Orzeł nizinny – NIE

Borys Budka – potęga nijakości.

 

Budka ma charyzmę Grzegorza Schetyny, za to brakuje mu jego zabójczej skuteczności. Jako chwilowy szef klubu parlamentarnego nie był nawet w stanie dopilnować, żeby wszyscy posłowie zjawili się na głosowaniu w sprawie procedowania nad ustawą kagańcową czy też wyjęli karty, żeby zerwać kworum podczas głosowania nad dwiema dużymi bańkami dla szczujni Kurskiego.

Ale nie tylko brak posłuchu wśród partyjnych podwładnych czyni Budkę dobrym wyborem na szefa PO. Osobiście szczególnie sobie cenię jego kompletną nijakość. Czy słyszeliście kiedyś, żeby Budka powiedział coś, czego nie mógłby powiedzieć inny dowolnie wybrany aktywista partii? Żeby miał jakąś oryginalną myśl albo niepospolitą opinię? Jego wypowiedzi na temat kwestii prawnych są zwarte i merytoryczne, ale jego opinie polityczne sprowadzają się do standardowego w PO antypisowskiego zapienienia, bez śladu konstruktywności, kreatywności, nowości. Tymczasem ostatnie lata udowodniły, że proste ujadanie na PiS nie działa: nie zniechęca jego zwolenników i nie mobilizuje nowych wyborców antypisu tylko w najlepszym razie petryfikuje podział dla opozycji niekorzystny. A w najgorszym przyczynia się do przyrostu poparcia dla partii rządzącej wśród wyborców, którzy odczuwają realną poprawę swego losu dzięki pisowskim transferom socjalnym i są zirytowani, gdy dobrze odżywione warszawskie elity mówią im, że powinni się tego wstydzić.

 

Budka z całą pewnością nie wniesie nic nowego do tego dyskursu, pozostawiając sporo pola na nowy przekaz mojej ukochanej lewicy, a także PSL i, niestety, Konfederacji.

Co szczególne – nowy szef PO najwyraźniej kompletnie nie zdaje sobie sprawy z tego, jak bardzo jest nieseksowny – politycznie, ale także po prostu po ludzku.

Żyjemy – ze szkodą dla demokracji – w erze polityki wodzowskiej. Kaczyński, Tusk, także swego czasu Miller byli liderami organizującymi wokół siebie namiętność wyznawców, budzącymi lojalność i podziw, a także nienawiść drugiej strony. Czy wyobrażacie sobie, że ktoś może nienawidzić Budki?

Kilka lat temu „Wysokie Obcasy Extra” opublikowały jego długi i wyczerpujący autoportret. Na jedenastu z górą stronach maszynopisu przyszły lider Platformy opowiada o sobie, dzieciństwie, obyczajach. Budka jest ode mnie o 6 lat młodszy, ale w gruncie rzeczy pochodzimy z tego samego pokolenia. Co upoważnia mnie do stwierdzenia, że był chyba najnudniejszym dzieciakiem dojrzewającym na przełomie lat 70. i 80. XX w.

 

Jak spędzał swój czas mały Borysek? Przy biureczku. „Zaraz po przyjściu ze szkoły siadałem do lekcji. Wiedziałem, że jak wszystko odrobię, to mam później czas tylko dla siebie. Nawet jak rodziców nie było w domu, nikt nie musiał mnie pilnować z lekcjami, chociaż mamie chętnie dawałem do sprawdzania wypracowania”. Na studiach tak samo: „Nie oblałem żadnego egzaminu (…); to, czego nie lubiłem, starałem się jak najszybciej, przed terminem zaliczyć”.

Jako dziecko był w sekcji szachowej, ale potem, dzięki „fantastycznemu trenerowi” zaczął biegać. Jaki z tego morał? Obozy, panny, sukcesy? Nie, „nigdy nie paliłem papierosów”.

Inne ekscytujące zwierzenie: gdy mały Borys był na wakacjach u dziadków „jeden tom »Pana Samochodzika« potrafił połknąć w dzień”. Work hard, play hard – jak mówią Amerykanie. I jestem skłonna się założyć, że w odróżnieniu od normalnych 12-latków, nie omijał wklejonych przez Nienackiego nieco na siłę wykładów z historii sztuki, tylko studiował je z najwyższą uwagą. Podobnie jak opisy przyrody w „Nad Niemnem”.

Także w oglądzie bliskich lider PO stosuje swoją miarę. Babcia Borysa – dowiadujemy się – „miewa szalone pomysły”. Jak przejawia się szaleństwo seniorki? Wyrusza na treking wokół Annapurny albo choć autostopem do Paryża? Nie. „Wychodzi w południe podczas upału na spacer, by sprawdzić, jak się będzie czuła”. Ekstremistka…

 

Całość na łamach