46 minut umierania – NIE

Krzysztof ma 61 lat. Tak jak jego żona Krystyna. 22 listopada 2021 r. mieli umówione szczepienie na COVID-19: trzecia dawka, przypominająca. Podjeżdżali przed przychodnię w katowickiej dzielnicy Ligota, gdy Krystyna poczuła się źle.

– Ty idź, ja poczekam w aucie – poprosiła męża. – Może innego dnia. Czuję się jakoś tak…

Miał powiedzieć coś o tym, co robi z ludźmi lęk przed strzykawką, ale spojrzał na żonę i wiedział, że jest źle. Twarz jej nagle poszarzała.

– Lewa ręka drętwieje. Ból w klatce piersiowej. Rozchodzi się po całym ciele – skarżyła się. – Poczekajmy, przejdzie…

Pobiegł do przychodni: – Żona. Chyba zawał…

– Sytuacja nagła, więc dzwoń pan na 999. Będzie szybciej niż na 112. Od razu odbierze ratownik medyczny. My nic nie pomożemy – odparła pielęgniarka.

 

Dobiegając do samochodu, wystukiwał numer.

– Pogotowie ratunkowe… – usłyszał męski głos, przez moment więc poczuł ulgę.

Była 15.35.

– Szybko! Przyjedźcie jak najszybciej, żona… To chyba zawał.

– Proszę symptomy… – zaleciła słuchawka.

Opisał stan żony. Nagły, ostry, promieniujący ból w klatce, zaburzenia rytmu serca, nasilona duszność, nudności, zlewne poty.

 

– Nie, to tylko nadmiar tlenu we krwi. Efekt stresu. Zdenerwowała się tym szczepieniem pewnie. Sam pan mówi, że stoicie przed przychodnią. Proszę założyć żonie na usta i nos woreczek foliowy. Niech przez to oddycha…

– To zawał! Potrzebna pomoc lekarska! – krzyknął Krzysztof.

– Proszę się uspokoić. Przejdę przez to z państwem. To z pewnością hiperoksja. Woreczek… Proszę znaleźć woreczek.

 

Krzysztof jest weterynarzem. Słyszał o hiperoksji, ale sądził, że zdarza się podczas terapii tlenowej, nurkowania i w medycynie lotniczej. Tak zresztą wskazuje dostępna wiedza medyczna.

– W takiej sytuacji stresu też się może zdarzyć – uspakajał tamten. – Woreczek…

Krzysztof był pewien, że nie tędy droga. Ale skoro tamten jest pewien? Miał w samochodzie opakowanie maseczek. Wyjął zawartość, zbliżył folię do ust żony.

Z coraz większym trudem łapała oddech.

– To na nic! Przyjedźcie! – dociskał. Może krzyczał. Przeklinał, choć na co dzień nie używa brzydkich słów. Nie pamięta szczegółów rozmowy. Po 13 minutach i 31 sekundach połączenie zostało przerwane.

Żona słabła, o 16.00 Ireneusz znów wykręcił 999.

Odezwał się mężczyzna.

 

Całość na łamach