Szatańskie wersety – NIE

Jest w Gdańsku człowiek, który umie pisać.

 

Kilka dni temu napisał do mnie Czytelnik z Gdańska. Że oto w mieście ktoś – nie wiadomo kto – napisał na murze sprejem obraźliwy napis. Wywołać miał on nie lada konflikt w lokalnej społeczności. Co takiego naskrobano? – zapytacie. „Kocham Jolkę”, „Legia Pany” czy „Jebać PiS”? Coś znacznie gorszego. Ktoś wymalował paskudne: „Urban Jerzy Król Młodzieży”.

 

Po udaniu się w podróż pociągiem rzuciłem się w wir śledztwa. Ściana, którą przyozdobiono nazwiskiem naszego naczelnego, znajduje się w na placu Wałowym, w – co tu dużo mówić – pośledniej części Gdańska. Jest to co prawda Śródmieście, 5 km w prostej linii od stoczni, w której obalono komunę, w tym jej rzecznika, ale lokalizacja pachnie raczej moczem i przestępczością niż nadzianymi turystami.

Według mądrych książek o Gdańsku plac Wałowy powstał w XVI w.

Wtedy nie znano jeszcze farby w spreju i Jerzego Urbana, wątpliwe więc, aby napis sięgał tych czasów – dedukowałem ze znawstwem.

 

Po przybyciu na miejsce moim oczom faktycznie ukazał się napis. Nieco jednak wyblakły i zarosły zielskiem. Kto go wykonał? Kiedy? Dlaczego? I czemu żalą się na to mieszkańcy okolicznych kamienic? – zachodziłem w głowę.

Pierwszy napotkany przechodzień Urbana Jerzego nie kojarzył.

– Urban, Urban… Taki tu nie mieszka. Może kiedyś – przysięgał z ręką na sercu.

Inny szczerze wyznał, że pierwszy chuja się zna, choć to jego kolega.

– Przecież my jesteśmy bezdomni, to co on może wiedzieć.

Co zadziwiające, pamięć do postaci historycznych wróciła panom po złożeniu obietnicy wręczenia im banknotu na uzupełnienie płynów w ten upał, jeśli pomogą w śledztwie.

– Wiem, przypomniałem sobie! – oznajmił pierwszy. – To było jakieś 10 lat temu, gdy to namalowali. Chłystki to zrobiły.

– Tak, on ma rację. Miejscowe chłopaki tu mazali – wtórował drugi.

Obydwaj kłamali. Z analizy zdjęć w mapach Google wiedziałem, że w 2019 r. jeszcze tego napisu nie było. Owszem, na murze widniały wówczas napisy „Bodzio”, i „Rudy”, ale o Urbanie nie było ani słowa.

Gdy wytknąłem rozmówcom manipulację, wyznali, że pamięć ludzka, szczególnie u takich jak oni alkoholików, bywa zawodna, ale o moim szefie mają jak najlepsze zdanie.

– Za komuny mówili, że był komuchem, nie? Ale potem pismo założył i zawsze pisał prawdę. O „Solidarności”, „Bolku”. Wspaniały człowiek.

– Zawsze mówił prawdę! – wtrącał chórzysta.

Dałem panom 20 zł, bo ich zeznania więcej nie były warte.

 

Okolica placu Wałowego okres świetności przeżywała w połowie XIX w., gdy postawiono tu koszary, w których pocili się musztrowani żołnierze pruscy, a następnie niemieccy. Po II wojnie światowej miejsce stopniowo popadało w ruinę. Funkcjonowały tu Miejskie Zakłady Graficzne, potem składnica książek, a dziś jest taki syf, że korzystają z niego tylko filmowcy i teatry uliczne.

Mimo wszystko kilkanaście metrów od napisu znajduje się ciąg zamieszkanych kamienic, w tym Dom Studenta Akademii Muzycznej. Zaczepiam dwie panie spacerujące z psami.

– Kojarzą panie Jerzego Urbana?

– Oczywiście.

– I co panie o nim sądzą?

– A czemu pan pyta?

 

Całość na łamach