Wstydź się pizdy, pizdo – NIE

Czarnek nie chce założyć podpaski.

 

„Nie ufam czemuś, co krwawi przez tydzień i nie zdycha” – głosi stary dowcip. Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek też nie ufa. Nic dziwnego więc, że w ostatnim czasie mały pakiet ze środkami higieny osobistej dla dziewcząt i kobiet wywołał niewesołe następstwa natury ogólniejszej.

 

Jeżeli kobieta ma upławy

Badania pokazują, w Polsce aż 39 procent kobiet z ubogich domów musiało zrezygnować z zakupu produktów menstruacyjnych na rzecz innych domowych wydatków. Z raportu Kulczyk Foundation wynika, że 21 procent uczennic jest zmuszonych opuścić zajęcia szkolne z powodu braku dostępu do środków higieny ze względów ekonomicznych, 10 procent takich uczennic w ogóle nie wychodzi z domu. Zjawisko to nazywane jest ubóstwem menstruacyjnym i jest, jak pokazują dane, realnym problemem.

Wzorem Wielkiej Brytanii, gdzie darmowe produkty menstruacyjne dostępne są nie tylko w szkołach, ale też na uniwersytetach czy innych miejscach ogólnodostępnych, działanie w Polsce rozpoczęły fundacje Różowa Skrzyneczka oraz Akcja Menstruacja. Pomysł jest prosty, fundacja dostarcza darmowe pakiety środków higienicznych do szkół, uczelni, instytucji. Te mają tylko znaleźć miejsce ich udostępnienia. Środki są kupowane za pieniądze ze zbiórek, do współpracy są również zapraszane firmy i osoby prywatne, które chcą się podzielić produktami higienicznymi. Pakiety są ogólnodostępne, może skorzystać z nich każda potrzebująca. I choć zainteresowanie jest spore, w państwie, które wymusza grzeszny wstyd związany z ciałem i seksualnością, musiały pojawić się przeszkody.

 

Kto jej dotknie, będzie nieczysty do wieczora

W czerwcu fundacja Różowa Skrzyneczka, licząc na współpracę przy projekcie, wysłała do Ministerstwa Edukacji i Nauki listy od uczennic z opisami nieprzyjemnych doświadczeń związanych z ubóstwem menstruacyjnym.

Choć odpowiedź przyszła na dwóch stronach, przekaz był jasny: to w gestii szkół leży decyzja o zapewnieniu ewentualnych podpasek czy tamponów i ministerstwo nie może narzucać ogólnych standardów.

„Idź i pracuj, jeździj na traktorze, na kombajnie, ucz się, rób karierę. Kariera w pierwszej kolejności, a później może dziecko. Prowadzi to do konsekwencji tragicznych. Pierwsze dziecko rodzi się nie w wieku 20-25 lat, tylko w wieku 30 lat. Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile tych dzieci można urodzić?” – głosił swego czasu obecny minister edukacji. Nie da się chodzić cały czas w ciąży, panie ministrze. A ciężko nie może chodzić do szkoły z kawałkiem tektury w skarpetce między nogami.

Ministerstwo jednak problemu nie widzi.

 

Gdy odsłoniła źródło krwi

Jak Polska długa i szeroka, organizacje społeczne podchwyciły temat. W Zielonej Górze Instytut Równości wystosował pismo do Urzędu Miasta Zielona Góra celem wsparcia akcji. W odpowiedzi wiceprezydent Zielonej Góry Dariusz Lesicki napisał: „Z informacji jakie posiadam, [wynika, że] w zielonogórskich szkołach nie występują opisywane przez Państwa problemy: utraty bezpieczeństwa, wykluczenia, ograniczania możliwości czy rezygnacji z zajęć uczennic nieposiadających dostępu do podpasek. Wręcz przeciwnie, w wielu sekretariatach szkolnych są dostępne podpaski i uczennice wiedzą, że mogą się po nie zgłosić. (…) Stanowczo proszę o nieposługiwanie się określeniem »ubóstwo menstruacyjne w mieście«, gdyż w żaden sposób nie odnosi się ono do rzeczywistości, stanowi nadużycie i kreuje wypaczony obraz miasta”.

No przecież! Z całą pewnością każda nastolatka z chęcią podzieli się faktem, że żyje w takiej biedzie, iż nie stać jej na tampony czy paczkę najtańszych podpasek. Najlepiej z ukochanym dyrektorem szkoły, przemiłą panią w sekretariacie i ulubionym księdzem katechetą. A jak się nie dzieli, to problemu nie ma, proszę więc mi tu nie wypaczać wizerunku miasta.

 

Całość na łamach