Płacz katolickich dzieci – NIE

Gej czy mordobijca? Biskup czy krasnal? Istnieje czy nie?

„Święty Mikołaj nie istnieje” – ogłosił włoski biskup Antonio Stagliano z diecezji Noto na Sycylii. Sycylijska mafia nie poczyniła tyle szkód, co katolicki hierarcha tym jednym zdaniem. Bepe Stagliano ogłosił tę złą nowinę podczas mszy dla dzieci, burząc tym światopogląd maleństw zgromadzonych na nabożeństwie. Biskup przyjebał się tymi słowy do rozpowszechnionego w popkulturze wizerunku świętego Mikołaja, spopularyzowanego w reklamach Coca-Coli. Jak rasowy lewicowiec skrytykował politykę wielkich koncernów, które – posługując się chrześcijańską mitologią – zjednują sobie bezwolne masy i nakłaniają do nieumiarkowanej konsumpcji. Stagliano wydedukował, że producent słodkich napojów „wykorzystuje ten wizerunek, by zjednać sobie zaufanie jako ten, który niesie zdrowe wartości”. We włoskich mediach zrobiła się chryja, że biskup odziera dziecięcy świat z marzeń, wygłaszając takie śmiałe tezy. Zamiast pocieszać najmniejsze owieczki, zabawił się w Grincha i odebrał dziatwie magię świąt. Bohater mikołajowej afery broni się tak: „Powiedziałem tylko, że święty Mikołaj nie jest osobą historyczną, jak biskup święty Mikołaj, na którym wzorowano fikcyjną postać”.

***

Ten prawdziwy Mikołaj – powiadają klerykalni Katoni – to był biskup Miry leżącej w dzisiejszej Turcji, a za jego czasów w krainie zwanej Licją. Żył ów świątobliwy mąż na przełomie III i IV w. A tak naprawdę to nie wiadomo, czy w ogóle żył, bo w źródłach historycznych wzmianki o jego pobycie na tym łez padole nie uświadczysz. Początki jego kultu sięgają dopiero VI w. Ale, jak wiadomo, nieistnienie nie jest szczególną przeszkodą, aby zaistnieć w Kościele. Wie o tym sam Pan Bóg, wie także wielu innych świętych, którzy funkcjonują w modlitewnym obiegu, mimo że nigdy się nie zmaterializowali się na Ziemi, np. św. Krzysztof.

Krążą o Mikołaju z Miry legendy rozmaite, a i tradycja wręczania prezentów ma swoją mitologiczną podkładkę. Miał bowiem – podają podania – jeszcze wtedy żywy biskup Mikołaj wroga i prześmiewcę w pewnym kupcu. Starożytny ów przedsiębiorca popadł był w niełaskę boga handlu i w długi. Dobrze prosperujący interes diabli wzięli, a po domu kręciły się 3 panny na wydaniu. Zdesperowany sprzedawca powziął myśl, że sprzeda córki do burdelu, bo nie ma na posagi. Ale przyszły święty Mikołaj nie mógł pozwolić na zbezczeszczenie dziewcząt, niepomny, że to córki prześladowcy. Jął więc podrzucać do domu kupca złoto, żeby się nie musiał nieszczęśnik poważyć na tak dramatyczny krok, jak wystawienie latorośli pod latarnie, zwłaszcza że ich jeszcze wtedy nie było. Zaskoczony pojawiającym się w domu złotem bluźnierca przyfilował Mikołaja wrzucającego drogocenny kruszec przez okno. Zatwardziałe jego serce zmiękło i się nawrócił. Złoto zawsze czyni cuda…

W obiegu jest też inna legenda, rzucająca nieco inne światło na tę dobrotliwą postać. W sprawach fundamentalnych, tzn. dotyczących wiary, miał być biskup Mikołaj bardzo pryncypialny i nieprzejednany. Podczas Soboru Nicejskiego rozsierdził go heretyk Ariusz, który odrzucał naukę o Trójcy Świętej.

Mikołaj tak się wkurzył na wygłaszającego bezeceństwa kolegę biskupa, że wypłacił mu z liścia. Ariusz nie pozostał dłużny, odwinął się i złamał Mikołajowi szczękę. Była to prawdopodobnie pierwsza w historii teologiczna gala MMA.

Znakomitym posunięciem byłoby wskrzeszenie tej tradycji. Pojedynek Jędraszewski vs. papież Franciszek bym najbardziej chciał zobaczyć.

***

Kler nie ustaje w staraniach, aby Mikołaj na powrót zaczął kojarzyć się z Kościołem. Każda impreza mikołajkowa czy bożonarodzeniowa w wydaniu katolickim to obowiązkowo święty Mikołaj w wydaniu prawomyślnym: w szatach biskupich, z pastorałem w ręce. Rozdawca prezentów ubrany jest jak współczesny biskup, którego można kupić w każdym sklepie z biskupami. A że księża nie kłamią tylko, gdy się pomylą, to i nawet w tej na pozór wygranej sprawie muszą fantazjować. Jeśli bowiem przyjąć, że biskup Mikołaj rzeczywiście istniał, to na pewno nie wyglądał jak dzisiejsi polscy biskupi (a na pewno nie był tak gruby). Nosił się raczej na ówczesną modłę bizantyńską. Dzisiejsze katolickie przedstawienia robią z Mikołaja przedstawiciela tradycji zachodniego chrześcijaństwa, tymczasem, jeśli w ogóle, był on reprezentantem Wschodu. Wyglądać mógłby więc raczej jak prawosławny biskup, ale przecież nie wpuszczą Polaki-katoliki kacapa na salony.

 

Całość na łamach