Sutanny wchodzą do internetu – NIE

Paradoks Kościoła: zamknięty jest otwarty, a otwarty zamknięty.

 

Nieoczekiwana sytuacja, która objęła także rynek usług religijnych, odświeżyła dawny podział Kościoła w Polsce. Odżyły animozje postępowców i konserwatystów. Tylko dlatego, że nie mogą się zbyt często spotykać, nie leją się po mordach. Oblewają się za to kubłami wody święconej przez internet.

 

Łódź w sieci

Część kleru, którą uważa się za postępową (w ramach zacofanego systemu), nazywało się dawnej „Kościołem otwartym”. Dziś ci ludzie są zwolennikami zamknięcia – świątyń. O ich otwartości i zrozumieniu wyzwań współczesności świadczyć ma to, że radzi byliby pozamykać świątynie na cztery spusty, a z owieczkami kontaktować się tylko za pośrednictwem internetu. Najwyższy stopniem krzewiciel mszy online to metropolita łódzki Grzegorz Ryś. Diecezja, którą z ramienia Watykanu rządzi, przoduje w rankingach najbardziej bezbożnych terenów Rzeczpospolitej. Pustki w kościelnych ławkach nie są więc tak zauważalne jak w regionach o wyższym współczynniku dewocji typu Podlasie czy Podkarpacie. Abepe Ryś może sobie na takie fanaberie pozwolić bez dostrzegalnego uszczerbku. Spragnionym rozrywki w postaci mszy oferuje występy własne transmitowane przez internet. Dalej poszedł biskup gliwicki Jan Kopiec, który zamknął wszystkie kościoły w swojej diecezji do odwołania. Zamknęli kaplicę łódzcy dominikanie i pokazują się wyłącznie w sieci. Kwarantanną objęci zostali dominikanie rzeszowscy, choćby więc chcieli, to nie mogą pluć z ambony na ludzi z zewnątrz. Podobnie jest w parafii w Uściu Solnym (województwo małopolskie), gdzie proboszcz poddany jest kwarantannie, a z nim jego współpracownicy. Msze odwołano. Takie wieści będą zapewne napływać z coraz to nowych parafii. W dobie kryzysu kler będzie musiał iść po prośbie do diabła technologii.

Nowoczesne rozwiązania rodzą nowoczesne problemy.

Pojawiła się nagle kwestia, jak zachowywać się podczas zdalnego uczestnictwa w nabożeństwach. Klękać, żegnać się, a może popijać piwo jak podczas transmisji skoków narciarskich?

Albo wino, skoro to msza? Temat wydał się na tyle istotny, że poruszono go w programie śniadaniowym TVPiS (z domu Kurwizja). Ksiądz ekspert, wyjaśnił prowadzącym, że owszem, można i warto uprawiać liturgiczną jogę przed telewizorem. Podobnego zdania jest uchodzący za postępowego dominikanin Adam Szustak, bożyszcze nawiedzonych nastolatek. Postuluje on dodatkowo, żeby odwalić się jak stróż w Boże Ciało i tak zasiąść przed ekranem lub monitorem. Najlepiej całą rodziną. Zaletą nowej sytuacji jest fakt, że w tradycyjnych polskich rodzinach zwyczajowe napierdalanie żony może się odbyć bezpośrednio po mszy, bez konieczności tracenia sił i czasu na (często pieszy) powrót.

Przypomnijmy, że były już czasy, gdy ludzie żegnali się na widok telewizora oraz obchodzili odbiorniki dookoła, aby znaleźć pojawiających się na ekranie aktorów. Pod wieloma względami Kościół uwstecznia wiernych – nawet pod względem postępu.

 

Dzięgi Bogu

Nie ma zaufania do zdalnej formuły uczestnictwa w chrześcijańskich gusłach abepe Andrzej Dzięga ze Szczecina. Chociaż wydał swoim poddanym pozwolenie na absencję na niedzielnej mszy, w przeciwieństwie do nowoczesnych kolegów nie zniechęca do pielgrzymowania po kościołach.

„Tylko nadzwyczajne okoliczności mogą zatrzymać ucznia Chrystusa, aby nie uczestniczył osobiście w Świętej liturgii. Chrześcijanin nie może bowiem żyć bez Eucharystii. (…) Chrystus nie roznosi zarazków ani wirusów. Chrystus rozdaje Świętą czystość i Życie, przywraca zdrowie” – napisał w liście odczytywanym w kościołach archidiecezji. Nie wątpi też w cudowne właściwości wody święconej. „Nie lękajcie się sięgać z wiarą po wodę święconą. Nie lękajcie się świątyni. Nie lękajcie się Kościoła. Otwórzcie na nowo Chrystusowi drzwi Waszych serc i myśli, Waszych wyborów i czynów” – wzywa owieczki. Nieco bardziej powściągliwi są Francuzi zarządzający sanktuarium maryjnym w Lourdes, gdzie na czas pandemii zamknięto baseny z „cudowną wodą” – o ironio, posiadającą według zapewnień kleru wartości uzdrawiające.

Dzięga rozsierdził Kościół otwarty, w tym kandydata Szymona Hołownię. „List arcybiskupa jest nie tylko szczytem głupoty i pastoralnej niefrasobliwości. Stanowi zachętę do nieprzestrzegania zasad higieny, krytycznie ważnych w czasie trwającej epidemii” – napisał Hołownia na Fejsie. Skrytykowały arcybiskupa kojarzone z postępowym nurtem pisma „Więź” i „Tygodnik Powszechny”. Poleciały też zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. Murem za metropolitą szczecińsko-kamieńskim stanął Tomasz Terlikowski oraz portal „Polonia Christiana”, który przygotował specjalną petycję w obronie hierarchy przeciwko szkalowaniu go przez „kojarzone z katolicyzmem” środowiska i persony. Petycję można podpisać, nie wychodząc w domu.

 

Całość na łamach