Zapach ojczyzny – NIE

5 milionów Polaków w końcu drugiej dekady XXI wieku sra za stodołą.

 

Dęcie w patriotyczne trąby… Dmie Jarosław Kaczyński: „Jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości i chce przebudowywać naszą rzeczywistość, żeby była bardziej sprawiedliwa”.

 

Skrzypienie rzeczywistości… Strachówka, wiocha i gmina w powiecie wołomińskim, 65 km na wschód od Warszawy, 7 parafii i niecałe 2,8 tys. dusz w zdecydowanej większości popierających PiS. W ostatnich wyborach prezydenckich Andrzej Duda zdobył tu ponad 75 proc. głosów, a Rafał Trzaskowski niecałe 25 proc. Honorowym obywatelem gminy jest „Jego Świątobliwość Ojciec Święty Jan Paweł II”, który otrzymał ten zaszczytny tytuł „w uznaniu nieocenionych zasług dla Polski i świata”.

Strachówka jest wyjątkowym miejscem na mapie Polski. I to nie za sprawą ekologicznego, czystego terenu, żeremi bobrów, łosi, saren, bocianów, pomników przyrody, a nawet pomnika bohaterów powstania styczniowego – jak zachwala swoje włości wójt Piotr Orzechowski, ale z tego, że ponad 60 procent mieszkańców gminy nie ma kibla ze spłuczką i łazienki. Sra do dziury w ziemi, a myje się w misce.

 

Szacuje się, że jeden cywilizowany człowiek „produkuje” od 150 do 200 litrów ścieków dziennie. Mieszkańcy Strachówki każdego dnia oddają zatem matce naturze 560 tys. litrów ścieków, które trafiają do ziemi i wód gruntowych.

Rząd prezesa Kaczyńskiego, ogłaszając wielki plan modernizacyjny kraju, zapowiedział, że dofinansuje Polakom wymianę starych pieców węglowych, zakup aut elektrycznych, budowę domowych instalacji fotowoltaicznych, a nawet przydomowych oczek wodnych.

Temat braku dostępności suwerena do muszli klozetowej i prysznica nie jest poruszany przez partię rządzącą.

 

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego ok. 1,2 mln gospodarstw domowych w Polsce nie ma łazienki, a ok. 900 tys. kibla ze spłuczką. Załóżmy dla uproszczenia (co zresztą jest prawdopodobne), że w grupie 1,2 mln gospodarstw, które nie mają łazienki, są też te bez kibla. Przyjmując, że na jedno gospodarstwo przypadają 4 osoby (mnożąc 1,2 mln przez 4), daje to 4,8 miliona osób, które „produkują” każdego dnia 960 mln litrów ścieków odprowadzanych wprost do środowiska. Politycy i aktywiści nie alarmują o katastrofie ekologicznej, a nawet epidemiologicznej, która może wybuchnąć w każdej chwili.

Problem dotyczy głównie mieszkańców wsi na terenach województw mazowieckiego, podlaskiego, lubelskiego i świętokrzyskiego, czyli tradycyjnego elektoratu PiS.

 

Koszt budowy szamba to ok. 5 tys. zł (duży atestowany zbiornik wraz z montażem), do tego należy doliczyć ok. 15 tys. zł na budowę skromnej łazienki (muszla ze spłuczką, umywalka i prysznic). Gdyby rząd ogłosił program „Kibel plus” i dał każdej potrzebującej rodzinie dotację w kwocie 20 tys. zł, to ten szczytny cel pochłonąłby 24 mld zł. Mniej niż budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego i tyle samo, co wypłata 13. emerytury przez 3 lata. Efekty byłyby bardziej wymierne niż gigantomania i rozdawnictwo. Ludzie kupowaliby materiały budowlane, do budżetu wpływałby pieniądze z podatków, a Polska dołączyłaby do cywilizowanych państw Europy, gdzie „wynalazek” sprzed 5 tys. lat nie jest luksusem (toalet i łaźni z rozwiniętym systemem kanalizacyjnym używano w starożytnej osadzie Mohendżo-Daro na terenie obecnego Pakistanu).

 

Wydawać by się mogło, że w sprawie wykluczenia sanitarnego milionów Polaków gardłować będą politycy Lewicy. Gdzie tam! Panuje ponadpolityczna zmowa milczenia.

Tylko lubuski poseł SLD Jacek Czerniak (w jego okręgu wyborczym wszyscy posiadają łazienki i muszle klozetowe) interweniował w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie braku kibli, ale tych na przejściach granicznych z Ukrainą, gdzie „podróżni mają bardzo ograniczone możliwości w dostępie do publicznych szaletów i łazienek, a te, które funkcjonują dotychczas charakteryzują się niską jakością i wszechobecnym odorem, powodującym częstokroć odruchy wymiotne”, zaś „ciąg pasa drogi krajowej nr 74 wykorzystywany jest jako obszar »nieformalnych ustępów«”. Minister Mariusz Kamiński odpowiedział, że ma to w… dupie. Od gównianych spraw są wojewodowie.