Wiesz co żresz – NIE

Flaki i płucka pod flagą biało-czerwoną.

2 lata temu TVN popłynęła na pół miliona złotych. Polski sąd uznał, że biało-czerwone flagi wkładane podczas programu w psie kupy to „działanie sprzeczne z prawem i moralnością”.

Polskie flagi wkładane w jądra, nerki, golonkę, raciczki czy inne zwierzęce truchło to zdaniem rządu nie tylko obowiązek, ale również szczyt patriotyzmu.

 

Krew na Gwieździe Dawida

Od października zaczynają obowiązywać przepisy nakładające na sklepy obowiązek znakowania mięsa sprzedawanego na wagę grafiką przedstawiającą flagę kraju pochodzenia produktu. Sprzedawcy są źli, bo do tej pory głupota pisowskiego rządu zmuszała ich tylko do umieszczania informacji słownej. Do jej wydrukowania wystarczyła zatem normalna drukarka z czarnym tuszem. Teraz budki z mięsem będą musiały się doposażyć w drogie tonery do koloru.

Źli są również dyplomaci akredytowani w Polsce. Ich nikt nie spytał, czy nie będzie niestosowne zestawianie ich barw narodowych z żeberkami czy schabem. Nie wspominając już o tym, że barwy te zostaną zakrwawione resztką posoki. Na szczęście w grupie tej nie ma Izraela. Polska nie importuje z tego państwa mięsa, które potem musiałoby obowiązkowo nosić Gwiazdę Dawida. Na szczęście nie sprowadzamy go też z Indonezji i z Malty, bo ichniejsze flagi w kolorze białym i czerwonym mogłyby zmylić niejednego polskiego konsumenta.

Na stoiskach mięsnych jesienią będzie za to można pooglądać flagi Niemiec, Danii, Belgii, Hiszpanii czy Włoch. Importowane fragmenty martwych zwierząt to około jednej czwartej mięsnej masy zjadanej przez Polaków. Trzy czwarte chabaniny jest nasze, biało-czerwone. Kramy z mięsem będą się zatem prezentowały jak ulice 2 maja lub 11 listopada.

 

Morawiecki mówi 590

Import mięsa rośnie. Polskim konsumentom nie przeszkadza szwabska szynka czy duńska polędwica zamrożona kilka lat temu.

Nie przeszkadza też władzy. Ta jest ciśnięta przez polskich hodowców, którzy chcieliby sprzedawać więcej i drożej. To z myślą o nich władza musi udawać, że coś dla polskiego rolnika robi. Czyli wprowadza flagi.

„Konsumenci muszą zacząć kupować polskie produkty, nawet jeśli tymczasowo są nieco gorsze” – powiedział w 2017 r. Jan Filip Staniłko, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Rozwoju. „Dzięki temu polskie firmy będą mogły rozwinąć się na tyle, by w końcu konkurować z zagraniczną konkurencją” – dodał, po czy błyskawicznie awansował na dyrektora departamentu.

„Apelujemy do wszystkich, aby w czasie robienia zakupów zwracali uwagę na to, gdzie wyprodukowane jest to, co kupują, i aby starali się, mając do wyboru różne produkty na sklepowych półkach, wybierać te, które zostały wyprodukowane w naszym kraju” – nie omieszkał zająć w tej sprawie stanowiska prezydent Andrzej Duda. Premier Mateusz Morawiecki promował akcję, żeby kupując, patrzeć na kod kreskowy i jeśli na początku będzie 590, to znaczy, że to polski produkt i trzeba go łykać.

Rządowe CBOS zrobiło stosowne badania. Wyszło, że dla 74,3 procent Polaków podczas zakupów najważniejsza jest jakość. Na cenę zwraca uwagę 69,2 procent konsumentów. Miejsce pochodzenia produktu, czyli jego polskość lub nie, jest istotne dla ledwie 34 procent robiących zakupy. Ale gdy badania zamówiła firma od godła „Teraz Polska”, ponad 73 procent konsumentów zadeklarowało, że polskość zachęca ich do zakupu danej marki.

Prawdziwe badania rynkowe, robione dla handlujących firm, wykazały, że deklaracje patriotyczne mają się nijak do rzeczywistości. Polskim pochodzeniem produktu kieruje się na zakupach ledwie 5 procent z nas.

 

W Polsce, czyli nigdzie

Przy tej okazji okazało się, że nie bardzo wiadomo, co to jest polski produkt. Reklamowana przez Morawieckiego liczba 590 mówi tylko to, że rzecz została wyprodukowana w Polsce. Czyli mogła zostać u nas skręcona z zagranicznych komponentów przez firmę polską albo zarejestrowaną w Polsce korporację zagraniczną.

Czy zarejestrowana w Polsce firma zagraniczna jest firmą polską? Czy coś zrobione w Chinach na zlecenie polskich biznesmenów jest nasze czy chińskie?

Tak jest z produkującą smartfony firmą Kruger & Matz, która powstała w Chinach za polskie pieniądze na bazie rodzinnej firmy Lechpol. Ilu patriotów konsumenckich by na to wpadło?

Kod 590 oznacza też rzecz, która została wyprodukowana gdzieś w Azji przez zarejestrowaną spółkę-córkę międzynarodowej korporacji.

 

Całość na łamach