Wymiotując kremówkami – NIE

Ministerstwo Edukacji Narodowej robi wszystko, aby obrzydzić Jana Pawła II wszystkim dzieciom.

Polska prawica ma problem. Z najnowszego badania CBOS wynika, że poparcie młodych wyborców zjechało PiS-owi w ciągu ostatnich trzech lat z 34 do 16 proc. Rząd Morawieckiego krytycznie ocenia aż 73 procent uczniów i studentów. Nie inaczej jest z religią – prawie jedna trzecia małolatów w wieku późnopodstawówkowym i licealnym nie uczestniczy w praktykach religijnych. Taka sytuacja może wkrótce doprowadzić do dużego kryzysu w duchowieństwie, któremu zabraknie dzieci do gwałcenia. Z odsieczą przychodzi na szczęście Ministerstwo Edukacji i Nauki, które pod światłym kierownictwem ministra Czarnka doszło do wniosku, że małolaty wytrzymają każdą ilość papieża – i im będzie go na lekcjach więcej, tym dla wyszkolenia przyszłych wyborców lepiej.

Za jedyne 790 tys. zł MEiN zleciło więc wyprodukowanie grę edukacyjnej o Janie Pawle II, która przyciągnąć ma dzieci z klas 1-3 oraz 4-8.

Tak się składa, że posiadam w rodzinie dziecko w wieku lat 7, na szczęście nie swoje, idealnie wpasowujące się w grupę docelową. Kazałem mu usiąść ze mną przed komputerem i pokazać wujowi, co sądzi o panu Wojtyle.

 

Misja, w której brak trupa

Gra zaczyna się omówieniem dzieciństwa małego Karola. Na dzień dobry gracz widzi cytat: „Pośród wielu dróg rodzina jest drogą pierwszą i z wielu względów najważniejszą. Jest drogą powszechną, pozostając za każdym razem drogą szczególną, jedyną i niepowtarzalną, tak jak niepowtarzalny jest każdy człowiek. Rodzina jest tą drogą, od której nie może on się odłączyć”. Pytam 7-latka, czy rozumie, co jest napisane.

– Nie.

A że ja też nie, to przechodzimy dalej.

Z następnej planszy dowiadujemy się, że Karolek Wojtyła urodził się w Wadowicach przy ul. Kościelnej 7, która dawniej była ulicą Rynek 2, mieszkania 4. Miał mamusię i tatusia, sypialnię oraz salon. Sama ta wiedza jest już warta ze 100 tys. z wydanych przez MEiN prawie 800 tys. zł.

Młody zaczyna się wiercić na krześle. Żąda przemocy. Obiecuję mu, że na końcu gry wcieli się w postać Alego Agcy i będzie musiał dokonać zamachu na papieża. Na razie narrator każe nam obejrzeć każde lokum w domu Wojtyły. Z ważniejszych papież miał sracz, zwany „kącikiem czystości”. Do tego kuchnię, „pomieszczenie, w którym Mama Lolka przygotowywała posiłki”. Instruuję młodego, że czasy się zmieniły i od niedawna w kuchni mogą przebywać także mężczyźni. Gdy dorośnie, może to on będzie gotować obiady, a żona zapierdalać do pracy. Albo nie będzie miał żony ani dzieci albo nawet kuchni i będzie jadał na mieście. Też dobrze.

Małolat żąda przyspieszenia gry, bo chciałby już strzelać, a nie wysłuchiwać kazań po każdym slajdzie. Układamy puzzle z widokiem salonu Wojtyłów. Banał.

Zadanie, jakie czeka na mnie i mojego kuzyna, to przyjrzenie się zdjęciom rodziny Wojtyłów.

Jako pierwsza leci Olga Maria Wojtyła – siostra Lolka. Producent drogocennej gry nie wstawił jednak jej zdjęcia, gdyż zmarła kilka godzin po narodzinach i pewnie fotograf nie zdążył. To utrudnia zadanie i jednocześnie rozczarowuje dziecko.

– Eee, a chciałem zobaczyć trupa… – mówi mój 7-letni towarzysz.

Lektor gry opowiada następnie, że matka Karolka „mówiła po niemiecku” i „nosiła długie suknie, gustownie dobraną biżuterią i kapelusz na głowie”. Zapewne nawet w kuchni podczas strugania obiadów. Tatuś papieża, co tu dużo mówić, kolaborował z wrogiem Polski, gdyż służył w wojsku austriackim.

– Zapamiętaj, młody, co to byli za okropni ludzie! – instruuję.

Do gromadki zaliczany był jeszcze Edmund Wojtyła. Producent nie napisał, co to za człowiek, musiałem więc wspomóc się Wikipedią. Okazuje się, że to starszy rodzony brat przyszłego papieża, z wykształcenia lekarz. Umarł młodo na szkarlatynę po złapaniu jej na pacjentce, po 4 dniach cierpień.

Według twórców gry starszy brat Edmund chętnie zajmował się młodszym Karolem. Na to mój kuzyn zaczyna przeraźliwie się śmiać, gdyż sam posiada młodsze rodzeństwo, którego szczerze nienawidzi. Tłumaczę, że napisano tak, bo to modny element fantasy, który ubogaca fabułę.

Dostrzegam kolejną z wielu wad gry. Treści są pisane językiem co najmniej dla osób z doktoratem (muszę tłumaczyć młodemu, co to jest magistrat albo Dom Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu), ale zadania do wykonania dostosowane są do poziomu posła Suskiego. Np. trzeba wstawić konia w miejsce, do którego pasuje tylko koń.

 

Całość na łamach