Babę posłał Bóg – NIE

Na rynku zbawienia trwa ostra walka.

Dwie pustelniczki – siostra Bruna od Maryi i siostra Klara od Jezusa Miłosiernego (prywatnie córka i matka) – zostały, jak by powiedziała moja 17-letnia córka, zdissowane przez rzecznika prasowego Archidiecezji Częstochowskiej ks. Mariusza Bakalarza, który stwierdził, że kobiety nie mają prawa nazywać się siostrami i nosić habitów, a ich Pustelnia Matki Bożej Jasnogórskiej to prywatny dom.

Zastanowiło mnie, jakim prawem ktokolwiek może komukolwiek zabraniać nazywania się siostrą i zakazywać wkładania jakiegoś munduru. Skoro nawet grupy rekonstrukcyjne, jakże chwalone przez prawicę, noszą mundury Wehrmachtu, to co komu szkodzi noszenie przez dwie panie habitów.

No i kluczowa sprawa. Skoro zgodziliśmy się na demokrację i kapitalizm (no, może o wdrożenie tego drugiego raczej nas nie pytano), to dlaczego mamy ograniczać wolny rynek idei. Na razie Kościół katolicki w Polsce nie zarejestrował znaku handlowego „Jezus” czy „Matka Boska Jasnogórska”, każdy może więc się nimi posługiwać jak mu się żywnie podoba. Każdy obywatel i obywatelka mają prawo nazywać się katolikami, a jednocześnie czytać „NIE”, nie chodzić do kościoła i nie wpuszczać księdza po kolędzie. Zwie to się potocznie wolnością wyznania i sferą prywatną, do której nikt nie może się wpierdalać.

Oczywiście można się zastanowić, czy Bruna i Klara nie naruszają zasad handlu zbawieniem i wolnej konkurencji, ale UOKiK raczej – na razie, bo za rządów PiS wszystko jest możliwe – nie ma za zadanie wspierać katolickiego monopolu w tej materii. Jak ktoś chce, może wierzyć w Latającego Potwora Spaghetti i nic nikomu do tego.

 

Sakiewka pustelnicy

Nieżyjący już trener Janusz Wójcik przeszedł do historii powiedzeniem, którym zwracał się do działaczy piłkarskich przed meczami reprezentacji narodowej: „Kasa, misiek, kasa!”. Tu tkwi sedno problemu Kościoła z pustelniczkami. Jak doniosła „Wirtualna Polska”, matka z córką zebrały w datkach w zeszłym roku 121 tys. zł.

Biskupi mogą wybaczyć pedofilię (jak mawia Rydzyk: „Kto nie ma pokus?”), gejowskie orgie i trzymanie na plebanii „kuzynki”, z którą proboszcz ma trójkę dzieci, ale kasa musi się zgadzać. Parafrazując Marksa: polski Kościół łatwiej zrezygnowałby z dziewięciu na dziesięć przykazań niż z jednej dziesiątej dochodów. Za te 121 tys. zł biskup częstochowski mógłby kupić sobie lexusa, choć – po prawdzie – w podstawowej wersji.

Hierarchów bolą też dochody siostrzyczek z książek wydawanych przez ich własną Fundację Biskupa Hugona: to na cześć reformatora kościelnego biskupa Hugona z Grenoble czy Kilonii (na stronach sióstr raz jest podane tak, raz tak), fundatora zakonu kartuzów. Nie po to Kościół ma sieć własnych wydawnictw, w pełni kontrolowanych pod względem publikowanych treści i finansów, aby ktoś mu bruździł własnym biznesem.

Niektóre książki siostry Bruny od Maryi Kościół mógłby przełknąć (np. „Teologia internetu”, „Teologia technologii” czy „Rozeznawanie duchowe. Zaplanuj swoje życie z Panem Jezusem”), ale zadrą jest „Kryzys Kościoła w Polsce. Oczami pustelnicy”. To kolejny powód jej kosy z hierarchami. Purpurowi nie trawią wszelkiej krytyki, ale krytyki baby – i to wciąż powtarzającej, jak kocha Maryję i Jezusa – wprost nienawidzą.

 

Całość na łamach