Śmiechu i igrzysk – NIE

Niemowlę i japońska parówka to sportowa wymówka.

 

Od najmłodszych lat z niecierpliwością czekam na każde kolejne igrzyska olimpijskie. Nie ze względu na zawodnictwo sportowe, bo kogo to obchodzi, lecz z powodu wspaniałych tłumaczeń, które zasuwają nasi reprezentanci.

Do Tokio wyleciało z Polski 211 sportowców startujących w 137 z 339 konkurencji w 28 dyscyplinach. Nawet jeśli odliczyć tych, którzy znaleźli się tam przez pomyłkę działaczy i musieli zawrócić, statystycznie daje nam to wspaniałe perspektywy do słuchania, że buty piły w pięty, woda była zbyt mokra i piasek za suchy albo nie był to po prostu czyjś dzień.

Złote lata polskiego sportu olimpijskiego przypadały niestety na ubiegły wiek. W 1976 r. w Montrealu nasi zawodnicy zdobyli rekordowe 7 medali złotych, 6 srebrnych i 13 brązowych. Dobrze szło nam jeszcze w Syndey 2000 (łącznie 14 medali), ale od tamtej niemal wyłącznie się staczamy. Ostatnie igrzyska w 2016 r. w Rio de Janeiro były najgorszymi dla naszych reprezentantów od sześćdziesięciu lat.

I choć w momencie ukazania się tego numeru „NIE” w kioskach będziemy dopiero na półmetku zawodów, już dziś nazbierało się tyle tłumaczeń naszych orłów, że warto się nimi podzielić.

 

Jako pierwsza na igrzyskach w Tokio reprezentowała Polskę łuczniczka Sylwia Zyzańska. Debiut na tak wielkiej imprezie nie do końca poszedł po jej myśli, gdyż zajęła w eliminacjach dopiero 42. lokatę: „Początek był niezły, miałam dużo siły i pewność siebie. Jednak wraz z narastającym wysiłkiem strzały były gorsze. Na treningu wszystko wychodzi, a to są igrzyska olimpijskie, czyli zawody najwyższej rangi i emocje są ogromne”.

Kolejnymi reprezentantami Polski, którzy podzielili się refleksją po zawodach, byli Aneta Stankiewicz i Tomasz Bartnik w konkurencji mikstu w karabinie pneumatycznym – cokolwiek to jest. Początkowo szło im wyśmienicie, ale potem jak zwykle. „Chyba te kwalifikacje zadziałały – przynajmniej na mnie – zbyt kojąco” – tłumaczył on. „W drugiej części pojawiło się chyba za dużo radości z tego, że ten najważniejszy krok zrobiliśmy. Zanim udało mi się zorientować, że strzelam, to konkurencja już się kończyła”.

Nie udało się niestety też polskiej drużynie szpadzistek. „Musiałam ryzykować, a czas uciekał. Goniłam, ile mogłam. Muszę przyznać, że niefortunnie trafiłyśmy w losowaniu, bo Estonki są dla nas bardzo niewygodne” – tłumaczyła się pierwsza. „Byłyśmy naprawdę bardzo dobrze przygotowane, wiedziałyśmy o mocnych stronach rywalek. Trochę za dużo było błędów własnych, dałyśmy się kilka razy niepotrzebnie sprowokować” – dodawała druga.

Po porażce koszykarzy 3×3 z Łotwą (kibicował im na trybunach Andrzej Duda) zawodnicy tłumaczyli się „zagapieniem”, „niechodzeniem za zawodnikiem” i że „co innego sobie mówili, a co innego robili”.

Porażka siatkarzy z Iranem tłumaczona była tym, że w końcówce meczu zawodnik drużyny przeciwnej zamiast odegrać piłkę, wykonał szalony ruch, którym kompletnie zmylił całą naszą reprezentację, przez co „zeszło z niej powietrze”.

Uznawany za jednego z faworytów tenisista Hubert Hurkacz niespodziewanie odpadł po meczu z dużo niżej notowanym Brytyjczykiem. Powodem słabej postawy Polaka były podobno problemy z kupą. „Od przylotu do Tokio mam problem. Jakoś nie przypasowało mi jedzenie, które tutaj jest. Wcześniej dawałem radę, ale dzisiaj rano było już gorzej. Ciężko powiedzieć, co mi zaszkodziło” – wyjaśniał.

Polscy kibice nażarli się za to wstydu. A to był dopiero drugi dzień igrzysk.

 

Całość na łamach