Szatan w dupie – NIE

Zbiorowe lęki kleru katolickiego.

Gdy Władimir Putin wprowadził w Rosji paskudną homofobiczną ustawę, zakazującą „promowania nietradycyjnych seksualnych relacji” na oczach niepełnoletnich, w dziesiątkach gejowskich klubów w USA odbył się heroiczny protest polegający na wylewaniu do rynsztoka wódki o nazwie „Stolicznaja”.

Demonstracje środowisk LGBT często bywają dziwaczne, czasem – jak w tym wypadku – po prostu głupie. Ale prawo do demonstrowania, do bycia usłyszanym jako zbiorowość – to prawo, które amerykańscy geje wywalczyli sobie przez kilkadziesiąt lat nieprzerwanych batalii w sądach i na ulicach. I nasi muszą zrobić to samo. Nikt ich w tym nie wyręczy. Natomiast, paradoksalnie, nienawistna kampania, którą PiS prowadzi ręka w rękę z Kościołem kat., może im w tym pomóc.

Do najnowszej edycji tej kampanii doszło w ostatni weekend sierpnia, gdy Zebranie Plenarne Konferencji Episkopatu Polski wydało 27-stronnicowy bełkot na temat właściwej postawy „wobec wyzwań tworzonych przez ideologię gender i ruchy LGBT+”. Arcybiskup Depo, odprawiający mszę na rozpoczęcie trzeciego dnia plenum, poinformował braci purpuratów, że muszą mieć „dar męstwa – odwagę mówienia prawdy”. „Prorok” – pouczył Depo kamratów – „nie może przemilczeć tego, co mu zostało objawione przez Boga z myślą i odpowiedzialnością za innych. Owa odwaga mówienia prawdy oznacza, że albo się jest prorokiem całym sobą, całym swoim życiem, aż po chwałę męczeńską z miłości Boga i ludzi, albo nim się nie jest”. W katomowie oznacza to oczywiście wzniosły obowiązek przywalenia pedałom, realizowany, mimo krytyki płynącej z każdej właściwie strony, z wyjątkiem najczarniejszej sotni z PiS i Konfederacji.

 

Chwała Jezusowi i terapii

Najnowszym przykładem „chwały męczeńskiej”, do której prowadzi bicie pedała w imię Jezusa, są powszechnie krytyczne reakcje na dokument episkopatu w sprawie LGBT, ze szczególnym uwzględnieniem passusu na temat leczenia z pedalstwa: „Konieczne jest tworzenie poradni (również z pomocą Kościoła, czy też przy jego strukturach) służących pomocą osobom pragnącym odzyskać zdrowie seksualne i naturalną orientację płciową”. Zapowiedź zakładania ośrodków terapii konwersyjnej wyróżnia Polskę, szczególnie w czasie gdy Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą do jej zakazania i kolejne europejskie kraje wprowadzają taki zakaz. Obowiązuje już w Niemczech i na Malcie, prace trwają w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Norwegii, Francji, Austrii i Holandii. Choć obiektywnie rzecz biorąc, trzeba dodać, że w krajach, w których obowiązuje równość małżeńska, ma to mniejsze znaczenie; skoro prawo stanowi i społeczeństwo uznaje, że bycie gejem jest równie „normalne” jak bycie heterykiem. Niebezpieczeństwa związane z terapią konwersyjną maleją, bo mało komu przychodzi do głowy, że nieheteronormatywność jest czymś, z czego trzeba się leczyć.

 

Bariery wstydliwości

Oczywiście głupoty w dokumencie episkopatu nie kończą się na leczeniu. Cały jest przesiąknięty tą archaiczną, agresywną, podszytą niezdrowym podnieceniem dulszczyzną, którą znamy pod zbiorczym kryptonimem „katolicka etyka seksualna”. Mamy więc zwyczajowy bełkot na temat „ochronnej bariery naturalnej wstydliwości”, starczy lament nad kierunkiem, w którym zmierza ten świat („ideologia gender promuje rzekomą atrakcyjność rozwodów, zdrad, rozwiązłości seksualnej, ośmieszając wierność, dziewictwo, czystość i religijność”) i wystukiwane roztrzęsionymi palcami jednej ręki zawoalowane zauważenie, że chuj pasuje do pizdy („Męskość i kobiecość są wzajemnie dopełniającymi się formami osoby ludzkiej; odrzucenie tej prawdy przeczy nie tylko chrześcijańskiej prawdzie o stworzeniu kobiety i mężczyzny przez Boga, ale także ich naturze wyrażającej się w obiektywnych kryteriach, poczynając od anatomiczno-funkcjonalnej struktury ciała”…). A to wszystko okraszone jest rozpaczą, że pedały wychodzą z szafy. Tylko kompletna indolencja piarowska episkopatu tłumaczy fakt, że dokument taki w ogóle powstał. Serio: wszyscy znamy głębię biskupiej homofobii i paniczny lęk polskiego kleru przed jakimkolwiek postępem obyczajowym. Nie ma konieczności przypominania nam o tym co tydzień.

Ale ta indolencja jest naszym błogosławieństwem. Albowiem świat się zmienia, a Kościół, przeglądający się w pełnych uwielbienia oczach obecnej władzy, tego nie zauważa.

Poprawka: zauważa, tylko nie rozumie.

 

Katecheza czystości

Na tym samym 386 plenum episkopatu liderzy polskiego papizmu gawędzili o trzydziestu latach katechizacji szkolnej. Oczywiście uznali, że jest wspaniała i niezbędna, choć pewien zgrzyt wprowadziło zauważenie ks. dr hab. Mariana Zająca z Katedry Katechetyki Integralnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, który oblicza, że „na lekcje katechezy uczęszcza w szkole około 94 procent dzieci ze szkół podstawowych i 74-76 procent młodzieży”. To dobra zmiana sama w sobie – ale to nie koniec. „Zjawiskiem niepokojącym jest wypisywanie się z lekcji religii młodzieży już pełnoletniej, która sama może decydować o tym, czy chce na nie uczęszczać. Aż 50 procent młodych ma wątpliwości co do swojej obecności na katechezie” – rwał włosy z głowy ks. dr Zając.

Jest wielce radosny fakt, że biskupi najwyraźniej nie zauważają związku przyczynowo-skutkowego między dwoma segmentami swoich obrad. Tymczasem

wychowani przez komputery milenialsi, niepamiętający świata bez internetu, a zatem także bez pełnego równouprawnienia wszystkich orientacji pornografii, mają katolicką homofobię tam, gdzie Kościół nie pozwala wsadzać.

Nie rozumieją, dlaczego ma ich oburzać prawo gejów do kochania się po swojemu, nie mają uczuć religijnych, które to prawo mogłoby obrażać i generalnie wkurwia ich do białości, jeśli ktoś ględzi o „czystości”. Bo kutaszenie to stos, nie?

Z zeszłorocznego raportu CBOS na temat młodzieży wynika, że już tylko 63 procent maturzystów uważa się za osoby religijne – dekadę temu było ich ponad 80 procent. Teraz dowiadujemy się od ks. Zająca, że nawet wśród tych deklaratywnie religijnych sporo jest takich, którym szkoda czasu na zabobony. Jestem dziwnie pewna, że ta dziwaczna obsesja na temat seksu analnego, której Kościół daje wyraz przy każdej możliwej okazji, jest jednym z elementów odpychających od niego młodzież.

Można też domniemywać, że 12 odniesień do Naszego Wielkiego Rodaka niekoniecznie zrobi spodziewane wrażenie na pokoleniu, które chcąc wyrazić dezaprobatę dla jakiejś aktywności, mówi: „Co tu się odjaniepawla?”.

Dzbany.