Sypiając z Ceaușescu – NIE

Gwałt na szufladzie.

Justyna Wydrzyńska, działaczka Aborcyjnego Dream Teamu, stanie w kwietniu przed sądem oskarżona o pomoc przy nielegalnej aborcji. Justyna na początku pandemii przesłała swój własny misoprostol, który miała w domu na prywatne potrzeby, Ani – kobiecie, która nie mogła doczekać się tabletek z zagranicy, bała się partnera, który zabronił jej usunąć ciążę i generalnie była zdesperowana. Lęk okazał się o tyle zasadny, że skurwysyn dowiedział się, że jego partnerka dostała tabletki i pogalopował z tą rewelacją na mentownię. Policja przyszła do Ani, przeszukała mieszkanie i znalazła inkryminowane tabletki w kopercie z adresem Wydrzyńskiej. Prokuratura postawiła Justynie zarzut z art. 152 § 2 kk: „kto udziela kobiecie ciężarnej pomocy w przerwaniu ciąży z naruszeniem przepisów ustawy lub ją do tego nakłania”. Grożą jej 3 lata więzienia.

 

 

  1. To było głupie. Jak się przesyła kontrabandę, to nie należy umieszczać na niej prawdziwego adresu zwrotnego. Oczywiście głupio zachowała się też adresatka przesyłki, która powinna zacząć od podarcia i wypierdolenia koperty, ale w tej akurat sprawie ciężar odpowiedzialności spoczywa głównie na zaprawionej kryminalistce, która zajmuje się tą nielegalną działalnością od wielu lat i powinna była wiedzieć, w jakim kraju żyje.

 

  1. Tym niemniej nikt z nas tak naprawdę dotychczas nie wiedział, w jakim kraju żyje. Aktywistki Aborcyjnego Dream Teamu żartowały sobie, że to „niby piekło kobiet, a jednak trochę eldorado”, ponieważ nie tyle „podziemie”, ile raczej „środowisko” aborcyjne działało prężnie i nieszczególnie skrycie, nie odczuwając jakichś ciężkich prześladowań ze strony władzy.

 

  1. Statystyki policji wykazują co innego. „Liczba przestępstw stwierdzonych” z artykułu 152 kk, mówiącego o przeprowadzaniu i pomaganiu w nielegalnej aborcji, w latach 1999-2020 jest znacznie wyższa niż byśmy się spodziewali na podstawie tego, co słyszymy w mediach. Nie ma też w sobie żadnej politycznej logiki – czyli nie da się logicznie powiązać tego, kto rządzi w kraju, z tym, ile nielegalnych aborcji policja ściga. Np. na początku rządów SLD skoczyła z 17 w 2001 r. do aż 200 w 2002 r., żeby w 2003 r. znowu spaść do kilkudziesięciu – i tak było aż do końca pierwszych rządów PiS. W 2008 r., czyli po dojściu do władzy Tuska, znowu niespodziewanie skoczyła do 190, po czym znów się wahała bez żadnej logiki między 38 a 344 w ostatnim roku koalicji PO-PSL. Podobnie zmienna – między 31 i 323 – jest liczba stwierdzonych przestępstw aborcyjnych w czasach obecnej władzy. Nie znamy jeszcze statystyk za rok 2021 – czyli czasu po zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej przez Przyłębską, co było dla organów ścigania wyraźnym sygnałem, że przerywanie ciąży jest przestępstwem serio. Podejrzewam, że mogą być dość ponure…

Toteż – co warto podkreślić – przekonanie znakomitych skądinąd dziewczyn z Aborcyjnego Dream Teamu, że w Polsce panuje swoiste aborcyjne eldorado, nie do końca znajduje oparcie w faktach. I wygląda na to, że brakuje im wiedzy na temat tego, jak naprawdę wygląda polskie prawo w tym zakresie. Justyna Wydrzyńska w rozmowie z „Wysokimi Obcasami” mówi: „Czy jak ja dam komuś tabletki, to już jest pomocnictwo? Przecież osoba może z nich nie skorzystać, to ona decyduje o ich zażyciu”.

 

  1. Otóż Justyna niestety się myli. Orzecznictwo polskich sądów jest tu ponuro jasne. Są w tej sprawie co najmniej 2 wyroki Sądu Najwyższego. Obydwa rozstrzygnęły sprawy kasacyjne na korzyść prokuratorów, którzy chcieli koniecznie skazać uniewinnionych przez sądy apelacyjne „pomagaczy”: w jednym przypadku matkę nieletniej ciężarnej, w drugim sprawcę ciąży. W obydwóch przypadkach druga instancja uniewinniła oskarżonych, stwierdzając, iż ponieważ aborcja miała się odbyć zagranicą, w kraju, gdzie nie jest nielegalna, pomoc w niej nie była przestępstwem. W obydwóch przypadkach Sąd Najwyższy nie zgodził się zasadniczo z tą opinią.

Wywód SN, utrzymany w typowo prawniczej logice, sprowadza się do tego, że ponieważ przerwanie własnej ciąży nie jest przestępstwem, to pomaganie lub podżegnie nie jest „formą współdziałania przestępnego”, tylko przestępstwem sui generis, co oznacza iż „jest poza sporem, że przestępstwo z art. 152 § 2 kk ma charakter formalny, sprawca odpowiada bez względu na to, czy do przerwania ciąży doszło czy nie”.

Żaden z tych wyroków nie został wydany przez pisowskich neosędziów. Pierwszy jest z 2014 r. – składowi orzekającemu przewodniczył wojujący z Ziobrą sędzia Włodzimierz Wróbel. Drugi pochodzi z roku 2018 – na czele składu stał Krzysztof Cesarz, sędzia mianowany jeszcze w Polsce Ludowej.

Krótko mówiąc: teoretycznie prawo jest dla kobiet wredne niezmiennie od trzydziestu lat.

To, co się zmieniło – co uderza w sprawie Justyny i Ani – to to, do jakiego stopnia totalitarne jest państwo, w którym żyjemy.

 

  1. Idea, że policja wchodzi kobiecie do domu i przeszukuje jej szuflady, aż znajdzie nielegalne pigułki – natrętnie przywodzi na myśl dekret nr 770, wprowadzony przez Nicolae Ceaușescu w roku 1967 w celu wzrostu potęgi narodu rumuńskiego. Delegalizował on nie tylko aborcję, ale też antykoncepcję, poddawał kobiety comiesięcznym kontrolom ginekologicznym i każda wykryta ciąża była monitorowana aż do porodu nie tylko przez lekarzy, ale też przez Securitate. W efekcie dzietność rzeczywiście zwiększyła się z 1,9 to 3,7, ale spora część pozyskanych w ten sposób nowych członków narodu wylądowała w sierocińcach, była niedożywiona i niewyedukowana, wieszakowe podziemie aborcyjne osiągnęło gargantuiczne rozmiary, a śmiertelność kobiet związana z ciążą stała się najwyższa w Europie.

Zgoda – to akurat nam nie grozi.

 

  1. Nawet Kaja Godek nie wpadła na pomysł zakazania antykoncepcji (a przynajmniej nie pochwaliła się tym publicznie) i dzielne kobiety z organizacji takich jak Aborcyjny Dream Team i Aborcja bez Granic nie dadzą się zastraszyć prawackim skurwysynom przy władzy. Ale sam pomysł policji, kontrolującej zawartość szafek z lekami pod kątem substancji ograniczających rozród w państwie Unii Europejskiej w XXI w., jest – przyznacie – nieprawdopodobny.

Najważniejszą cechą totalitaryzmu jest to, jak głęboko ingeruje we wszystkie dziedziny życia publicznego i prywatnego. Niewiele jest interwencji głębszych niż łapa policjanta w szufladce z pigułkami.

Amnesty International zbiera podpisy pod petycją w sprawie wycofania zarzutów wobec Justyny Wydrzyńskiej – i oczywiście warto ją poprzeć.

Ale warto zrobić coś jeszcze innego dla wspaniałych dziewczyn, które walczą o prawa wszystkich kobiet w Polsce: posłuchać ich rady.

Jak mówi Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Drem Teamu w wywiedzie w „Gazety Wyborczej”: „Jeżeli związujesz się z kimś, kto jest przeciwny aborcji, to pamiętaj, że te poglądy mogą się kiedyś zamienić w działania. Po prostu nie związujmy się z takimi mężczyznami, naprawdę, zostawmy ich samym sobie”.

AWŁ