Posokowcy – NIE

Toczcie krew do utraty tchu.

 

Osocze ozdrowieńców jest na wagę złota, bo uchodzi – czy zasadnie? – za skuteczną broń w walce z koronawirusem.

Polacy nie są skorzy do donacji. Apele celebrytów i polityków, liczne akcje promocyjne oraz kampania Ministerstwa Zdrowia w mediach dały tyle, że we wrześniu plazmę oddało 300 osób, w październiku 900, a w listopadzie 4 tysiące. Postęp więc jest, ale łącznie to zaledwie 5200 sztuk (dane z 25 listopada), co oznacza, iż ratujące życie przeciwciała oddał nieco ponad 1 procent z pół miliona ozdrowieńców. Efekt: szpitale zamiast osocza konającym pacjentom podają hostię, substancję niepoddaną zrandomizowanym badaniom i tak skuteczną jak szklanka wody.

***

Do ofiarności i solidarności wzywa rząd, o empatię apelują regionalne centra krwiodawstwa, wojsko i górnicy, ale poważna propozycja stworzenia systemu nagradzania za oddawanie osocza dotychczas nie padła. Owszem, fundacja Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR) zaprezentowała projekt o nazwie „Ratujmy ludzi – płaćmy ozdrowieńcom!”, przedstawiając następujące uzasadnienie: „Moglibyśmy zbierać więcej osocza, gdyby rządzący dopuścili płacenie dawcom. Dawcom osocza płaci się w Austrii, Czechach, Niemczech, USA i na Węgrzech. W 2017 roku w tych krajach zbierano od 5- do 14-krotnie więcej osocza na mieszkańca niż w Polsce”. Problem w tym, że Jarosław Kaczyński już dawno ogłosił, że Leszek Balcerowicz – FOR działa pod jego batutą – „jest szkodnikiem, który doprowadził Polskę do ruiny i należy definitywnie odrzucić jego nieszczęsne koncepcje”. Koncepcję monetaryzmu w sektorze donacji osocza rząd bez czytania wrzucił więc do kosza.

***

Gwoli prawdy dodajmy, że środowisko medyczne także nie było tą koncepcją zachwycone. Np. dr Tomasz Dzieciątkowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego stwierdził, iż „krwiodawstwo musi pozostać honorowe, bo niegdyś w Polsce płacono za oddawanie krwi i zgłaszało się dużo alkoholików”. Wypowiedzią naukowca powinien zająć się pełnomocnik rządu ds. równego traktowania, bo pan doktor dyskryminuje liczną grupę społeczną, nie przedstawiając dowodów na to, że krew miłośnika spirytualiów szkodzi chorym na COVID-19 bardziej niż posoka wielbiciela kremówek.

Koncepcja Balcerowicza przepadła, ale rząd jest świadom powagi sytuacji i do oddawania osocza próbuje jednak zachęcać za pomocą stymulacji fiskalnej. Ministerstwo Finansów z dumą ogłosiło, że „donatorzy właśnie zyskali prawo do ulgi podatkowej”. W istocie to ulgeńka, bo nawet wybitnie szczodry ozdrowieniec zyska maksimum 130 zł rocznie; za oddanie wiadra krwi to kwota symboliczna, pozwalająca nabyć zaledwie kilka flaszek.

***

Rzecznik ministra zdrowia obwieścił, że „powstają przepisy, które będą w pewien sposób premiowały osoby oddające osocze, ale na razie za wcześnie o nich mówić, bo to wymaga pewnego doprecyzowania”.

Ustawa o publicznej służbie krwi głosi, że krwiodawstwo w Polsce „jest oparte na zasadzie dobrowolnego i bezpłatnego oddawania krwi i jej składników”. Przepisy przewidują, że „kto w celu uzyskania korzyści majątkowej lub osobistej nabywa lub zbywa krew lub jej składniki, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”.

Żeby zatem ozdrowieńcom płacić za donację, nie popełniając przestępstwa, trzeba albo zmienić ustawę, albo znaleźć furtkę. Drugi człon alternatywy wymaga mniejszego wysiłku i zajmie mniej czasu. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby resort zdrowia wydał rozporządzenie pozwalające donatorom wypłacać 200 zł za porcję osocza pod pozorem zwrotu poniesionych przez nich kosztów. Kwotę tę wymieniłem nieprzypadkowo, podobne zasady obowiązują bowiem w Niemczech, czyli krwiodawstwo jest tam honorowe, ale przysługuje zwrot kosztów – za porcję osocza nasi sąsiedzi płacą 40 euro.

Z możliwości przytulenia tej kasy skwapliwie korzystają Polacy. Podczas pandemii wjazd do Niemiec jest co prawda nieco utrudniony, ale wciąż możliwy. Ergo: rząd Morawieckiego musi zaoferować konkurencyjne stawki, bo Unia Europejska gwarantuje swobodę przepływu kapitału i ludzi, a doświadczony przez historię Polak wie, że konfitury stoją raczej za Odrą.

 

Całość na łamach