Szybko to należy jebać PiS – NIE

Donald Tusk kolejną ofiarą ruchu drogowego.

Stało się. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej, doświadczony polityk, były i być może przyszły premier, zachował się w niedzielę jak debil. O ile zapieprzanie w terenie zabudowanym 107 km/h już samo w sobie jest zwyczajnie głupie, o tyle Tusk dołożył jeszcze jedną cegiełkę: w ogóle wsiadł za kółko, co w jego wypadku jest nie sprawą Tuska, lecz całej demokratycznej opozycji. Prowadzenie samochodu to bardzo niebezpieczne zajęcie: można nawet nie z własnej winy zabić przedszkolaka z kolorowym tornistrem, starszą panią ze słodkim pieskiem albo kilkuosobową rodzinę jadącą na wczasy – i nigdy już się z tego publicznie nie podnieść. Można też zabić siebie i w obliczu starannie budowanej opozycyjnej układanki skazać Polskę na kolejne 4 lata, a może więcej, rządów PiS.

Zanim popastwię się nad głupotą przewodniczącego PO, pochylę się nad falą hipokryzji, która przy okazji złapania Tuska zalała nasz kraj.

 

A jak auto

Podstawą rozwoju cywilizacji, wzrostu dobrobytu ludzkości, wszelkich tak wyczekiwanych wskaźników ekonomicznych jest prędkość. Żyjemy w systemie kapitalistycznym, który wymaga od nas nieustannego wzrostu wydajności, produktywności, a przede wszystkim pośpiechu. Ten, kto dostarcza towar tego samego dnia, jest lepszy od kogoś, kto robi to dnia następnego. Ten, kto potrafi objechać w jeden dzień 15 sklepów ze swoimi produktami, wygrywa z tym, kto potrafi dotrzeć tylko do dziesięciu. To samo tyczy się polityków – jeśli dają radę być rano w Krakowie, w południe w Gdańsku, a wieczorem w Warszawie, to prędzej zdobędą bądź utrzymają władzę. Dlatego tak lubią zapierdalać samolotami, śmigłowcami i limuzynami na sygnale.

Drugą stroną tego medalu jest strata czasu. Wielki wynalazek, jakim jest samochód, to w istocie skrzynka służąca przemieszczaniu się z punktu A do punktu B. Jazda autem, szczególnie w fotelu kierowcy, to zbrodnia na kapitalizmie: wielka kontrproduktywna nuda. W czasie kierowania – choć niektórzy próbują – wciąż nie da się wydajnie pracować. Konieczne jest do tego skupienie, a to siłą rzeczy zaangażowane jest głównie w kręcenie kierownicą, hamowanie i przyspieszanie. Nawet praca w fotelu pasażera w luksusowej limuzynie jest w istocie kaleka – ograniczają ją niesprzyjające warunki sensoryczne, problemy telekomunikacyjne, majtanie w lewo i w prawo, a także obawa, czy kierowca nas zaraz nie rozpierdoli.

Współczesny człowiek jest więc nieustannie poganiany wieloma bodźcami, aby szybciej docierać z punktu A do punktu B, bez względu na to, czy wiezie sam siebie, innych czy towar. I tu napotyka niestety na przeszkodę: prawo o ruchu drogowym.

 

Całość na łamach