Mazurek Szumowskiego – NIE

Uważajcie, z kim pijecie.

 

Najgłośniejszym wydarzeniem ostatniego tygodnia jest bez wątpienia afera, jaka wybuchła po urodzinach dziennikarza Roberta Mazurka. „Fakt” opublikował zdjęcia z imprezy, na której obok siebie bawili się m.in. Borys Budka, Łukasz Szumowski, Marek Suski, Sławomir Neumann, Michał Dworczyk, Władysław Kosiniak-Kamysz, Tomasz Siemoniak, Marek Dyduch czy Piotr Gliński. Czyli z jednej strony totalna opozycja i mordercy Lecha Kaczyńskiego, a z drugiej niszczyciele demokracji, wyprowadzający właśnie Polskę z Unii Europejskiej.

Tak się nieszczęśliwie składa, że sam miałem być na tej imprezie obecny. Nie zaprosił mnie – śmiecia z parszywego „NIE” – oczywiście jubilat, który współzakładał przecież „Frondę”, pisywał w „Uważam Rze” czy w „Sieciach” u Karnowskich. Miałem iść jako osoba towarzysząca kogoś wyżej postawionego, na dowód czego załączam zaproszenie:

(skan zaproszenia)

Po krótkim namyśle uznałem, że skoro Mazurek chce uczcić 50. urodziny, to nie będę mu się na nie wpierdalał, żeby puszczać bąki – tym bardziej, że usadzić mógł mnie po złości gdzieś w ciemnej sali między Bronisławem Wildsteinem i Tomaszem Terlikowskim.

Popełniłem tym samym strategiczny błąd, który tłumaczyć może też polityków. Zapraszany nie wie bowiem niemal nigdy, kto jeszcze zjawi się na imprezie i jaki będzie jej rozmach. Zasady savoir vivre’u zabraniają nawet pytania, kogo jeszcze na popijawie można się spodziewać. Czy gdyby Mazurek zaprosił Mariusza Trynkiewicza, Harveya Weinsteina, Jacka Jaworka i Billa Cosby’ego, to sfotografowany na ich tle minister powinien podać się do dymisji? Na którym etapie nastąpić powinien strategiczny odwrót opozycji? Gdy Budka dostrzegł rudy łeb Szumowskiego? Przed złożeniem Mazurkowi życzeń? Zaraz po?

***

Polityk tym oczywiście różni się od takiego jak ja frajerzyny, że prędzej poniesie konsekwencje zrobienia sobie zdjęcia nie z tym, z kim trzeba. Na oplecionym groźną muzyką pokazie slajdów na stronie „Faktu” widać, że politycy bawili się zasadniczo we własnych podgrupach – pisowcy osobno i opozycja osobno. Marek Dyduch z Lewicy stał zaś sam pod drzewem, poprawiając portki. Wyjątkiem jest zdjęcie, na którym obok jubilata stoją jednocześnie Sławomir Neumann z PO i Łukasz Szumowski z PiS.

Od początku istnienia fotografii problem z nią jest taki, że niekoniecznie oddaje całościowy obraz sytuacji. Sam mam zdjęcia, na których wesoły ściskam grabę Morawieckiemu i Sakiewiczowi. Czy przez to ich mniej nie lubię? Wręcz przeciwnie! W siedzibie kancelarii premiera miałem kiedyś okazję uciąć sobie pogawędkę z Markiem Suskim. On mnie obrażał i ja jego, ale obaj się przy tym uśmiechaliśmy. Na zdjęciu wyglądałoby to jednak, jakbym mu robił laskę.

Problem zrobienia sobie fotografii nie z tym, z kim trzeba, przerabiali chyba wszyscy ważniejsi politycy. W 1997 r. prezydentowi Kwaśniewskiemu zarzucono zażyłą znajomość z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem. Na dowód pisząca o tym gazeta „Życie” przedstawiała zdjęcia, na których w grupie stali i Kwach, i Ałganow, i Leszek Miller. Sąd po latach przyznał rację Kwaśniewskiemu, który odcinał się od parszywego kumpelstwa ze szpionem. W 2019 r. Beata Szydło i Antoni Macierewicz po wichurze na Pomorzu cyknęli sobie fotkę z gangsterami z Gdańska, w tym z Olgierdem L., pseudonim Olo. I też musieli się tłumaczyć, że nie są częścią jego gangu.

Wbrew pozorom problemem może być nie tylko zdjęcie z niewłaściwą osobą, ale mina, którą uchwycono. „Gazeta Polska” od lat przy okazji rocznic Smoleńska wałkuje tę samą fotę Tuska z Putinem, na którym nasz premier, stojąc w błocie, wygląda jak kabareciarz opowiadający Putinowi kawał o dopiero co rozbitym samolocie.

Warto więc pamiętać o gradacji dowodów na czyjeś niecne zachowania: zdjęcie to dopiero przyczynek i najłatwiejsze pole do manipulacji. Gruby kaliber stanowią nagrania dźwiękowe, a najlepiej wideo.

***

O ile można wytłumaczyć się z zarzutu posiadania zdjęcia z kimś niewłaściwym, o tyle politykom trudniej przyszło wyjaśnianie, czemu zamiast być w piątek wieczorem w Sejmie i słuchać sprawozdania z działalności Najwyższej Izby Kontroli w 2020 r. wraz z opinią komisji, oni gromadnie pomaszerowali na ochlaj. Marian Banaś w istocie gadał niemal do pustej sali, na której znajdowało się tylko kilkunastu posłów. Tradycją starą jak parlamentaryzm jest to, że siedzi się na dupie tylko wtedy, gdy trzeba i warto. Większość polityków kładzie lachę na nudne debaty, na których nie będzie można zaistnieć; i nie ma się co dziwić, że w piątek wieczorem – skoro mogą – to wolą być gdzie indziej. „Fakt” podszedł jednak polityków bardzo sprytnie i spytał ich o usprawiedliwienie przed publikacją zdjęć z urodzin.

Wszyscy tłumaczyli się jak durnie. Borys Budka wyjaśniał swą nieobecność pracami związanymi z przygotowaniem konwencji wspólnie z Neumannem i Siemoniakiem, Suski zasłaniał się innymi obowiązkami, a Cymański „zapoznał się już ze wszystkim opiniami”. Wszystkich przebił jednak Kosiniak-Kamysz: „Tego dnia miałem inne zadania, kilkukrotnie zabierałem głos, musiałem doprowadzić do porządku posła Brauna. Poza tym jedna osoba nie może zajmować się wszystkim”.

 

Całość na łamach