Władcy płodów – NIE

Rodzicielskie porwania są psychiczną pedofilią. Sprzyjają jej Ziobro i Ordo Iuris.

Przepisy dotyczące ochrony dzieci nie wydają się tym, co różni cywilizowane państwa europejskie. W Polsce – która, jak wiadomo, należy do Unii Europejskiej – nie tylko dobro dzieci leży każdemu na sercu, ale także dobro rodziny. Od kiedy u steru władzy stoją pisowcy, dobro rodziny i jej nierozerwalności są nawet dobrem większym. Dzięki temu praktyka jest taka, że sądy odbierają dzieci rodzicom nie za jakieś głupie molestowanie kazirodcze, nie za siniaki i przesiadywanie przy rodzicach pijących alkohol. Dzięki resortowi sprawiedliwości kierowanemu przez Solidarną Polskę dzieci u nas mają ten sam status, co zwierzęta – są własnością rodziców. I tak jak zwierzaki można je im odebrać tylko w sytuacjach skrajnych, czyli zagrażających życiu. Na sędziach robią wrażenie dopiero kwity z obdukcji zaświadczające o złamaniach kości albo pobiciach zagrażających życiu. Z tego powodu

Polska, ten śmieszny kraik położony między Unią Europejską a Rosją, choć formalnie należący do Unii, staje się azylem dla patologii.

 

Matki z norweskich fiordów

Norweżka Silje Garmo miała 12-letnią córkę. Miała też depresję i hipochondrię powodujące, że zajadała się lekami. Dziewczynce nie było z tym fajnie. Sąd odebrał ją mamusi i przyznał opiekę tatusiowi.

Pani Silje jednak pragnęła mieć jakieś dziecko przy sobie. Urodziła więc kolejne. Ponieważ była w kręgu zainteresowania tamtejszych służb społecznych, zasadnie nabrała podejrzeń, że mogą jej odebrać i to nowo narodzone. W maju 2017 r. śmignęła zatem do Polski, zostając pierwszą w historii obywatelką Norwegii, która wystąpiła o azyl w innym kraju europejskim.

Nie wiadomo, skąd wiedziała, że nad Wisłą Barnevernet będzie jej mógł naskoczyć, a ze strony polskich sądów nic jej nie grozi. Polska ma bowiem tak, że matkom, którym odebrano już nawet kilkoro dzieci, najmłodsze zawsze się zostawia, żeby w kolejnych latach mogło przejść tę samą gehennę, co starsze.

Sprawa rok leżała w szufladzie. W lipcu 2018 r. Ministerstwo Spraw Zagranicznych odmówiło udzielenia azylu. Wtedy do akcji wkroczył instytut Ordo Iuris. Prawnicy odwołali się od tej decyzji, a polskie MSZ uwzględniło ich prośbę. 12 lutego 2019 r. Polska oficjalnie udzieliła azylu Silje Garmo i jej córce. „Uznano, że naruszenia praw człowieka w Norwegii zagrażają tej rodzinie. A w interesie Rzeczpospolitej jest udzielić im ochrony” – informował na Twitterze przedstawiciel Ordo Iuris.

Błyskawicznie spuentował to także wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk, pisząc: „Zasada ochrony rodziny jako zasada konstytucyjna jest istotnym elementem polityki państwa zarówno w sferze polityki wewnętrznej, jak i zagranicznej”.

Wieść o wniosku pani Garmo o azyl w Polsce dotarł do innej Norweżki. Pani zabrała dwie córki i syna i poprosiła także o azyl w naszym kraju. Zrobiła to, gdyż właśnie norweski sąd zastanawiał się nad zagadnieniem, czy jest ona odpowiednią opiekunką dla małoletnich. Za Norweżką wysłano Europejski Nakaz Aresztowania. W Polsce jednak natychmiast całą czwórką zaopiekował się Ordo Iuris. Sąd Rejonowy w Myśliborzu zezwolił, aby w czasie sprawy o wydanie kobiety Norwegii dzieci mogły pozostawać z matką. W tym momencie królestwo dorsza, widząc, że kopanie się z koniem nie ma sensu ,odpuściło i w sierpniu 2019 r. wycofało wystawiony za kobietą ENA. Oznacza to, że może ona bez obaw przebywać w Polsce.

 

Całość na łamach