Czyścioszki – NIE

Halloween czy Wszystkich Świętych – co za różnica?

Dowody spotkań z widziadłami można obejrzeć w kościelnym Muzeum Dusz Czyśćcowych w Rzymie. Jego początki sięgają końca XIX w. Wiarygodność eksponatów opiera się na zeznaniach szanowanych świadków oraz oględzinach kościelnych dostojników, naukowe ekspertyzy nie były więc już potrzebne. Co to za pamiątki?

W roku 1789 niejaki Józef Leleux, seksualnie nadpobudliwy alkoholik pochodzenia belgijskiego, przez 11 nocy z rzędu słyszał jęki i pokrzykiwania. Nocy 12. w izdebce zobaczył nieżyjącą od 27 lat matkę. Pani Leleux przekazała synowi, żeby nie tykał już wódki ani żadnej lafiryndy, a zamiast tego chodził do kościoła. Zjawa złapała jeszcze synka za ramię, pozostawiając ślad dłoni na rękawie koszuli nocnej. Ta koszula trafiła do muzeum.

Pod koniec XIX w. we Włoszech żyjącą siostrę Małgorzatę od św. Serca Jezusowego odwiedziła nieżyjąca siostra Maria od św. Alojzego… Co pingwin robił w czyśćcu? Chora na gruźlicę Maria – zamiast z pokorą znosić gorączkę i krwioplucie – modliła się o śmierć. Fakt, że nieboszczka była zakonnicą, został w zaświatach uwzględniony. Siostrzyczka – w drodze wyjątku – żeby prosić o modlitwę, wróciła zza grobu jeszcze tego samego dnia, w którym umarła. Na pamiątkę tego wydarzenia w muzeum jest teraz poduszka z kilkoma brudnymi plamami, czyli odciśniętymi palcami tej Marii od Alojzego.

 

Maria & Alfons

W historii Kościoła znane są jednostki, które odwiedził nie jeden czyśćcowy potępieniec, ale całe stada. Jedną z nich była Maria Simma. Ta pani urodziła się w czasie I wojny światowej w austriackiej wiosce Sonntag i bardzo chciała zostać zakonnicą. Wstępowała do trzech różnych klasztorów. Z każdego przepędzały ją świątobliwe siostrzyczki – nie dość że była biedna, to jeszcze chorowita i nie nadawała się do roboty. Maria zrezygnowała z marzeń o habicie i w ramach rekompensaty postanowiła umrzeć jako dziewica. Zajęła się pracą na rzecz Kościoła i ojcowską chałupinką, aż do czasu odwiedzin pierwszej czyśćcowej zjawy.

Pewnej nocy Maria zobaczyła mężczyznę! Wyskoczyła z łóżka, żeby go złapać, ale się rozpłynął. O wszystkim opowiedziała proboszczowi, który doradził, że należy zapytać zjawę: „Czego chcesz?”. Następnej nocy facet-widziadło znów się objawił i na tak postawione pytanie zażądał zamówienia trzech mszy. Od tamtej pory – na ponad pół wieku – Simma stała się oficjalną czyśćcową pośredniczką.

Austriaczka przez cały czas pozostawała pod opieką proboszcza Alfonsa Matta, który na bieżąco informował biskupów o tym, co się jego parafiance objawiło. Ich duchowa współpraca trwała aż do roku 1974, kiedy to księdzu się zeszło. Przez ten czas dusze czyśćcowe wyznały m.in., że marzą o nowym kościele w Sonntag. Budową – z hojną pomocą parafian – zajął się dobrodziej Alfons. Wystrój, a nawet ekipę budującą wybrała sama Matka Boska.

Wspólnymi siłami Maria i Alfons wydali też książkę „Moje spotkania z duszami czyśćcowymi”, która doczekała się licznych wydań na liczne języki.

Simma została lokalną celebrytką. Dawała nawet publiczne występy. Gospodynie z Sonntag zapraszały ją na noc do domu – zwłaszcza gdy byli tam wczasowicze. Nikt żadnej zjawy nie widział, ale widok nawiedzonej damy, która przekonująco dyskutowała z powietrzem, także dostarczał niezapomnianych emocji. Maria za popisy chętnie przyjmowała datki, które trafiały do „skarbonki dusz czyśćcowych”.

 

JUSTYNA CIEŚLAK

(Całość na łamach)