” Johna Lennona. Podobnie pisowcy mogliby tłumaczyć, że rozwalili wymiar sprawiedliwości, żeby ludzie sami ze sobą wyjaśniali spory zamiast się ciągać po sądach. A wolność mediów ograniczają, aby Polacy więcej ze sobą rozmawiali zamiast czytać gazety. Takie fikołki dialektyczne nie są jednak Kazikowi obce. „Siedzę i kombinuję, czy ten wirus to nie cud… (…) Bo, zobacz, siedzimy w domach z bliskimi, mamy czas na dzieci, myślimy i rozmawiamy o rzeczach naprawdę istotnych, jesteśmy bardziej obecni i uważni” – mówił Mazurkowi w marcu i na papierze. Słusznie powiadają, że artyści powinni zajmować się sztuką, a inne sprawy zostawić ekspertom. Jeszcze słuszniej powiadają, że dziennikarze ich nie powinni o te inne sprawy pytać.

Nie jest to pierwszy manifest polityczny Kazika. W swojej twórczości łajał on działaczy ze wszystkich stron, nie zapisując się jednak do żadnej partii, choć przecież – jako osoba z rozpoznawalną gębą – był łakomym kąskiem. Z lat młodzieńczego buntu pozostało mu przeświadczenie, że wszystko, co tworzy system – Kościół i polityka – to „Babilon”, od którego należy się trzymać z daleka, bo skala się ręce. „Polityka to tarzanie się w błocie i każdy się musi ubrudzić” – śpiewał. Albo dosadniej: „Nie wierzę im, kurwom, jak psom”.

Na przedostatniej płycie Kultu wygłosił symetrystyczny manifest „Prosto”, w którym wygrażał wszystkim jednocześnie: „Nienawidzę was z obu stron, psie syny”, „nie należę do mafii, nie należę do sekty”, „z jednej babki jesteście wnuki” – gromił obie strony sporu. Jak na antysystemowca ma jednak dość osobliwe poglądy. Jest bowiem gorącym zwolennikiem kapitalizmu, którego w Polsce nie ma. „Wielokrotnie mówiłem, że według mnie nie ma w Polsce prawicy. Korwin-Mikke próbował, a reszta to różne twarze socjalizmu. Jeden socjalizm koncesyjno-etatystyczny, drugi narodowo-socjalistyczny, ale wszystkie dalekie od tego, jak rozumiany jest kapitalizm” – mówił w wywiadzie rzece „Idę tam, gdzie idę”. Tytuł zaczerpnięto z kolejnej piosenki, w której manifestował niezależność.

Były lata, gdy poglądy Korwin-Mikkego były Kazikowi bliskie. W cytowanej książce piosenkarz przyznał jednak, że w ostatnich wyborach prezydenckich zagłosował na kolegę z branży – Kukiza. W pierwszej turze, bo na drugą nie poszedł. W ogóle nieczęsto chodzi głosować. Do udziału w czynnej polityce zapraszał go tenże Kukiz, tamtenże Korwin-Mikke oraz… oddajmy głos artyście: „Dzwonili też do mnie z PO, mąż Małgorzaty Kidawy-Błońskiej zaczepił mnie kiedyś pod Juniorem i proponował mi spotkanie z nią, chodziło o zrobienie ze mnie kandydata na radnego. I jeszcze kiedyś Piotr Ikonowicz dzwonił nie z myślą o konkretnej propozycji, chciał mnie zaprosić na rozmowę uświadamiającą, a ja próbowałem się migać. »Nie chcę, ja tam nic nie wiem« – mówię, a on to: »Ale ja wiem, przyjdź, to ci powiem«. Nie poszedłem. Poza tym nikt się już do mnie nie zgłasza, tak samo jak nikt już nie zgłasza się z propozycją udziału w reklamach, bo też wiadomo, że nie biorę w tym udziału” – spowiadał się w autobiografii. Trzeba przyznać, że dość egzotyczny miszmasz postaci i poglądów, ale wiadomo, że każdy projekt potrzebuje lokomotyw, które pozwolą dotrzeć do rzesz. Poza tym wspomniałem na początku, że Kazik jest jak Biblia. Skoro czerpać może z niego zarówno Ikonowicz, jak i Korwin-Mikke…

Choć Kazik sam śpiewał, że „wszyscy artyści to prostytutki”, to informował również słuchaczy, że „tylko wiarygodny jest artysta głodny”. Dlatego też dość konsekwentnie odmawia udziału w różnego rodzaju przedsięwzięciach i „idzie prosto”. Po komercyjnym sukcesie politycznej piosenki z nowej płyty na głód raczej nie będzie mógł narzekać. Nie jest to zresztą pierwszy utwór, w którym dostaje się Kaczyńskiemu. W piosence „Pazury Cezara” z płyty „L-Dópy” z 2007 r. przyszły prezes Polski zastąpił w tekście innego idola. „»Pazury Cezara« były lepsze w pierwotnej wersji z roku 2003, opowiadały o Michale Wiśniewskim, który robił wówczas furorę, a ja wykonywałem krok, dalej śpiewając, że on jest kimś w rodzaju Mesjasza. W 2007 r. Wiśniewski był zgraną płytą i zmieniłem tekst, umieszczając w nim Jarosława Kaczyńskiego. I ta wersja jest gorsza, znowu rutynowe walenie w polityków. To jest najprostsze, bo polityków nikt nie lubi” („Idę tam, gdzie idę”). „Bóg tak ukochał naród nasz, że dał nam syna swego jedynego, w którym miał upodobanie – premiera Kaczyńskiego, by trafił na ołtarze, ku ludu uciesze, ja też się z tego tak strasznie, strasznie cieszę!” – śpiewał niedoszły bard opozycji. Prawda, że to bardziej obrazoburcze niż ostatnia ballada? A przeszło bez echa. Był też song „Odejdę”, poświęcony Donaldowi Tuskowi, który uciekł do Brukseli, ale i prezesowi się oberwało, znowu po bandzie. „I sam na sam z kobietą nigdy też nie byłem/ Na wizji wielkiej w takim razie się skupiłem” – insynuował pieśniarz w 2016 r. Tamte piosenki furory nie zrobiły, „Mój ból jest większy niż twój” – owszem. Łaska słuchaczy na pstrym koniu jeździ; trzeba też trafić w czas i zadbać o promocję.

 

W wizji Staszewskiego istnieje więc opozycja: brudny, zły świat polityki, gdzie nie ma żadnego szlachetnego człowieka, a funkcjonują same oślizłe typy; oraz szlachetna świątynia ducha i sztuki, gdzie królują Prawda, Dobro i Piękno. No, dobra, potem okazuje się, że wśród kolegów z branży też zdarzają się chuje, a i fani nie doceniają jego roboty, piracąc płyty i ściągając je z internetu. Wydawcy oszukują, podobnie jak organizatorzy koncertów. Koniec końców

wychodzi na to, że szlachetny jest tylko sam Twórca i jego Dzieło, a reszta świata jest zdeprawowana. Do takich wniosków dochodzi każdy zbuntowany nastolatek i jeśli z nich nie wyrasta, zostaje artystą.

Spora doza egoizmu potrzebna jest, aby w branży zaistnieć, a jeszcze większa, aby przetrwać. Trzeba być także odpornym na krytykę. Taką jak powyższa – również. Choć Kazimierz Staszewski tego i tak nie przeczyta. „Uważam, że rozmawiać można z każdym. Od początku szlaban miała u mnie tylko gazeta »NIE«, która raziła wulgarnością” – żachnął się w „Idę tam, gdzie idę”. Mocne słowa jak na autora wyśpiewanej na płycie „Melassa” frazy: „Zajebane wszystkie szyby brudne, wszystkie stare kurwy te paskudne!”.