e-swąd – NIE

W Polsce dziesiątki tysięcy ludzi ścigane są nielegalnie łowców długów przy współudziale sądów i akceptacji instytucji państwa.

Przystępując do pracy nad artykułem, w wyszukiwarce Google wpisałem „sąd elektroniczny Lublin”. Po czym zdębiałem, ponieważ na pierwszym miejscu wyników wyskoczyła mi następująca informacja czy może raczej reklama: „Złóż pozew online. Adwokat przeprowadzi postępowanie. Dłużnik ponosi wszystkie koszty. Darmowa giełda długów”.

Po wejściu na stronę www.sądinternetowy.pl wcale nie trafia się do sądu. Pojawiają się buźki pani radczyni z Lublina oraz pani radczyni z Krakowa. Poniżej zachęta dla tych, którzy zechcieliby się zająć handlem długami Polaków. 83 mln zł – to ma być łączna kwota należności, które ściągają z nas elektroniczny sąd w Lublinie i inne sądy cywilne. I kolejna liczba – 12,5 tys. To ma być łączna liczba spraw (stan bieżący) prowadzonych przez sąd elektroniczny i inne sądy.

Możemy zapoznać się z długami, które ktoś chce sprzedać. Apteka pana Łukasza z Pruszkowa ma np. zapłacić 787,74 zł. Jest już prawomocny nakaz zapłaty wystawiony 3 stycznia 2020 r.

Agnieszka z Warszawy musi zabulić 836,39 zł. Arkadiusz z Oleśnicy ma do oddania 367,14 zł. Nakaz wystawiono 20 stycznia 2020 r.

Tak niskie kwoty nie rajcują cię? Proszę bardzo. Możesz więc nabyć dług pana Łukasza, sadownika z Goźlina Górnego. Wisi komuś 109 tys. zł. Nakaz wystawiony został w połowie stycznia.

To pokazuje, jak bardzo zmieniła się Polska od roku 1989. Długami handluje się jak jabłkami na targowisku. W internecie hulają imiona i nazwiska dłużników, obok podane są miejscowości, z których pochodzą. W wielu przypadkach również inne dane, pozwalające bliżej zidentyfikować człowieka.

Windykacja to w Polsce nie tylko intratny biznes, lecz sektor gospodarki. I to taki, który znawcy określają mianem „stabilnego”. Według analizy opublikowanej przez „Gazetę Finansową”, branża ściągania długów „intensywnie się rozwija”.

 

W trosce o interes firm windykacyjnych 1 stycznia 2010 r. powstał tzw. e-sąd. Ma on w trybie uproszczonym rozpatrywać pozwy o zapłatę wierzytelności. W ciągu 10 lat działalności dostarczył niżej podpisanemu i wielu innym dziennikarzom mnóstwa materiału do artykułów o krzywdzie ludzkiej, chciwości łowców długów i obojętności na los ludzki osób orzekających o tym losie.

Historia jedna z wielu. Rencista z Katowic od komornika dowiedział się, że ma dług wynoszący 4 tys. zł. Komornik zajął jego rentę. Zdaniem sądu elektronicznego w Lublinie mężczyzna nie spłacił pożyczki, którą kiedyś zaciągnął w Banku AIG.

Gdyby rencista nie miał dokumentów sprzed lat, komornik zabrałby mu pieniądze. Ale rencista trzymał w szafie wszystkie związane z pożyczką dokumenty, w tym również dowody, że spłacił wszystkie raty w wyznaczonych terminach.

Z niewiadomego powodu bank jednak przekazał dane rencisty firmie o długiej nazwie: – Prokura Wierzytelności Niestandaryzowany Sekurytyzacyjny Fundusz Inwestycyjny Zamknięty w Gdańsku. Ta skierowała wniosek o wydanie nakazu zapłaty do e-sądu i otrzymała go.

E-sąd znajduje się w Lublinie. Jego oficjalna nazwa to Wydział VI Cywilny Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Po 10 latach i milionach przerobionych spraw (w tym takich jak przypadek rencisty z Katowic) skład e-sądu to zaledwie ośmiu sędziów. A tak naprawdę mniej, gdyż jeden został delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości, jeden jest przewodniczącym wydziału, jeden jego zastępcą, a dwie osoby w tym wydziale mają 3/4 etatu.

Sędziowie w tej liczbie nie poradziliby sobie z wydawaniem orzeczeń. Nawet gdyby każdej sprawie poświęcali niewiele ponad sekundę. Dlatego do pomocy mają kilkudziesięciu referendarzy.

 

Całość na łamach