Wolność, ale… – NIE

O tym, czy w Polsce zapanuje kiedyś niczym nieskrępowana wolność, „NIE” rozmawia z CEZARYM ŚWITAŁĄ, prezesem partii Libertarianie.

 

– Czy Polacy powinni mieć prawo pojechać bez pasów po heroinie z bronią w ręku do prywatnego szpitala i tam dokonać odpłatnej, ale nieopodatkowanej aborcji?

– To wszystko nie jest wbrew pozorom takie proste.

 

– Zacznijmy zatem od tego, kim Pan jest.

– Mam 22 lata, studiuję, mieszkam w Rybniku, jestem radnym dzielnicy.

 

– Była do tej pory w Polsce partia libertariańska czy coś podobnego?

– Pewne cechy wykazywała wczesna Unia Wolności. U zarania część podobnych postulatów głosiła Platforma Obywatelska, która z czasem zawędrowała w zupełnie inną stronę. Ostatnia była Nowoczesna Ryszarda Petru, ale okazała się kompletną porażką. Dlatego po wyborach w 2019 r., gdy po raz kolejny okazało się, że nie mamy na kogo głosować, wraz z kilkoma osobami postanowiliśmy założyć własne ugrupowanie.

 

– W Polsce mamy lewicę, która jest liberalna obyczajowo, ale socjalna gospodarczo, mamy też Konfederację, która jest liberalna gospodarczo, ale konserwatywna obyczajowo. PiS połączyło socjalizm z konserwatyzmem i rządzi. Wy chcecie pójść w drugą stronę?

– Uważamy, że Polacy nie są – i być może nigdy nie byli – gotowi na wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie. PRL ukształtowała w nas oczekiwanie, że państwo może i nie najlepiej, ale jednak zajmie się naszymi problemami. Także dziś wielu z nas woli scedować na państwo odpowiedzialność za finanse albo boi się tego, że zaczęlibyśmy żyć jako społeczność według tego, jak kto lubi, a nie wedle jednego utartego wzoru. W warstwie deklaratywnej wielu Polaków nie chce, aby ktokolwiek się do naszego życia wtrącał, ale w warstwie praktycznej wciąż woli się o to państwo oprzeć.

 

– Na jaki elektorat liczycie?

– Około 5-8 procent. Z sondaży exit poll z 2015 i 2019 r. wynika, że w Polsce mamy około 15-20 procent wyborców Lewicy, którzy mają bardziej liberalne podejście do gospodarki. Podobnie jest w Konfederacji, w której podobny odsetek wyborców deklaruje liberalne podejście obyczajowe, ale głosuje na tę partię ze względu na jej wolnościowe poglądy gospodarcze. I tu pojawiamy się my – liberalni i światopoglądowo, i gospodarczo.

 

– Ile osób liczy Państwa partia?

– Na pierwsze spotkanie, jeszcze przed pandemią, w styczniu 2020 r., przyszło około 10 osób. Dziś około 80 złożyło deklaracje, wybraliśmy organy, złożyliśmy podpisy do sądu. Około 450 osób działa w naszej młodzieżówce. Nigdy nie miałem aspiracji, by temu ruchowi przewodniczyć, ale tak wyszło i też nie czuję się w tej roli źle.

 

– No i Was internet wyśmiał. Że partie zakładają młode pryszczate chłopaki, kuce w za dużych garniturach…

– Owszem, ale chcę zauważyć, kto głównie za tymi komentarzami stoi. Zwolennicy Konfederacji, którzy przestraszyli się odpływu elektoratu. Całkiem niedawno prezes oddziału ich młodzieżówki wyleciał ze stanowiska za wstawienie tęczy na zdjęciu. My popieramy związki jednopłciowe, dlatego u nas byłoby to nie do pomyślenia.

 

– A jaka była recepcja w innych środowiskach?

– Pojawiło się wiele głosów, że to jeszcze nie moment na partię Libertarianie, że nie jesteśmy gotowi jako społeczeństwo, że najpierw trzeba zbudować struktury, kadry, stowarzyszenia i fundacje. Tyle że już 20 lat temu powstawały podobne ruchy, które nie przekształciły się w partie, i równie dobrze moglibyśmy czekać kolejnych 20 lat. Mamy Instytut Misesa, Centrum Kapitalizmu, Fundację Wolności i Przedsiębiorczości, wszystkie prowadzą działalność edukacyjną, wydawniczą. Nam zdaje się, że to za mało. Że trzeba gdzieś skanalizować energię ludzi, którzy niekoniecznie chcą tylko czytać, jak sprawić, by ich idea była jeszcze bardziej ideowa. Ale tę ideę zamienić w czyn.

 

– To jak Polska za Państwa władzy miałaby wyglądać? Czego jest za dużo, a czego za mało?

– Mówiąc w dużym skrócie, za dużo jest po prostu państwa. Człowiek jest w naszym rozumieniu istotą na tyle rozumną i odpowiedzialną, że jest w stanie kierować własnym życiem. Czy mówimy o seksie, narkotykach, emeryturach – to wszystko chcielibyśmy pozostawić decyzjom jednostek. Skoro uznajemy w ustroju demokratycznym, że ludzie są w stanie na tyle się samostanowić, aby wybierać władzę, to dlaczego nie zejść szczebel niżej i to ludziom powierzyć odpowiedzialność za swoje wybory?

 

– To powinienem móc dać sobie w żyłę czy nie?

– Rozróżniłbym stan idealny od takiego, do jakiego dojść możemy w ciągu, powiedzmy, jednej czy dwóch kadencji. W tej chwili mamy państwową służbę zdrowia, która poniosłaby koszt pana wolności do zażywania narkotyków. Czyli wszyscy składalibyśmy się na pana leczenie.

 

– Ale jeśli zlikwidujecie państwową służbę zdrowia, to już ćpuny będą mogły w spokoju oddać się rozrywce?

– Jestem zwolennikiem stopniowego otwierania się społeczeństw na kolejne, w tym twarde narkotyki. Większość rozsądnych osób takich narkotyków brać nie będzie, a z rynku znikną produkty słabej jakości, zanieczyszczone, a przez to niebezpieczne.

 

– Dojdziecie do władzy i co? W jeden dzień wszystko stanie się legalne?

– Skąd! Nie jest to może najlepsze porównanie, ale społeczeństwa ze swoimi nakazami i zakazami przypominają trochę psa trzymanego na smyczy, wokół którego jest mnóstwo pokus, na które spuszczony by się rzucił. Widać to było doskonale przy krótko obowiązującej ustawie umożliwiającej wycinkę drzew. Wolność trzeba poszerzać stopniowo, czasem być może robiąc krok w tył, ale w naszej ocenie tylko progres jest właściwym kierunkiem.

 

– To jak będzie z seksem homo, posiadaniem broni?

– Wszystko dozwolone.

 

– A aborcja?

– Tu nie zajmujemy jednoznacznego stanowiska, bo bardzo trudno jest wyznaczyć granicę, w której płód zaczyna być człowiekiem.

 

– A co to za różnica?

– Jedni uznają za granicę moment poczęcia, gdy uzyskuje się własny kod genetyczny, inni okres po uzyskaniu świadomości. Nie chcieliśmy dzielić Libertarian na podpartię proaborcyjną, antyaborcyjną itd. Dajemy naszym członkom swobodę.

 

– Ale eutanazję matce będę mógł zrobić?

 

Całość na łamach