Znoblowani – NIE

Oszuści, zboczeńcy, donosiciele, polakożercy.

Olga Tokarczuk dostała, jak wiadomo, literacką Nagrodę Nobla, bo światowe lewactwo chciało wpłynąć na wyniki wyborów parlamentarnych w Polsce. Nie udało się. PiS wybory wygrało. W komentarzach podnoszono, że nagroda niegdyś była prestiżowa, a w ostatnich latach jej znaczenie upadło, czego najdobitniejszym przykładem jest właśnie Tokarczuk, „babsztyl”, którego „narracja wbija się w aktualną nagonkę na Polskę”. Inni patrioci uważają, że nagroda ta nigdy nie miała należytego prestiżu, a żaden z nagrodzonych Nagrodą Nobla Polaków na nią nie zasłużył, gdyż każdy urągał albo polskości, albo wartościom, albo jednemu i drugiemu. Tokarczuk na tle poprzedników wypada niewinnie.

 

Maria Skłodowska-Curie. Prasa francuska pisała o niej: „Cudzoziemka, Żydówka i złodziejka mężów”. Żydówką Skłodowska nie była, ale „złodziejką mężów” jak najbardziej. Głośny i skandaliczny był jej romans z Paulem Langevinem, człowiekiem żonatym, ojcem czworga dzieci. Gdy gazety w słusznym oburzeniu opublikowały korespondencję Skłodowskiej z jej kochankiem, Langevin wyzwał na pojedynek jednego z redaktorów. Przed domem Skłodowskiej zbierali się oburzeni mieszkańcy Paryża z żądaniem, aby natychmiast opuściła Francję. Leciały obelgi i kamienie. Gdy Komitet Noblowski subtelnie starał się zniechęcić ją do przyjazdu do Sztokholmu po odbiór drugiego Nobla – właśnie ze względu na skandaliczne i niemoralne prowadzenie – bezczelnie się odszczekiwała: „Nagroda została przyznana za odkrycie radu i polonu. Uważam, że nie ma związku pomiędzy moją pracą zawodową a realiami życia prywatnego”. Gdy w 1912 r. do Paryża przyjechała delegacja patriotów na czele z Henrykiem Sienkiewiczem – wówczas także już noblistą – i prosiła ją o powrót do Polski, odmówiła, wykręcając się stanem zdrowia. Wiadomo, że paluszek i główka to szkolna wymówka. Zdeklarowana ateistka i feministka. I cyklistka. Tylko o jej przynależności do loży Wielki Wschód Francji nic nie wiadomo, ale coś mogło być. Taka Magdalena Środa, albo gorsza.

 

Henryk Sienkiewicz. Wbrew przekonaniom prawicy niezły był z niego miglanc. Uchodzi za Polaka i szlachcica, a naprawdę po mieczu był Tatarem, a po kądzieli Litwinem. Dlatego używał pseudonimu Litwos, a nie Polos. W tym podobny był do Miłosza. To, że pisał „dla pokrzepienia serc”, także jest wymyśloną legendą. Pisał dla kasy. Przemieszczając się z chorą na gruźlicę pierwszą żoną Marią od sanatorium do sanatorium, potrzebował pieniędzy na leczenie i podróże. Kolejne odcinki Trylogii wysyłał listami do gazet, zapominając nieraz, czym zakończył się poprzedni odcinek. Jego życie – podobnie jak Skłodowskiej-Curie – naznaczone jest skandalami. Gdy owdowiał, ożenił się po raz drugi z młodszą o 27 lat dziewczyną. Różnica wieku prawie taka sama jak między Polańskim a Samanthą Gailey. Młoda żona Sienkiewicza uciekła od niego po trzech tygodniach, a Kościół unieważnił małżeństwo. Zanim ożenił się po raz trzeci – ze swoją kuzynką – uwodził o 30 lat młodszą dziennikarkę, która, ostatecznie opuszczona przez, niego popełniła z rozpaczy samobójstwo. Jego popularność czytelnicza wzięła się stąd, że w PRL obejmowano go szczególnym patronatem państwowym. A to m.in. poprzez mile widzianą w okresie gomułkowskim jego antyniemieckość („Krzyżacy”).

 

Całość na łamach