Zakop się sam – NIE

Polskie kokosy na nieżywych Niemcach.

 

„Polskie trumny podbiły niemiecki rynek!” – raduje się TVPiS. „Co drugi Niemiec jest chowany lub kremowany w trumnie znad Wisły”. To nie lada gratka, bo co roku idzie do Bozi około 950 tysięcy Niemców.

 

Może polska branża funeralna przetrwa dzięki współpracy z Niemcami. Na razie krwawi. Pandemia nie spowodowała boomu na usługi. Odwrotnie: już w maju 2020 r. zaczął się popłoch. COVID-19 zabiera pojedyncze osoby. Trupów było mniej, bo ludzie zamknięci w domach nie ginęli na drogach. Szpitale działające na pół gwizdka nie tak wydajnie produkowały zmarłych…

Teraz covidowe statystyki idą w górę: 20-30 trupów dziennie. W sumie od początku pandemii 2630 ofiar. Mimo to optymizmu w branży brak.

„Jeśli chorobę masz śmiertelną, wrodzoną lub nabytą, kieruj się na Bytom. Spróbujcie wyciągnąć nogi w weekend…W stałej ofercie: kamienie nagrobne, milowe i nerkowe. Gdybyście mogli się pospieszyć, będziemy zobowiązani” – apeluje na Facebooku Zakład Pogrzebowy A.S. Bytom, biuro podróży, czynne całą dobę. 483 515 użytkowników to lubi. 21 046 obserwuje.

„Szanowni Państwo, mamy zaszczyt ogłosić, że nasz wieloletni dyrektor zarządzający dr Antoni Smykowski otrzymał propozycję objęcia teki Ministra Zdrowia. Dr Smykowski zna dogłębnie problematykę ochrony zdrowia, jak również ma doświadczenie praktyczne z dziedziny patomorfologii”.

Wreszcie minister na miarę czasów. Niestety Zakład Pogrzebowy Bytom istnieje tylko wirtualnie. Chociaż opisywane problemy są realne. Za mała podaż trupów. Te, które są, sprawiają kłopoty i budzą lęk.

 

Na wsiach wciąż żegna się zmarłych w domach. Trup wystrojony w odświętny garnitur i buty. Goście całują w twarz albo chociaż ściskają rękę. I zasiadają na krzesłach za trumną. Ceremonie trwają nawet dobę.

Wyprowadzenie zwłok Ireny z Jasionówki zaplanowano na 9 lipca 2020 r. o 16.00. Z księdzem. Nabożeństwo o 16.10. Chodziło o to, aby zdążył syn mieszkający w Norwegii.

Modły przerwał telefon. Odebrała wnuczka zmarłej.

– Szpital. Proszę natychmiast zamknąć trumnę, wyprosić gości i czekać na kolejne decyzje – usłyszała.

Krótkie wyjaśnienie: – Irena M. była zarażona koronawirusem.

Modlitwa przerwana w pół słowa. Przerażenie. Wyrzuty: – Jak mogliście nas narażać?!

Pospieszne mycie rąk. Ust. Ostatecznie pochówek odbył się bez księdza, bez pokropku, bez rodziny.

W powiecie rozeszła się plotka, że zamknięto zakład pogrzebowy, który świadczył usługę. Bo może zakażać. Właściciel wyjaśniał, że nie jest wielbłądem: „Trzech pracowników miało kontakt z osobą zmarłą, u której w trakcie wystawienia w domu rodzinnym został potwierdzony COVID-19. Przebywają oni na kwarantannie. My i pozostali pracownicy nie mieliśmy kontaktu ani z osobą zmarłą, ani z przebywającymi na kwarantannie. Zakład funkcjonuje bez zmian”.

 

Zasady postępowania ze zmarłymi na choroby zakaźne są jasne. Trupa natychmiast zawinąć w płótno nasycone płynem dezynfekcyjnym, szczelnie zamknąć w trumnie, przetrzeć skrzynię płynem dezynfekcyjnym, wszystko włożyć w foliowy worek z nieprzepuszczalnego tworzywa i prędziutko na cmentarz. Od śmierci do pochówku nie może minąć więcej niż doba.

Wystarczyło dopisać COVID-19 do podpiętej pod przepis listy. PiS zdecydowało inaczej. W kwietniu 2020 r. minister zdrowia wydał specrozporządzenie dotyczące tylko tego choróbska.

Podobno powodem szczególnego potraktowania koronawirusa była obawa, że z powodu wielkiej liczby zgonów nie będzie możliwy pochówek w 24 godziny.

Choć decydujący mógł być szacunek dla polskiej tradycji: długie żegnanie się ze zmarłymi, ich mycie, ubieranie, wyprowadzanie z kaplicy w asyście księdza, msza, pokropek na cmentarzu, różaniec, stypa.

 

Całość na łamach