Mesjasz idzie na drzewo – NIE

Nie taki diabeł straszny, jak go księża malują.

Jezus z Nazaretu (po tym, jak żołdacy przybili go do krzyża): „Ojcze przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. 

Bogdan z Gniezna (po tym, jak sam siebie przybił do drzewa): „Jak chcecie chronić starych ludzi, jeśli nie potraficie chronić starych drzew?”.

Wniosek: czas płynie, a przybici wciąż są w podłym nastroju.

***

64–letni Bogdan Bentyn, niegdyś aktor filmowy, a dziś tynkarz, krzyżowego samogwałtu dopuścił się w Wielki Piątek.  „Gazeta Polska Codziennie” uznała, że nie przypadkiem, podkreślając, iż  „lewicowi aktywiści szokują coraz bardziej” i prokurator zamiast umyć ręce, zapewne je zatarł. Ale lewicowość Bentyna wcale nie jest oczywista.

W czasach Jezusa o utrwalaniu wydarzeń za pomocą urządzeń rejestrujących dźwięk i obraz nie było mowy i skutek jest taki, że na YouTube nie znajdziemy relacji z ukrzyżowania ani zmartwychwstania, nie pozostaje zatem nic innego jak spuścić się na ewangelistów. Młodszy o ponad 2 tysiące lat Bentyn swój wyczyn sfilmował, co ma zarówno plusy dodatnie, jak i ujemne.

Trwający ponad 5 minut film składa się z dwóch części. Pierwsza to wiosenna sielanka, wyrażona za pomocą kurki wodnej spacerującej w towarzystwie perkoza i kaczki krzyżówki. Atmosferę beztroski wzmacnia ptasi śpiew, poza tym słychać jeno szum wiatru. Idylla kończy się w drugiej minucie, kiedy to na scenie pojawia się reprezentant gatunku homo sapiens. Mężczyzna jest raczej niskiego wzrostu, ale dzierży gwóźdź i młot słusznych rozmiarów. Bentyn, bo on to jest, jak nietrudno się domyślić,  bez wstępów lewą dłoń przykłada do drzewa i młotem wbija przytrzymywany przez niezidentyfikowanego apostoła gwóźdź. Plus ujemny jest taki, że kamera nie kłamie, a Bentyn owszem, przez chwilę rytualnie sapie i pojękuje, strojąc miny charakterystyczne dla ukrzyżowanego, ale wnet wypada z roli cierpiącego za miliony mesjasza i w tonacji „poproszę kilogram kaszanki”  wygłasza kawałek następujący:  „Nie zgadzam się na wycięcie 781 drzew. Jak wy chcecie chronić starych ludzi, jak nie potraficie ochronić starych drzew? Nie wierzcie urzędnikom, którzy chcą wyciąć 781 drzew dla waszego dobra, dla naszego dobra”.

Tym samym  wywołał podejrzenie, że przebywanie na krzyżu nie jest aż tak nieprzyjemne, żeby Polakom i nacjom gorszego sortu  zapewnić zbawienie, co w oczywisty sposób podkopuje fundament państwa polskiego. Zwłaszcza że Bentyn po wygłoszeniu swej kwestii najspokojniej w świecie dobywa młot i kontynuuje samoprzybijanie, co definitywnie wskazuje na to, że nie taki diabeł straszny, jak go księża malują.

***

Bentyn przybił się do drzewa, aby zaprotestować przeciwko wycince blisko ośmiset drzew na Wenei, dzielnicy Gniezna położonej nad jeziorem Jelonek. Wycinka została zaplanowana przez władze miejskie, pierwszą stolicą Polski włada PO do spóły z lewicą, trudno więc połknąć tezę, że czyn był dziełem lewicowego aktywisty i bluźniercy. Bentyn podkreśla, iż nie ma za sobą politycznego zaplecza, nie stoi za nim żadne stowarzyszenie, działa w pojedynkę, i to nie z pobudek ideologicznych, ale wyłącznie dlatego, że nie może pogodzić się z decyzją władz. Przyznaje, że forma protestu była ostra, ale twierdzi, iż adekwatna, bo dotychczas ratusz liczne prośby i błagania o wstrzymanie rzezi drzewostanu zbywał milczeniem.

Tymczasem urząd miejski zaraz po świętowaniu zmartwychwstania Jezusa i 3 dni po samoukrzyżowaniu Bentyna ogłosił, że wycinka drzew zostaje wstrzymana. Oficjalnie ze względu na konieczność uzyskania dodatkowej opinii z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu. Nieoficjalnie: o wyczynie Bentyna zrobiło się zbyt głośno, aby można go zignorować.

Choć magistrat przysięga, że  decyzja o wstrzymaniu wycinki z przybiciem się do drzewa nie miała nic wspólnego, tłumacząc, iż „mieszkaniec Gniezna skorzystał z konstytucyjnego prawa do wyrażenia poglądów i mimo iż forma była dość radykalna, to nie jest to powód, by z jego poglądami zgodziły się władze miasta”.

 

Całość na łamach