W PiSie dziś nie zaśnie nikt – NIE

 

Netflix zagraża bezpieczeństwu narodowemu.

Ciągnięcie żywota w Polsce grozi depresją i kalectwem, zatem obywatel chętnie przechodzi terapię najlepszą z możliwych: przed ekranem telewizora z piwem w ręce.

Polacy nie potrafią odróżnić rzeczywistości od fikcji, może właśnie dlatego większość otwarcie deklaruje katolicyzm. Aktorzy serialowi niejednokrotnie wspominali w wywiadach sytuacje, gdy na ulicy czy w sklepie byli brani za postacie, które odgrywali: czy to księdza, czy lekarza, czy debila. Naród, zmęczony latami wpychania w dupę Mickiewicza i Chopina (ledwo co Sejm ustanowił rok 2022 Rokiem Romantyzmu Polskiego, aż dziw bierze, że nie Narodowym Rokiem Narodowego Romantyzmu Polskiego), wyrwawszy się z murów szkolnych, ochoczo podryfował po oceanie papki serialowo-paradokumentalnej.

Niedawno platforma streamingowa Netflix udostępniła polski horror „W lesie dziś nie zaśnie nikt 2”. To druga część horroru na temat tajemniczych istot, które zabijają ludzi w lesie na Podlasiu (mowa tym razem akurat nie o imigrantach).

Pewnie mało kto zwróciłby uwagę na to filmowe gównidło klasy D, bo choć w filmie Bartosza Kowalskiego występują m.in. Andrzej Grabowski czy Wojciech Mecwaldowski, to obraz nie jest ani śmieszny, ani straszny. W poświęconym kinu popularnym serwisie Filmweb horror dostał od użytkowników 3,1 punktu na 10 możliwych; krótko mówiąc jest słaby jak studencka herbata. Los filmu może się odmienić za sprawą obstrukcji fekalnej posłów PiS. Bo nic nie robi takiego marketingu, jak święte oburzenie.

 

Są już chłopcy w lesie

W filmie pokazano bezradność policji w starciu z bezwzględnymi straszydłami (nie wiadomo, czy inspiracją były strajki kobiet). Funkcjonariuszka, która nie może sobie poradzić z zabójczymi istotami, wzywa na pomoc Wojska Obrony Terytorialnej. „Nie jesteśmy sami. Są chłopacy z obrony terytorialnej” – mówi policjantka, po czym łączy się z żołnierzami.

To dwóch brzuchatych braci w wieku, który można określić na między 20. a 60. rokiem życia, którzy – jak wskazuje terminologia wojskowa – odtwarzają zdolność, sącząc piwo przed telewizorem. Centralne miejsce w norze terytorialsów ozdabia wielka jak miłość do ojczyzny swastyka. Dalej jest tylko gorzej: szweje z WOT są przedstawione jako fujary z koszmarnym ubytkiem neurologicznym, które nie potrafią nawet posługiwać się bronią.

„To jest nasz potencjał ludzki, gospodarczy, wojskowy – Wojska Obrony Terytorialnej, ale także wojska operacyjne, które zostały uzbrojone i których jakość, ale także ilość jest nieporównywalna w stosunku do tego, co było w roku 2015. I wreszcie potencjał patriotyczny całego narodu polskiego, co najlepiej było widoczne podczas ostatniego Marszu Niepodległości, ale co widzimy na co dzień, także w stanowisku polskiej młodzieży, która garnie się na powrót do Wojsk Obrony Terytorialnej, która chce bronić ojczyzny” – mówił ostatnio w audycji „Głos Polski” w Telewizji Trwam Antoni Macierewicz, ojciec projektu WOT.

Obraz wykreowany przez Netflix ma się do wizji Macierewicza jak jazda kombajnem do kajakarstwa, politycy Prawa i Sprawiedliwości dostali wiec wkurwu.

 

Mundur opluty ze śmiechu

„Nie wiem, czy ktoś będzie podejmował jakieś kroki prawne wobec tego filmu na platformie streamingowej. My nie pozwalamy, aby opluwać mundur żołnierza polskiego, ani opluwaniu idei, która towarzyszy funkcjonowaniu Wojsk Obrony Terytorialnej” – mówił niegramatycznie poseł PiS Jan Mosiński. I dodał: „Tego typu sceny obrażają, na to nie można pozwolić”.

 

Całość na łamach