Piąchopiryna – NIE

Nadobywatele policjanci.

 

Niedawny minister spraw wewnętrznych Najjaśniejszej Rzeczpospolitej, obecnie europoseł Joachim Brudziński, z radością udostępnił na Twitterze filmik, na którym członek niezidentyfikowanej formacji w czarnym mundurze, z naszywką z rosyjską flagą, uderza w twarz mężczyznę w stroju drag queen. Uderzenie nie jest sprowokowane agresją ze strony ofiary – poprzedza je niesłyszalna na nagraniu wymiana zdań, po której uderzony żartobliwie kobiecym ruchem odtrącą rękę, którą funkcjonariusz wyciąga w jego stronę i coś upada na podłogę. Funkcjonariusz podnosi upuszczony przedmiot po czym zupełnie spokojnie podchodzi do mężczyzny w szpilkach i bez uprzedzenia wali go pięścią w twarz z taką siłą, że tamten przewraca się na ziemię.

„Hej lewaki, zarówno te 50+ wychowane w kulcie ORMO i miłości do ZSRR, jak i ich dzieci i wnukowie. Tutaj macie próbkę jak reagują na agresje przedstawiciela #LGBT putinowskie służby. Módlcie się, żeby waszymi występkami zawsze zajmowała się @PolskaPolicja” – cieszy się polski poseł do Parlamentu Europejskiego, dołączając swój urzędowy głos do wielu podobnych komentarzy pod tym samym filmikiem: „Można? – Można! Jednak istnieje sposób na tęczową zarazę!”; „Miodzio…! Aż mu się szminka rozmazała po gębie”; „Popłakałem się ze śmiechu jak mu czapka spadła”; „Koszmar pedała… piąchopiryna… może nie leczy ale otrzeźwia” (pisownia wszystkich cytatów oryginalna).

Fakt, że jedna z realnie najważniejszych osób w Polsce – przyboczny prezesa partii rządzącej – dołącza się do głosów wzywających do przemocy wobec osób nieheteronormatywnych, nikogo już dziś nie dziwi i w zasadzie nawet nie jest specjalnie godny odnotowania. To, co warto odnotować, to wyścig do dna, w którym my – tzw. strona progresywna – bierzemy udział.

Brudziński pokazuje przemoc rosyjskiego policjanta lub ochroniarza, żeby powiedzieć Polakom, że powinni się cieszyć, że nie dostają od psów w mordę na ulicy za wygląd. Ale przecież my robimy to samo: dyskutujemy, czy policjanci naprawdę byli obrażani podczas rozpędzania demonstracji w obronie „Margot” albo czy prokuratura powinna była wsadzić ją za zniszczenie homofobicznego bannera i wysprejowanie dwóch słów na furgonetce go wożącej – ale przecież tak naprawdę za powieszenie tęczowej flagi na figurze Chrystusa przy kościele św. Krzyża. Tymczasem powinniśmy dyskutować z samym istnieniem tych przepisów – a nie z tym, czy w konkretnych przypadkach zostały słusznie zastosowane.

Polski przepis o obrazie uczuć religijnych – za co można dostać 2 lata pierdla – przez Pew Research Center zaliczony jest do praw przeciw bluźnierstwu. Pew Research Center to tink tank zajmujący się głównie badaniem pozycji religii we współczesnym świecie, należący do konserwatywnej, ultrachrześcijańskiej fundacji Pew i wspierany przez fundację Templetona, znaną głównie z nagrody Templetona, o której Richard Dawkins mówi, że jest to „wyższa od Nobla kwota pieniędzy, którą fundacja co roku przyznaje naukowcowi, który jest gotów powiedzieć coś miłego o religii”. Inaczej mówiąc: nie jest to liberalna, lewacka instytucja, poświęcona sianiu nihilizmu na świecie.

I ta instytucja pisze w raporcie, że w drugiej dekadzie XXI w. zaledwie jedna czwarta państw świata ma prawa karzące za bluźnierstwo. Z wyjątkiem Rosji są to głównie kraje, w których coraz większą rolę odgrywa islamski fundamentalizm, w pasie od północnej Afryki do południowej Azji: od Senegalu, poprzez Nigerię i Sudan, Turcję, Irak, Iran i Afganistan, Arabię Saudyjską i Emiraty, Pakistan, Indie i Bangladesz, aż do Brunei i Malezji.

W Europie żaden – powtórzmy: żaden – kraj poza Polską nie wsadza dziś do więzienia za bluźnierstwo.

 

Całość na łamach