Szambo świętej rodziny – NIE

Patrzyły, jak wujkowie kopulują z matką i babcią. Państwo nie interweniowało, bo rodzina to świętość.

Zeznanie 10-latki: „Widziałam, jak dotykali siostrę siusiakiem i ręką. Mówili do mnie, że jak o tym komuś powiem, to mnie zabiją, i pokazywali taki ruch jakby mieli mi uciąć głowę. Bardzo się bałam”.

Rok 2007. Na świat przychodzi Zosia. 2 lata później rodzi się Zuzia. Renata K. prowadzi bujne życie towarzyskie i nie ma pojęcia, kto jest ojcem dziewczynek. Nie występuje o alimenty. Z córkami, rodzicami i upośledzonym umysłowo bratem żyje w 2-pokojowym mieszkaniu. Brat jak się napije, biega po chałupie z nożem, wypić i awanturować się lubią także lokatorzy przygodni, czyli partnerzy Renaty. Co i rusz jakiś się pojawia, popije, pomieszka, w łeb walnie i znika.

Na 47 metrach kwadratowych nie ma miejsca na sentymenty.

 

Asystent

Renata nie pracuje, jej życiowi partnerzy nie sądzą, aby praca czyniła wolnym, jednym źródłem utrzymania rodziny, nie licząc zasiłków z Ośrodka Pomocy Społecznej, jest renta matki. Elektrownia odcina prąd, w mieszkaniu zapada ciemność, nie ma ciepłej wody. Renata jest sfrustrowana, kopie w drzwi auta sąsiada. Nie wykonuje sądowego nakazu naprawienia szkody i na 45 dni trafia za kratki.

Sąd Rejonowy dla Miasta Stołecznego Warszawy ingeruje w życie rodziny po raz pierwszy – ogranicza Renacie K. władzę rodzicielską nad dziećmi poprzez nadzór kuratora. Kurator zobowiązuje ją do współpracy z pracownikiem socjalnym oraz poleca, aby poszukiwała pracy, dbała o higienę dzieci i porządek w domu.

Familii przydzielono asystenta rodziny. Z broszury Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej: „Asystent pomaga odnaleźć to, co w Was dobre, pomaga opiekować się i wychowywać dzieci, żeby były szczęśliwe i słuchały poleceń rodziców, chroni dzieci przed niebezpiecznymi zachowaniami dorosłych”.

 

Wszy

Asystent nie może uszczęśliwić dzieci, bo Renata zazwyczaj go nie wpuszcza do domu. Pracy nie szuka i wciąż nie sprząta. „W mieszkaniu jest bałagan, wokół mnóstwo butelek po alkoholu, puszek po piwie, niedopałków papierosów i brudnych naczyń. Małoletnie Zofia i Zuzanna K. mają wszawicę i świerzb” – notuje kurator.

6-osobowa rodzina plus jeden lokator dochodzący zostaje eksmitowana ze względu na zaległości płatnicze. Lokal socjalny ma 10 mkw.

Na dziesięciu metrach nie ma miejsca na sentymenty.

Ojciec Renaty za kołnierz nie wylewa, umiera w delirce. Brat na wniosek prokuratury zostaje ubezwłasnowolniony, a potem umieszczony w domu pomocy społecznej. Jest kapkę luźniej. Renata przestrzeń życiową wykorzystuje do intensyfikacji życia towarzyskiego.

 

Partia

Asystentowi udaje się w końcu wejść do mieszkania. „W domu panuje bród i fetor. Mnóstwo prusaków i pluskiew, szczególnie zarobaczone są łóżka. Renata K. sprowadziła do ciasnego lokalu kolejnego konkubenta. Andrzej D. nigdzie nie pracuje ani nie jest zarejestrowany w urzędzie pracy, nie ma dowodu osobistego, nadużywa alkoholu. Małoletnie są głodne i zaniedbane” – pisze do kuratora. Kurator zmusza Andrzeja D. do opuszczenia mieszkania, lecz to wielka miłość Renaty, wyprowadza się więc tylko dla zmyłki i po kilku dniach cichaczem powraca ku radości ukochanej.

Dobra zmiana trwa w najlepsze, Renata dostaje 2 razy „500 plus”, jest szczęśliwa, bo dzięki stałym dochodom stanowi świetną partię. Z Andrzejem D. jednak się rozstaje, bo córki powiedziały, że jak jej nie ma w domu, to bije je i babcię. Nie wierzy, ale Zosia pokazuje nagranie z komórki. Renata przepędza kochanka, szlochając. Płacze 2 dni, lecz w depresję nie popada – poznaje Wojciecha W., mężczyznę pijącego i bez pracy, ale przynajmniej posiadającego dowód osobisty.

 

Duch

Sąd na wniosek kuratora po raz drugi ingeruje w życie rodziny. I po raz drugi orzeka o ograniczeniu władzy rodzicielskiej. Obliguje Renatę do „pozostawania pod stałą opieką poradni psychologicznej, podjęcia terapii indywidualnej, stałego kontaktu z lekarzami leczącymi dzieci oraz do stawiania się na wizyty kontrolne do pediatry z każdą z małoletnich co najmniej 1 raz na 3 miesiące, stałej współpracy ze szkołą i codziennego zaprowadzania córek do szkoły oraz współpracy z poradnią psychologiczno–pedagogiczną w zakresie trudności szkolnych dzieci”.

Kieruje także Renetę K. na warsztaty umiejętności wychowawczych.

Przed postanowieniem sądu PiS z przytupem nowelizuje kodeks rodzinny i opiekuńczy. Strażnicy świętości rodziny wprowadzają przepisy stanowiące, że ubóstwo nie może być jedynym powodem ingerencji państwa we władzę rodzicielską, a odebranie władzy rodzicielskiej i, co za tym idzie, ustanowienie pieczy zastępczej możliwe jest dopiero wtedy, gdy inne, mniej drastyczne formy pomocy nie przynoszą skutku.

„Naturalnym środowiskiem rozwoju dziecka jest rodzina, toteż dla zapobieżenia pochopnemu ingerowaniu sądów we władzę rodzicielską przez oddzielenie dziecka od rodzica konieczne jest precyzyjne usystematyzowanie form tej ingerencji. Celem tej regulacji jest wzmocnienie ochrony prawnej rodziny” – tłumaczy Ministerstwo Sprawiedliwości.

Nie odbierając Renacie K. praw rodzicielskich, sąd postępuje zgodnie z pisowską nowelą i duchem czasu – pozostawia dzieci w ich naturalnym środowisku.

 

Trauma

Renata K. nie wykonuje żadnych zaleceń zawartych w sądowym orzeczeniu: w mieszkaniu nadal panuje bałagan i pojawiają się w nim kolejni mężczyźni, córki wciąż są głodne, brudne i zawszone, a koleżanki ze szkoły nazywają je śmierdzielkami. Zosia próbuje odebrać sobie życie, ale podcięcie żył za pomocą noża kuchennego nie przynosi pożądanego efektu.

Z powodu długów energetyka odcina prąd. Tydzień później kurator składa wniosek o pozbawienie Renaty K. władzy rodzicielskiej. Na czas trwania postępowania dziewczynki trafiają do rodziny zastępczej. Wkrótce szambo wybija w całej pełni.

Zastępcza mama postanawia bowiem Zosię i Zuzię poddać terapii psychologicznej, spodziewając się, że trauma dziewczynek mieszkających na dziesięciu metrach kwadratowych z prowadzącą bujne życie erotyczne matką może być wielowymiarowa. Nie myli się.

Zosia i Zuzia opowiadają pani psycholog, że głodowały, były bite przez wujków, a matka oddała do lombardu komórki, które wygrały na loterii, również o tym, że były molestowane.

 

Członki

Zosia (12 lat): „Wujek Wojtek dotykał mnie do pupy, piersi i cipki. Robił to też wujek Andrzej, dużo razy. On robił to też Zuzi, kiedy spała. Wtedy ja ją przesuwałam do ściany, mówiłam do niego »won, bo pójdę na policję« i czuwałam całą noc. Kiedyś jak przyszłam ze szkoły, to widziałam, jak wujek Andrzej był rozebrany do gołego i wkładał babci siusiaka w pupę. Babcia płakała i krzyczała. Potem powiedziała, żebym nie mówiła o tym mamie. Nie powiedziałam”.

Zuzia (10 lat): „Wujkowie dotykali mnie w cipkę i dupę. Widziałam, jak dotykają Zosię, dotykali ją ręką i siusiakiem. Mówili do mnie, że jak o tym komuś powiem, to mnie zabiją i pokazywali taki ruch ręką jakby mieli mi uciąć głowę. Bałam się bardzo. Wujkowie wkładali też siusiaki w mamusię, wujek Andrzej to chyba mamę kochał najbardziej, bo całował ją wszędzie. Ten wujek jak wyszłam z łazienki po myciu, to kazał mi wymyć kubek. Kubek stał na stole, jak go wzięłam, to włożył mi rękę pod ręcznik i dotknął mnie w cipkę”.

W czasie sesji terapeutycznej Zuzia miała narysować coś, co ją najbardziej denerwuje. Narysowała członka w stanie erekcji. Powiedziała, że to siusiak wujka Andrzeja.

 

Niemoc

W marcu 2019 r., po sześciu latach przymykania oczu na skrajną niewydolność wychowawczą Renaty K. Sąd Rejonowy dla Miasta Stołecznego Warszawy zrobił to, co powinien zrobić już dawno – pozbawił ją praw rodzicielskich, a dzieci umieścił w rodzinie zastępczej.

Z uzasadnienia: „Renata K. gnieździła się z dwoma córkami w 10-metrowym pokoju, do którego jeszcze ściągała konkubentów. Patologiczni partnerzy nadużywali alkoholu, pozbawieni byli kultury i jakiejkolwiek przyzwoitości i posuwali się do molestowania seksualnego jej córek. Renata K. o tym wiedziała. Nie dbała przy tym o potrzeby dzieci, nie zapewniała odpowiedniej higieny i dbałości o ich zdrowie i o ich edukację. Zaniedbania te były przez wiele lat tolerowane przez kuratora prowadzącego nadzór i sąd rodzinny z uwagi na więź emocjonalną matki z dziećmi i jej życiową bezradność. Niestety ta bezradność doprowadziła do takiej formy krzywdzenia dzieci, na jaką w żaden sposób zgodzić się nie można”.

Prokuratura wszczęła śledztwo w sprawie zgwałcenia małoletnich poniżej 15. roku życia.

Od kiedy PiS do kodeksu rodzinnego i opiekuńczego wprowadziło przepis wzmacniający prawną ochronę rodziny, sądy coraz rzadziej orzekają o pozbawieniu władzy rodzicielskiej i umieszczeniu dzieci w pieczy zastępczej (w 2015 r. 10,7 tys. orzeczeń, w zeszłym roku – 8,4 tys.).

Zoś i Zuź przybywa.