Terroryści z Ordo Iuris – NIE

Największym szlagierem lat 20. XXI w. jest „wojna hybrydowa”. Wojnę hybrydową przeciwko Polsce prowadzi Putin, Łukaszenka, ale także Bruksela. O wojnie hybrydowej słyszymy niemal codziennie, moda na wojnę hybrydową zdominowała naszą politykę. A ja się chciałam upomnieć o oldskulowy terroryzm.

 

1.

Według Komisji Europejskiej terroryzm to „wszelkie celowe akty popełnione przez pojedyncze osoby lub organizacje przeciw państwom, ich instytucjom lub ludności, w celu zastraszania”. Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy dodaje, że chodzi o działanie motywowane przez „ekstremistyczne koncepcje ideologiczne, fanatyzm lub irracjonalne i subiektywne czynniki, zorientowane na stworzenie klimatu terroru wśród osób publicznych, określonych jednostek lub grup w społeczeństwie bądź w całym społeczeństwie”.

W zgodzie z tymi definicjami wnioskuję o wpisanie Fundacji Pro – Prawo do Życia i Instytutu na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris, a także Kai Godek na unijną listę osób, grup i podmiotów, które w związku z uczestnictwem w aktach terrorystycznych podlegają sankcjom. To na początek, choć na liście powinno się znaleźć miejsce także dla kilku innych „obrońców życia”. Których działanie bez wątpienia nastawione jest na „zastraszanie”, a także „stworzenie klimatu terroru” wśród „określonej grupy” – medyków, zwłaszcza związanych z ginekologią i położnictwem, ale nie tylko – i bezsprzecznie motywowane jest przez „ekstremistyczne koncepcje ideologiczne, fanatyzm i irracjonalne subiektywne czynniki”. A także – choć tego warunku już w definicji nie ma – powoduje śmierć niewinnych osób.

 

2.

Dla porządku: nikt, kto nie jest duchowym pobratymcem Kai Godek, nie ma wątpliwości co do tego, że głośna śmierć ciężarnej kobiety w szpitalu w Pszczynie jest bezpośrednim efektem orzeczenia trybunału Przyłębskiej w sprawie zakazu „aborcji eugenicznej”. Tutaj nie ma pola do interpretacji: płód miał wady wrodzone, dodatkowo doszło do małowodzia – czyli był uszkodzony – przedtem można go było usunąć, teraz już nie; gdyby go usunięto na czas, kobieta najprawdopodobniej by żyła. A tak umarła. Tyle.

Ale w kontekście terroryzmu ważniejszy jest drugi aspekt – przerywanie ciąży dla ratowania zdrowia i życia kobiety. Teoretycznie nadal dopuszczalne. Zdaniem Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, po ogłoszeniu wyroku trybunału Przyłębskiej dokonano w Polsce trzystu legalnych aborcji – czyli aborcji dla ratowania życia i zdrowia matki. To 15 razy więcej niż przedtem. Co znaczy, że są w Polsce odważni lekarze przedkładający dobro pacjentek nad swoje komfort i bezpieczeństwo. Tym niemniej – co w kółko powtarzają przeciwnicy zaostrzania prawa antyaborcyjnego – państwo nie ma prawa wymagać od obywateli heroizmu. Ani od kobiet, które zmusza się do straszliwego poświęcenia dla płodu; ani od lekarzy, którzy decydując się na przerwanie ciąży, ryzykują dziś swoją zawodową przyszłością, a może i wolnością. I tu wchodzimy w obszar zastraszania.

 

3.

Jak trafnie zauważa prof. Marzena Dębska, ginekolożka, nigdy nie wiadomo, kto będzie autorem ekspertyzy w ewentualnej sprawie dyscyplinarnej lub karnej, związanej z przerwaniem ciąży dla ratowania życia kobiety. A medycyna tym się różni od matematyki, że te same liczby – np. informujący o stanie zapalnym wskaźnik CPR – mogą być różnie interpretowane. Jako już poważnie zagrażające życiu – czyli uzasadniające leczenie poprzez usunięcie płodu – albo jeszcze wcale nie. Nikt chyba nie wątpi, że gdyby prokuratura Ziobry postanowiła zrobić pokazowy proces jakiegoś lekarza oskarżonego o niezgodne z prawem przerwanie ciąży, to znajdzie sobie ekspertów w stylu prof. Chazana, słynnego z tego, że zmusza kobiety do rodzenia dzieci bez główek. Prof. Mariusz Zimmer, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników, zwraca uwagę, że wśród osób kończących medycynę nie ma chętnych na tę skądinąd bardzo lukratywną specjalizację. Za duże ryzyko. Słowem: lekarze są zastraszeni.

Linię ataku integrystów wobec przypadków takich jak z Pszczyny widać dokładnie w wypowiedzi adwokatki Magdaleny Majkowskiej z Ordo Iuris, która znając sprawę tylko z mediów, nie omieszkała pójść do telewizji i ogłosić, że dramat to efekt błędu w sztuce lekarskiej. Bo „lekarze nie boją się przerywać ciąży dla ratowania życia i zdrowia matki”, jeśli więc któryś nie przerwie, kiedy trzeba, to jego wina. Niech się boi.

Trudno wszakże o akt zastraszania bardziej spektakularny niż zgłoszona przez Fundację Pro – Prawo do życia, a napisana przez Ordo Iuris inicjatywa obywatelska ukrywająca się pod enigmatyczną nazwą „o zmianie ustawy Kodeks Karny oraz niektórych innych ustaw”. To ten słynny projekt, który znosi ustawę antyaborcyjną i zrównuje przerwanie ciąży z zabójstwem. Sprawozdawcą projektu jest Mariusz Dzierżawski, a jego zastępcą Łukasz Jończyk – i dla nich także powinno znaleźć się miejsce na liście terrorystów, bo samo zgłoszenie takiego projektu jest bezsprzecznie zorientowane na stworzenie klimatu terroru.

 

Całość na łamach