Karetkarze dają w rurę – NIE

Zawał? Sam się, kurwa, ratuj. Albo dzwoń po Niedzielskiego.

Jeśli umarło ci na rękach dziecko albo w aucie po wypadku zastałeś fragmenty ludzi, którzy chwilę wcześniej byli 4-osobową rodziną, wracasz do bazy i pracujesz do końca zmiany. Dyspozytor nawet gdyby chciał, nie zdejmie takiego zespołu. Nie ma do tego ani narzędzi prawnych, ani zasobów personalnych.

Ratownicy to najliczniejsza grupa spośród zawodów medycznych, która potrzebuje pomocy psychiatrów. Systemowo przewidzianej pomocy dla nich nie ma. A to są właśni ci, którzy przyjeżdżają karetką do wypadków i nagłych, poważnych zachorowań. Chcielibyście, aby przyjeżdżał do was z pomocą frustrat?

Od kilku miesięcy trwa w różnej formie ich protest. W Warszawie ciągle funkcjonuje tzw. białe miasteczko. Adam Niedzielski, minister zdrowia, uważa, że medycy otrzymali „bardzo dobrą” ofertę porozumienia, ale ją odrzucili. I że drugiej takiej oferty nie otrzymają. Bogna Janke z Kancelarii Prezydenta Dudy uznała, że protest ma „charakter polityczny”.

Ratownicy medyczni od sześciu lat sygnalizowali, że jeśli nie nastąpią zmiany w systemie, wymrą oni albo ich profesja. Ratowanie zdrowia i życia na pierwszej linii frontu brzmi bohatersko i romantycznie, w praktyce to ciężki zapierdol fizyczny i spore obciążenie psychiczne: wszelkiej maści wypadki, wyjazdy do pacjentów onkologicznych w terminalnym stadium choroby, wizyty w melinach, gdzie podczas próby udzielenia pomocy pacjentowi po maratonie używkowym grozi wpierdol od współimprezowiczów, czy w końcu pomoc ludziom, od których odwróciło się społeczeństwo, bo larwy w ranach i smród budzą obrzydzenie.

Efekt wystąpień Niedzielskiego i Janke będzie taki, że się ratownicy pozwalniają w pizdu i po prostu karetka do nikogo nie wyjedzie. Czy do wypadku, czy do udaru czy do zawału. Koniec. Kropka. Amen.

***

W połowie czerwca prezydent, który wszystko podpisuje, a nie zawsze wie co, podpisał ustawę o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Brzmi nudno, ale wprowadza chaos. Ratownicy medyczni w ramach ustalania nowej ustawowej siatki płac zostali zakwalifikowani do grupy „inne zawody medyczne”, wskutek czego ich pensje zamiast wzrosnąć jeszcze spadną.

Od tego czasu ratownicy zaczęli masowo korzystać ze zwolnień lekarskich, w wyniku czego dochodziło do zamknięć SOR-ów w wielu szpitalach, czyli pierwszych miejsc kontaktów pacjenta ze szpitalem w nagłych wypadkach (niekiedy czeka się w takim miejscu kilkanaście godzin), a z powodu braku obsady nie wyjeżdżały karetki. Na biurka dyrektorów zaczęły spływać masowe wypowiedzenia umów i kontraktów.

Z tygodnia na tydzień lista miast i miasteczek, w których zabrakło personelu, wydłuża się. W mediach rzekomo wolnych i niezależnych cisza, wieści o ratownikach, którzy wreszcie postanowili zadbać o swoje zdrowie, roznosiły się w internecie poprzez popularne fanpage poświęcone medycynie ratunkowej.

 

Całość na łamach