Piękny umysł – NIE

Do krainy wiecznych łowów odszedł reżimowy intelektualista Jerzy Targalski.

 

Mateusz Morawiecki, premier: „Postać absolutnie nietuzinkowa. Wielki umysł, nauczyciel politycznego myślenia wielu Polaków”.

Andrzej Duda, prezydent: „Wolna, suwerenna i niepodległa Polska straciła rycerza z mocą i determinacją walczącego o jej umocnienie”.

Jacek Sasin, minister aktywów państwowych: „Polska straciła dobrego i mądrego człowieka”.

Rzeczywiście Targalski był wielkim umysłem i walecznym rycerzem. Regularnie występował w pisowskich mediach, gdzie tłumaczył suwerenowi rzeczywistość. Gdy w 2017 r. Duda zawetował ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, Targalski stwierdził, że „wbił nóż w plecy Jarosława Kaczyńskiego”, a wrogom PiS dostarczył „uranu do reaktora atomowego, który wcześniej był martwy”. Targalski wieszczył chaos polityczny, utworzenie partii prezydenckiej, obalenie rządu i wcześniejsze wybory, po których albo nie uda się utworzyć rządu, albo rząd powstanie, ale z udziałem bezpieki. W obu wersjach „Polska jako czynnik samodzielny zostanie wyeliminowana”. Zdaniem Targalskiego Duda ogłosił weta przez agenturę. Bezpieka zaczęła działać, gdy tylko prezydent wygrał wybory. Stworzono portret psychologiczny Dudy. „Stwierdzono, że ma ego. Jest słaby. Grając na ego, można wywołać taką jego reakcję, jakiej sobie życzyli. Wtedy przystąpiono do realizacji serialu »Ucho prezesa«”. Zdaniem Targalskiego serial satyryczny wywołał oczekiwaną reakcję. Duda uznał, że „wszystkim pokaże, że jest niezależny”. Tyle że objawił swoje ego „kosztem Polski i na jej trupie”. Według Targalskiego nie była to pierwsza interwencja agentury. W grudniu 2016 r. kryzys w Sejmie mieli kontrolować Niemcy. Teraz „doszło do połączenia bezpieki lokalnej, agend niemieckich i agend zachodniego lewactwa, degeneratów od gender z sieci Sorosa”.

„Gazeta Wyborcza” o Targalskim („Czyściciel eteru”, 22 kwietnia 2007 r.): „Kim jest ten dziwny facet? Ubiera się jak kloszard, porusza jak Chaplin, wygląda jak wariat. Chodzi o lasce po budynku Polskiego Radia, przystaje pod drzwiami redakcji, przystawia ucho, nasłuchuje. Przez grube przyciemniane szkła przygląda się nazwiskom na tabliczkach przybitych do drzwi. Ludzie na korytarzach pierzchają przed tym dziwakiem”.

Za pierwszych rządów PiS w 2006 r. bracia Kaczyńscy zrobili Targalskiego wiceprezesem Polskiego Radia. Facet zasłynął z przeprowadzenia niespotykanej wcześniej czystki kadrowej. Na specjalnie przygotowanej liście ludzi wytypowanych do odstrzału znalazło się 400 nazwisk z około 1200 pracowników radia, m.in. redaktorów, dziennikarzy, wydawców, realizatorów dźwięku.

Targalski miał paranoję na punkcie spisków, układów i komunistycznej agentury. „Tu trzeba wymienić całe środowisko. Dać możliwość robienia karier i zajmowania ważnych pozycji ludziom nowym, niezwiązanym ze służbami. Tak naprawdę kto nie był agentem, oficerem, członkiem jego rodziny lub agenturze nie służył, nie mógł robić kariery w III RP, czyli Ubekistanie” – mówił w jednym z wywiadów.

Znana dziennikarka muzyczna Maria Szabłowska (w PRL należała do „Solidarności”) usłyszała od Targalskiego, że musi ją natychmiast zwolnić, bo czyści radio ze „złogów gierkowsko-gomułkowskich”, i „że dookoła widzi same stare baby”. Red. Małgorzata Słomkowska dowiedziała się, że „jest z układu i jest zerem”. Joanna Dukaczewska musiała odejść, bo ma takie same nazwisko jak gen. Marek Dukaczewski. Innej pracownicy radia, z dwójką adoptowanych dzieci, Targalski powiedział, że jeśli wzięła sobie bachory po pijakach, to jej problem. Zwolnienie Tadeusza Sznuka, jednego z najbardziej znanych głosów publicznego radia, Targalski uzasadniał następująco: „Jak się puści w obozie koncentracyjnym miły głos, to też ludzie się z nim zżyją”.

Targalski wyrzucił z pracy nawet katolickiego dziennikarza Macieja Łętowskiego, który był szefem Informacyjnej Agencji Radiowej (IAR), gdyż ten nie godził się na chamskie traktowanie ludzi.

Wybuchł skandal.

 

Całość na łamach