Stoi pociąg z daleka – NIE

Mknąca do dobrobytu lokomotywa może stanąć z powodu maszynistów, a właściwie ich braku. Najwyższy czynnik partyjny nie może do tego dopuścić.

Z danych Urzędu Transportu Kolejowego (UTK) wynika, że maszynistów jest w Polsce 17 tysięcy, a powinno być co najmniej o tysiąc więcej. Niedobór już teraz rodzi problemy, lecz to dopiero przedsmak emocji. Ledwie co trzeci kierowca pociągu nie skończył trzydziestki, za to 40 procent ukończyło 50 lat, a 25 procent ma więcej niż lat 55. Ponieważ kolejarze uzyskują uprawnienia emerytalne już po ukończeniu sześciu dych życia, w ciągu najbliższych kilku lat 4,5 tysiąca maszynistów pójdzie pod kapelusz.

Kolei grozi paraliż, zaś sparaliżowaną koleją PiS Niemców nie dogoni i dumni Polacy wciąż będą zbierać szparagi za Odrą.

 

Zaczynają się schody

Żeby kataklizmu uniknąć, trzeba zasypać dziurę pokoleniową, czyli zatrudnić 17 tysięcy osób. I to szybko. Nie bardzo jednak wiadomo, skąd ich wytrzepać, bo mimo dość wysokich zarobków – średnio 6 tys. zł brutto – odpowiednich kandydatów na maszynistów na horyzoncie nie widać.

Proces rekrutacji zaczyna się od tego, że spółka przewozowa ogłasza nabór. Pierwotne wymogi nie są zbyt wygórowane – wystarczy legitymować się ukończeniem szkoły zawodowej. Potem zaczynają się schody. Kandydaci są gruntownie badani przez medyków, jakakolwiek wada wzroku, słuchu lub choćby drobny defekt psychiki sprawiają, że przygoda z koleją dobiega końca, zanim się zacznie. Rezultat rygorystycznych wymogów zdrowotnych jest taki, że spośród zgłaszających się do PKP Intercity 1500 chętnych do pracy 1400 odpada, podobnie jest w przypadku innych przewoźników.

A to tylko wstęp.

 

Rekord Europy

Kto przejdzie przez medyczne sito, zostaje zakwalifikowany na 2-miesięczny kurs. Kończy się on egzaminem z przepisów ruchu kolejowego, sygnalizacji i budowy pojazdów trakcyjnych. Ci, co zaliczą, dostają od UTK licencję maszynisty. Licencjonowani maszyniści trafiają na 16-miesięczne szkolenie praktyczne (ćwiczenia na symulatorze, 500 godzin jazdy w charakterze obserwatora w lokomotywach, 1200 godzin kierowania pociągiem pod nadzorem, 7 tygodni smarowania i dokręcenia w warsztacie). I znów egzamin. Jeśli się uda zdać – a nie jest łatwo – uzyskują świadectwo maszynisty. Czy posiadacz licencji i świadectwa może wreszcie zasiąść za sterami pociągu i pędzić do stacji przeznaczenia? Nic z tych rzeczy – najpierw musi gruntownie poznać szlak, co wymaga jeżdżenia po nim w dzień i w nocy.

Łącznie wyszkolenie maszynisty trwa ponad 2 lata.

W żadnym europejskim kraju cykl kształcenia nie trwa tak długo, nigdzie w Europie nie obowiązują tak wyśrubowane wymogi zdrowotne.

 

Paranoik i gwałtownik

Co tu kryć, Polska jest jedynym krajem na Starym Kontynencie, a być może na świecie, w którym łatwiej zostać pilotem niż maszynistą.

Żeby sterować statkami powietrznymi przewożącymi do 9 osób, wystarczy wylatać 200 godzin i przez 120 godzin słuchać wykładów. Uprawnienia do dowodzenia samolotami zabierającymi na pokład ponad 9 pasażerów uzyskuje się po wylataniu dodatkowych 1500 godzin. Szkolenie kapitana boeinga czy airbusa trwa więc mnie więcej tyle, ile maszynisty pociągu z Koziej Wólki do Pcimia. Tyle że piloci nie muszą mieć tak końskiego zdrowia jak maszyniści. Nawet lotnik dowódca może być z lekka ślepy – dopuszcza się wadę wzroku w zakresie od -6 do +5 dioptrii, bo w lotnictwie dozwolone jest stosowanie okularów i szkieł korekcyjnych. Na kolei nie ma o tym mowy, maszynista musi mieć sokoli wzrok i jakikolwiek defekt oczu eliminuje kandydata na kolejarza w przedbiegach.

 

Całość na łamach