Sklonowana bozia – NIE

Pod płaszczykiem wolnościowych haseł posłowie od Grzegorza Brauna chcą w Polsce wprowadzić katolicki zamordyzm.

 

Pozory mylą – powiedział jeż, schodząc ze szczotki ryżowej oraz wyborca Konfederacji zagłębiający się w prawdziwe intencje jej członków. Partia piewców wolności osobistej i gospodarczej kryje w swoich szeregach zwolenników teokracji powołujących się na XIX-wieczne urojenia wioskowej dziewuchy.

27 czerwca 1877 r. 13-letnia Justyna Szafryńska z warmińskiej wsi Gietrzwałd w drodze powrotnej z kościoła nadziała się na świetlistą postać rosnącą na przyplebanijnym klonie. Jako że współczynnik elektryfikacji był wówczas rażąco niski, dziewczę w lot pojęło, że ma do czynienia z czymś nadprzyrodzonym.

Tego dnia spotkanie ze światłem było krótkie i nieme. Nazajutrz – po naradzie z proboszczem – dziewczyna znowu staje u konara. 28 czerwca Szafryńska upewnia się, że jako żywo ma do czynienia ze sklonowaną Matką Boską. Rodzicielkę Chrystusa poznaje po berle w dłoni i Jezusie przycupniętym na jej kolanie. 30 czerwca wizjonerka bierze ze sobą koleżankę Barbarę Samulewską. We dwie im raźniej, wprost więc pytają Matkę Boską, czego chce. „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec!” – odpowiada zjawa z nieba, a dziewczynki oddychają z ulgą, bo różnych rzeczy od dziewczynek w tym wieku żądają ludzie w okolicach plebanii.

Objawienia były codzienne, trwały do 27 września, przy czym od 24 lipca Maryja schodziła na pogawędki z dziewczętami po 3 razy dziennie. Łącznie gietrzwałdzko-niebieskich spotkań naliczono 160. Pominąwszy potwierdzenie plotkarskiej natury samic (nawet w postaci bezcielesnej), wizje w Gietrzwałdzie udowadniają, że Święta Rodzina to Polacy. Ukazująca się Justynie i Basi Matka Boska nie dość że władała polszczyzną, to do podfruwajek przemawiała w jedynie zrozumiałej dla nich formie, czyli w miejscowej gwarze. W czasie licznych spotkań dziewczynki zadawały zjawie pytania, często podpuszczane przez proboszcza ks. Augusta Weichsela. Różaniec to pół biedy – Matka Boska na gietrzwałdzkim klonie wygłosiła antypolską herezję.

„Oni będą ukarani” – zawyrokowała o pijących alkohol. „Będą zdrowi, jeżeli będą się modlić i nie będą pić wódki” – rzuciła zaś do pielgrzymów, którzy przyszli do Najświętszej Panienki z prośbą o zdrowie.

Takie przesłanie było więcej niż na rękę plebanowi, bo w parafii zaraza pijaństwa pleniła się wtedy jak obecnie tęczowa. Toteż w pełni podzielał zdanie Matki Bożej, podzieliły je również wyższe władze kościelne. Nie zważając na to, że Szafryńska „miała trudności z nauką, nawet z przygotowaniem do pierwszej spowiedzi i Komunii św., które przyjęła z opóźnieniem” (cytat za książką ks. Krzysztofa Bielawnego „Niepodległość wyszła z Gietrzwałdu”), objawienia wzięto za prawdziwe. Na ich korzyść przemawiało to, że pomagały w oporze przeciwko zaborcy (Gietrzwałd leżał w zaborze pruskim). Samo to, że Matka Jezusa przemówiła w języku polskim, podsycał uczucia patriotyczne. „Czy Kościół w Królestwie Polskim będzie oswobodzony?”; „Czy osierocone parafie na południowej Warmii wkrótce otrzymają kapłanów?” – pytały świadome jak na swój wiek nastolatki. „Tak, jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów!” – replikowała w nienagannej polskiej gwarze Najświętsza Panienka.

Nie jest to jedyny przykład zaprzęgania dzieci przez kler do celów politycznych. Najjaskrawszym przykładem są objawienia fatimskie z 1917 r., gdy Maryja miała się objawić trojgu niepiśmiennym pastuszkom. Od początku wizje używane były przez Watykan do droczenia się z Rosją i po dziś dzień czasem temu służą. Polityczną rolę w polskiej historii odegrał też Gietrzwałd. Dość wspomnieć, że są to jedyne oficjalnie uznane przez Watykan polskie objawienia. Zostały zatwierdzone przez Pawła VI w 1977 r. – w stulecie objawień. A więc w czasach PRL, co również miało swój wymiar propagandowy. Ale i dziś nie brak chętnych do walki.

 

Całość na łamach