Przeminęło z wiadrem – NIE

Czeskie łapy precz od polskich macic.

 

Z zeznań Justyny K.: „Nie wiedziałam, że jestem w ciąży. Usiadłam na wiadrze do załatwiania się, bo czułam parcie na stolec. Matka zaparzyła mi rumianek, jak siedziałam na tym wiadrze, to wypiłam dwa kubki. Czułam jakieś skurcze. Jak te skurcze ustąpiły, nie słyszałam krzyków czy płaczu dziecka i pomyślałam, że się wypróżniłam. Wstałam z wiadra. W środku było pełno krwi, dziecka na początku nie widziałam, ale mama powiedziała »plum i dziecko w wiaderku«”.

Z opinii biegłego: „Przyczyną śmierci noworodka było utonięcie. Podczas tonięcia noworodek musiał wykazywać wyraźne, niemożliwe do przeoczenia reakcje życiowe, zarówno o charakterze ruchowym, jak i akustycznym”.

Z listu chargé d’affaires Ambasady Rzeczpospolitej Polskiej do ministra zdrowia Republiki Czeskiej: „Jeśli propozycje legislacyjne dotyczące legalizacji komercyjnej turystyki aborcyjnej są uzasadniane zamiarem obejścia polskiego ustawodawstwa chroniącego nienarodzone życie ludzkie, to uważamy je za niefortunne i godzące w stosunki czesko-polskie”.

 

Chata z kraja

Wioska w powiecie lubelskim. Według lumpenliberałów i targowiczan serce Polski B. Według patriotów z Prawa i Sprawiedliwości to Polska A, bo pekaesy kursują, a miejscowy lud wierny wierze ojców, nie rozwodzi się, nie pedali i głosuje jak przykazał ksiądz. Wśród 120 dusz 23-letnia Justyna K. Justyna mieszka w chałupie na skraju wsi z matką, młodszą siostrą oraz konkubentem. Konkubent powłóczy nogą, ale ma rentę, stały dochód czyni z niego świetną partię; co tu kryć – o kulawym renciście marzą wszystkie okoliczne panny. Szczęście ma ta Justyna, bo w chałupie na skraju wszyscy bezrobotni i żeby nie zasiłki z pomocy społecznej, to chyba by z głodu pozdychali.

Chałupa składa się z dwóch izb, jedna robi za pokój, druga za kuchnię. W pokoju mieszka Justyna z Pawłem. W kuchni Krystyna i Renata K. – matka i siostra Justyny. Stojące na ganku wiadro robi za toaletę.

Justyna i Paweł współżyją. Kondomów i innych wrogich cywilizacji życia środków nie stosują.

 

Grzech widać

Justyna nie miesiączkuje, ale nie sądzi, że to z powodu ciąży, chyba Paweł przedtem rąk nie umył, bo piecze ją pochwa i ma upławy i przez tę chorobę miesiączka się spóźnia.

Justyna jedzie do ginekologa. Ginekolog stwierdza infekcję, wypisuje receptę na lek przeciwzapalny i proponuje tabletki antykoncepcyjne. Justyna nie chce pigułek, gdyż choć jest młodą matką-Polką, to cywilizacją śmierci brzydzi się okrutnie.

Justyna tyje. Zaciążyła i żeby bebech ukryć, owija się bandażami, ale grzech i tak widać – plotkuje wioska. Plotka dociera do opieki społecznej. Opieka przeprowadza wywiad środowiskowy. „Zapytana o to, czy jest w ciąży, Justyna K. stanowczo zaprzecza” – notuje pracownik socjalny.

Plotki nie słabną. Opieka przeprowadza drugi wywiad środowiskowy. „Matka Justyny K. twierdzi, że córka nie jest w ciąży, a wioska ją o to posądza, bo chce ją oczernić i poniżyć” – stwierdza pracownik socjalny. Plotki nie słabną. Dyrektor OPS-u rozmawia z Justyną i matką. Mówi, że w razie ciąży obie mogą liczyć na pomoc. Kobiety są oburzone, bo bez ślubu zaciąża tylko miastowa kurwa.

W nocy noworodek płci męskiej tonie w fekaliach.

 

Robi się słabo

Krystyna K. budzi Pawła B. Dzwoń na pogotowie, Justyna urodziła, informuje. Paweł dzwoni. Przyjeżdża karetka, lekarz pyta Justynę, co zaszło. Justyna wyjaśnia, że nie wiedziała, że jest w ciąży, ale znienacka urodziła. Medyk chce poznać szczegóły, ale Justynie robi się słabo. Lekarz dostrzega w wiadrze noworodka. Dlaczego nikt nie wyciągnął dziecka z gówien, pyta, lecz odpowiedź nie pada. Wyciąga dziecko z wiadra. Bada. Stwierdza zgon.

Martwe niemowlę wraz z częścią pępowiny i fragmentami łożyska trafia do karetki. Leży obok matki. Karetka z matką i trupem dzieckiem jedzie do szpitala. Lekarz powiadamia policję.

 

Całość na łamach