Nasze szkapy – NIE

Bomba w górę, proszę państwa, bomba w górę…

Poszły konie po betonie. Powiedzonko popularne i zgrabne, lecz bez sensu, bo konie nie biegają po betonie. Ale rzeczywiście – konie poszły.

Nie tylko w Polsce ruszył sezon wyścigowy. Wszędzie przestrzegany musi być reżim sanitarny. 1 czerwca w Anglii, w dniu spóźnionej inauguracji gonitw, wszystkim mierzono temperaturę. U pracownika jednej ze stajni wynosiła ona 37,8 stopnia i to wyeliminowało z zawodów całą ekipę, włącznie z Bogu ducha winnym koniem.

Na warszawski tor na Służewcu wpuszczono garstkę publiczności dopiero w ostatni weekend.

W środowisku końskim zapanowała radość. A jest to środowisko wcale niemałe (amatorzy jeździectwa i hodowcy), w naszym kraju niekoniecznie elitarne, choć właścicielami wyścigowych wierzchowców bywają zazwyczaj ludzie zamożni. Niektórzy traktują kupno konia jak inwestycję, ale w Polsce jest to raczej dziedzina zarezerwowana dla entuzjastów. Nie ma u nas królewskiego dworu ani szejków naftowych. Miliarder Dariusz Miłek, twórca sieci sklepów z obuwiem CCC, nie inwestował w nogi koni, lecz kolarzy, zbudował silne kolarskie stajnie zawodowe, ale właśnie wszystko się rozpada przez kryzys spowodowany koronawirusem. Jaka przyszłość czeka konne stajnie wyścigowe w Polsce? To się dopiero okaże.

 

Bo ja nie gram, tylko jestem za kibica

Nie będę udawał znawcy wyścigów konnych. Bywałem często na służewieckim torze, ale było to w czasach, gdy chodziłem do liceum. Ojciec dziewczyny z naszej prywatkowej paczki był dyrektorem toru i koleżanka zaopatrywała nas w tzw. podkówki. Podkówką nazywano znaczek, który nie tylko pozwalał na bezpłatny wstęp na obiekt, lecz także na wejście na trybunę VIP-ów, zwaną dyrektorską. Każdy z nas ubierał się w to, co miał najelegantszego, przechadzaliśmy się dostojnie i udawaliśmy wobec otoczenia bywalców wyścigów. Rzadko obstawialiśmy gonitwy, woleliśmy kieszonkowe wydawać na co innego.

Po jakimś czasie córka służewieckiego prominenta zakochała się jednak w chłopaku z innej paczki i wraz z nią gdzie indziej powędrowały podkówki. Na tym skończyło się moje regularne bywanie na wyścigach.

 

Jak tu stawiać na ogiera czy na klacz

Pierwsze gonitwy tegorocznego sezonu odbyły się oczywiście bez publiczności, dopiero 20 czerwca wpuszczono garstkę widzów. Kto zainteresowany, ten mógł wszystko śledzić na żywo w sieci. Można też było obstawiać wyniki. Wygrani zacierają ręce z zadowolenia, przegrani żyją w nadziei, że uda im się odegrać. Obstawianie to sztuka, bo istnieje wiele systemów. Gracze je doskonale znają, niegrającym ta wiedza jest zbyteczna, pominę więc szczegóły. Bywalcy torów – nie tylko Służewca, bo gonitwy odbywają się także w Sopocie i we Wrocławiu – bacznie przyglądają się koniom, studiują ich rodowody i osiągnięcia, rozważają to, kto je dosiada, ale najważniejsze – podobno – jest dojście, czyli informacje pochodzące od ludzi mających dostęp do stajni i ich tajemnic. Stamtąd trafiają na wyścigową giełdę „pewniaki”, które później niekoniecznie muszą się okazać pewniakami i ostro trzepią po kieszeniach łatwowiernych graczy.

 

Całość na łamach