Duda do Lewego – NIE

Mieć wszystko w dupie – najwyższe prawo obywatelskie.

 

Najsilniejszą grupą wyborców w tym kraju, ludźmi o najbardziej donośnym głosie i kluczowym wpływie, są nie zwolennicy PiS czy PO, miłośnicy Hołowni albo zakochani w chłopstwie z PSL. Potęgą nad inne potęgi są ci, którzy politykę mają najzwyczajniej w dupie.

Świadczy o tym królowa nauk – matematyka. W wyborach parlamentarnych w 2019 r. udział wzięło 61,74 procent uprawnionych do głosowania. 43,59 procent z nich zagłosowało na Prawo i Sprawiedliwość. Partia ta otrzymała łącznie 8 051 935 głosów. Ci, którzy na wybory nie poszli, stanowili 38,26 procent ogółu. Czyli w liczbach bezwzględnych – a uprawnionych do głosowania jest około 30 milionów Polaków – dysponowali siłą 11 478 000 potencjalnych głosów. Taka masa ludzi mogłaby zrobić z Kaczyńskiego wiatrak. Mogłaby, ale nie chce. I takie jej święte prawo. (…)

 

W tej samej konstytucji, w dziale o obowiązkach obywatelskich zapisano dość naiwny zbiór banałów. To, co wiemy na pewno, to fakt, że obowiązkowe jest chodzenie do szkoły do 18. roku życia i płacenie podatków.

Literalnie wpisany w ustawie zasadniczej obowiązek przestrzegania prawa, obrony ojczyzny, wierności Rzeczpospolitej Polskiej oraz troska o środowisko i dobro wspólne są pojęciami bardzo ulotnymi.

Czy wyjazd na urlop za granicę jest niedochowaniem Polsce wierności? A płacenie podatków w Anglii to zdrada?

Urodzenie się Polakiem to już wystarczające nieszczęście, aby sobie jeszcze nieszczęść dokładać. Człowiek może zupełnie nie interesować się polityką i całe życie leżeć w trawie i patrzeć w chmury. Spotka się oczywiście za to z ostracyzmem społecznym i nieprzyjemnościami ze strony różnych urzędów, ale w wolnym kraju – i wśród przepisów składających się głównie z zakazów, a nie nakazów – wyegzekwowanie nawet najbardziej podstawowego zainteresowania się polityką jest skazane na porażkę. Troski o dobro wspólne nie reguluje ustawa czy rozporządzenie. Za brak starań nie ma sankcji karnych.

Polityka jest ponadto sferą wtórną wobec życia. I choć już w czasach prehistorycznych, wraz z pierwszymi próbami organizacji władzy w plemionach nasi przodkowie mieli do czynienia z polityką, tak wtedy, jak dziś nie można odbierać nikomu prawa do zajmowania się wyłącznie swoimi sprawami.

 

Przymuszanie innych do zainteresowania się sprawowaniem władzy ma w sobie coś z klasizmu. Po pierwsze zakładamy, że inny człowiek – być może walczący o fizyczne przetrwanie, np. o zaspokojenie głodu – jest w tej samej luksusowej pozycji, co my, i ma czas albo środki do tego, aby interesować się polityką. Nałogowe oglądanie TVN 24 nie zapewnia na razie pełnego brzucha.

Mierzenie ludzi niezainteresowanych polityką swoją miarą jest wielkim wyrazem pogardy. Owszem, istnieją zamożni próżniacy, którzy nie interesują się niczym – ale takie też ich święte prawo.

Dawnymi czasy politykowanie było zarezerwowane dla elit, grup żyjących kosztem społecznych dołów, zmuszonych do dzielenia się owocami pracy fizycznej za – często bardzo złudne – zapewnienie rzekomego bezpieczeństwa.

O całej tej sprawie bym nie pisał, gdyby nie przetaczające się wśród publicystów liberalnych głosy oburzenia na to, że Robert Lewandowski przyjął w miniony poniedziałek Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. W ocenie komentatorów powinien odmówić Dudzie obwieszenia siebie blachą na sznurku. Piłkarz kopany jako najpopularniejszy obecnie Polak w świecie siłą rzeczy ma być uwikłany w politykę. Odmowa przyjęcia odznaczenia jest bowiem gestem politycznym, tak samo jak nadstawienie do niego łba. Czy więc Lewandowski głowie państwa by odmówił, czy nie, uraziłby znaczną grupę rozpolitykowanych obserwatorów.

Tymczasem świętym prawem Lewandowskiego, tak jak milionów innych Polaków, jest prawo do posiadania polityki w dupie. Skoro Duda chce dać gościowi blachę, to on ma prawo ją przyjąć. Może nawet nie odróżniać prezydenta od premiera i Sejmu od Senatu. Mieć gdzieś, czy rządzi PiS, czy Platforma, papież albo król. Czy Polska jest pod rozbiorami, czy w Unii Europejskiej. Interesować się tylko wkopaniem piłki do bramki.

 

Całość na łamach