Widziałem Dudy cień – NIE

Strzelce wyborowe, czyli bliskie spotkanie trzeciego stopnia z pretendentem do reelekcji.

 

O wynikach pierwszej tury Duda dowiedział się w Łowiczu. Tam też łechtał elektoraty innych kandydatów i podlizywał się tym, którzy skłonni byliby zagłosować na niego w drugiej turze. Próbował się wkupić w łaski wyborców Hołowni, Kosiniaka-Kamysza, Bosaka, a nawet Biedronia. W Łowiczu rozpoczynał kampanię, w Łowiczu ją zakończył. Było ludowo i przaśnie – jak Duda lubi. Przecież „nie będą nam tutaj w obcych językach…”.

Po przydługim przemówieniu, transmitowanym przez TVP i Polsat, Duda nie spoczął. Wsiadł do dudabusu i ruszył w drogę. Zawędrował do Strzelec – wsi na rubieżach województwa łódzkiego. Siedziby gminy liczącej niespełna 4 tys. dusz. Jechał na bezpieczny grunt. Na 929 głosów oddanych w obwodowej komisji wyborczej z siedzibą w miejscowym Ośrodku Kultury Duda zdobył 605. Trzaskowski – 152. Hołownia – 75. 41 dla Bosaka, 26 dla Kosiniaka-Kamysza, 27 dla Biedronia. Po jednym krzyżyku zebrali Jakubiak, Witkowski i Żółtek. Wizytę zaplanowano na wpół do jedenastej wieczorem.

 

– Chuja tam przyjedzie, zaraz po wyborach będzie mu się chciało akurat do Strzelec jechać – słyszę po dziesiątej.

Mieszkańcy nie dowierzają, że akurat ich miejscowość zechce nawiedzić sam pan prezydent, i to zaraz po ogłoszeniu wyników.

Wieść o planowanej wizycie w Strzelcach rozchodzi się pocztą pantoflową. Ludzie dzwonią do znajomych. Nie ma stosownych do okoliczności plakatów czy akcji promującej wizytę. To jeden z charakterystycznych elementów kampanii Dudy. Pojawia się znienacka. Opozycja nie ma czasu na zorganizowanie kontrmanifestacji. Grafiki z wyrazami poparcia rozdaje sztab.

Porządny człowiek o wpół do jedenastej jest albo solidnie najebany, albo szykuje się do spoczynku przed kolejnym dniem pracy. Jest to wskazane zwłaszcza w niedzielę i zwłaszcza gdy się od piątku świętowało weekend. W czasie nieco zapomnianej pandemii nie wiadomo przecież, czy się dożyje następnego. Toteż nie ma się co dziwić, że strzelecki sklep okupowany był tego dnia przez stado spragnionych istot. Prezydent prezydentem, ale o suchym pysku nie wypada. On ma swoje procenty, elektorat swoje.

 

Obecność policji oraz zmontowana na placu scena sugeruje, że Duda się jednak pojawi. Jest zespół ludowy i telebim. Są strażacy ochotnicy w galowych mundurach, w których pilnują na Wielkanoc grobu Pana Jezusa, jak pan prezydent pilnuje Polski. Powiewają, jeszcze nieśmiało, biało-czerwone chorągiewki – symbol chwiejności Polaków.

– No kto tyle dał? – słychać w tłumie.

Wielodzietne rodziny są żywym dowodem na to, że nikt.

– Mama, a ja będę w telewizji? – szczebioce podekscytowana gówniara. – Bo jak będę, to ciebie pozdrowię – podnieca się wizją bycia na wizji.

Prawdopodobieństwo wyemitowania istnieje. Na placu zainstalowała się szambiarka TVP i kurscy szambonurkowie. Byli też prawdziwi dziennikarze i operatorzy.

 

O 22.30 zaczyna się robić nerwowo. Może jednak nie przyjedzie, oleje Strzelce. Bardziej wierzący tonują nastroje. Prezydent to prezydent, ma różne ważne prezydenckie sprawy.

– Przecież się nie teleportuje.

– Hanka dzwoniła, że jak kończył przemowę w Łowiczu, to powiedział, że jedzie dalej, to chyba do nas, nie?

– Na chuj by tyle policji sprowadzali, scenę robili, ludzi spędzali, jak by miał nie przyjechać.

– Minutę się spóźnia, a wy już, kurwa, warczyta.

– No bo jutro do roboty na siódmą.

– Chlać to, kurwa, masz siłę, ale pięciu minut nie poczekasz na głowę państwa.

– No właśnie, browar by się przydał.

– No, na pewno cię psy wpuszczą z puszką w łapie.

Na takich dialogach upływają kolejne minuty oczekiwania. Wielu miejscowych podniośle milczy, bo i moment jest podniosły. Na alkoholowe sugestie głów rodzin żony pąsowieją, bo jeszcze kto usłyszy, a poza tym 5 minut, kurwa, nie wytrzymasz bez piwska.

 

22.40.

– Cztery suki i za nimi dudabus, za parę minut będą u was – słyszy Mariusz w rozmowie telefonicznej z kolegą z pobliskiej miejscowości.

Proroctwo się spełnia. Nadjeżdża. Już go widać. Niczym z papamobile pozdrawia lud. Wysiada.

Rozlegają się brawa. I gromkie „Sto lat” intonowane przez zespół ludowy, choć polskie prawo nie przewiduje takiej kary.

– Andrzej Duda! Andrzej Duda! – przypominają kandydatowi, jak się nazywa, rozemocjonowani uczestnicy wiecu.

Już jest na scenie. Część ochrony w maskach. Też bym nosił, żeby się nie zarazić kaczorawirusem.

 

Całość na łamach